Wypowiedź prezydenta Obamy dla National Public Radio (NPR) wpisuje się w toczącą się od ubiegłego piątku w USA debatę na temat roli rosyjskich hakerów podczas listopadowych wyborów prezydenckich.

9 grudnia wieczorem dziennik "Washington Post" poinformował o tajnej analizie CIA, według której celem rosyjskiej interwencji było zwycięstwo Trumpa w wyborach 8 listopada, a nie tylko podważenie zaufania do amerykańskiego systemu wyborczego. Mowa jest tam o osobach "dobrze znanych środowisku wywiadowczemu", które brały udział w operacji "zwiększenia szans wyborczych Trumpa i zaszkodzenia Clinton".

"W ocenie społeczności wywiadowczej celem Rosji było faworyzowanie jednego kandydata, by pomóc Trumpowi w zwycięstwie" - powiedział cytowany przez "Washington Post" urzędnik wywiadu podczas briefingu z amerykańskimi senatorami.

W krótkim oświadczeniu wydanym po opublikowaniu artykułu zespół Trumpa ds. przejmowania władzy odrzucił te oskarżenia. "Ci sami ludzie mówili, że Saddam Husajn miał broń masowego rażenia. Wybory dawno się zakończyły jednym z największych zwycięstw, jeśli chodzi o głosy elektorskie w historii. Czas, by iść do przodu i uczynić Amerykę znowu wielką" - napisano w oświadczeniu, przytaczając hasło z kampanii Trumpa.

Doniesienia te podważył także osobiście sam prezydent elekt Donald Trump w opublikowanych w poniedziałek tweetach. "Czy wyobrażacie sobie co by było, gdybyśmy MY w przypadku przeciwnego wyniku wyborów próbowali grać kartą Rosji/CIA? Zostałoby to nazwane teorią spiskową!" - napisał Trump na Twitterze.

Następnie dodał: "O ile nie złapie się +hakerów+ na gorącym uczynku, bardzo trudno jest ustalić, kto hakował. Dlaczego nie zostało to wyciągnięte przed wyborami?".

Ironiczne komentarze Trumpa, które bagatelizowały problem, nie przekonały co najmniej trzech przedstawicieli amerykańskiego wywiadu, którzy powiedzieli w czwartek agencji Reutera, że "nie byłoby niczym dziwnym, a wręcz mieści się w rosyjskiej kulturze politycznej, że Władimir Putin w jakiś sposób nadzorował te działania".

Podobną opinię wyraził również w czwartek doradca Obamy ds. bezpieczeństwa Ben Rhodes, który ocenił w wywiadzie dla stacji MSNBC, że "sprawy o takich konsekwencjach nie mogłyby się wydarzyć bez osobistej wiedzy Władimira Putina".

Agencje przypominają, że afera z ingerencją rosyjskich hakerów zatacza coraz szersze kręgi, znacząco wykraczając poza dotychczasowe oskarżenia administracji USA, według której hakerzy działający na zlecenie Moskwy włamali się do serwerów Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej (DNC) i przekazali wykradzione dokumenty portalowi WikiLeaks. (PAP)

mars/