W grudniu pierwszy raz od dwóch i pół roku mieliśmy inflację – wzrost cen liczony w skali 12 miesięcy. Według wstępnych szacunków Głównego Urzędu Statystycznego wyniósł on 0,8 proc. Jak GUS prowadzi te obliczenia? Żeby to zrobić, trzeba mieć dwa źródła danych – wydatki gospodarstw domowych na zakup towarów i usług konsumpcyjnych oraz poziom ich cen notowany bezpośrednio w punktach sprzedaży.

Pierwszy krok – losowanie

Dane o wydatkach pozyskuje się od ok. 37,5 tys. gospodarstw domowych wylosowanych na terenie całego kraju. Już tu pojawia się pierwszy problem: część wytypowanych odmawia udziału w badaniu.

– Robią tak najczęściej mieszkańcy dużych miast – informuje Krystyna Siwiak, naczelnik w departamencie badań społecznych i warunków życia GUS. Dodaje, że szczególnie trudno jest dotrzeć do osób z zamkniętych osiedli. Ochroniarze często nie chcą wpuszczać ankieterów. Ci mają tylko adresy mieszkań i nie są w stanie powiedzieć, z kim konkretnie chcą się spotkać. Dlatego urzędy statystyczne ślą pisma do wspólnot mieszkaniowych z informacją o planowanym badaniu, z prośbą o otwieranie bram dla ankieterów.

Na badanie często nie godzą się ludzie zamożni oraz seniorzy. Starsi nie chcą wpuszczać do domów nieznajomych, bo boją się o swoje bezpieczeństwo. A nawet jeśli się zgodzą, to w wielu przypadkach ktoś z ich rodziny cofa zgodę na badanie.

Ostatecznie jednak ankieterom udaje się dotrzeć do prawie 38 tys. wylosowanych i dobranych z próby rezerwowej mieszkań. – Wprawdzie struktura próby zbadanej różni się od tej wylosowanej, ale przy opracowywaniu wyników badania korygujemy te różnice za pomocą wag, aby były reprezentatywne dla poszczególnych grup gospodarstw domowych –opowiada Piotr Łysoń, dyrektor departamentu badań społecznych i warunków życia w GUS.

>>> Czytaj też: Grudniowy skok cen to dopiero początek. Oto, co prognozują ekonomiści

Nic na wiarę

Rodziny, które zgodziły się na badanie, otrzymują dwie papierowe książeczki budżetu gospodarstwa domowego – każda na połowę miesiąca. Notują w nich codziennie wydatki: co zostało kupione, w jakiej ilości i za ile. Informują też o otrzymanych albo przekazanych darach. Zakupy są w większości dokumentowane paragonami. Gdy ich brak – np. po zakupach na targowiskach – wydatki są wpisywane z pamięci.

Po paru dniach ankieter sprawdza, czy rodzina wywiązuje się z dobrowolnie przyjętych obowiązków. W połowie miesiąca odbiera książeczkę, sprawdza ją przy zainteresowanych i wyjaśnia wątpliwości. Na przykład gdy zapisy są nieprecyzyjne – wymienione jest np. obuwie, ale brak informacji, czy to buty męskie, damskie czy dziecięce.

Są też specjalne procedury weryfikacji zapisów. Określone produkty mają pewne widełki cenowe. Jeśli zapisany w książeczce wydatek je przekroczy, to ten przypadek musi być indywidualnie sprawdzony. – Idziemy z duchem czasu. Jest już stworzona i wykorzystywana elektroniczna książeczka gospodarstwa domowego. Ale na razie tylko niewielki odsetek gospodarstw z tego korzysta – zaznacza dyr. Łysoń.

Żeby wynagrodzić trud wypełniania książeczki, urzędy statystyczne dają uczestnikom ankiety upominki ( pościel, ręczniki, koce).

Pod kontrolą 1400 towarów i usług

Na podstawie książeczek tworzone są koszyki wydatków dla sześciu typów gospodarstw domowych: pracowniczych, rolników, pracujących na własny rachunek, emerytów, rencistów i utrzymujących się ze źródeł niezarobkowych. W każdym z nich wylicza się, jaki udział w wydatkach przypada na żywność, napoje bezalkoholowe i alkoholowe oraz wyroby tytoniowe, mieszkanie, zdrowie, transport, łączność, rekreację i kulturę, edukację i restauracje oraz hotele.

Następnie tworzy się koszyk dla przeciętnego gospodarstwa domowego także ze strukturą wydatków, czyli z systemem wag. Tak dochodzimy do końca pierwszego etapu. System wag weryfikowany jest corocznie. Na przykład na żywność przypadło w 2005 r. 25,05 proc., a w 2015 r. – 21,82 proc. ogółu wydatków gospodarstw domowych.

Do obliczenia inflacji potrzeba jeszcze cen poszczególnych towarów i usług. Nie jest możliwe zbadanie jednak wszystkich towarów oferowanych w sklepach, w placówkach gastronomicznych, na bazarach czy w internecie. GUS wybiera zatem ok. 1400 tzw. reprezentantów – produktów charakterystycznych dla zakupów przeciętnego gospodarstwa domowego. Tymczasem na przykład w dużym supermarkecie może być nawet 20 tysięcy różnego rodzaju towarów.

Listę produktów GUS ustala na podstawie ekspertyz, obserwacji ankieterów i wpisów w książeczkach wydatków gospodarstw domowych. Są na niej zarówno towary pierwszej potrzeby (pieczywo, mięso, mleko), jak i kupowane rzadziej (meble, sprzęt RTV-AGD etc.). W przypadku usług obserwuje się opłaty ponoszone systematycznie (np. związane z użytkowaniem mieszkania), jak i nabywane rzadziej (np. usługi turystyczne).

Tu trafiamy na kolejną rafę: ankieterzy mają obowiązek notowania cen, np. jaj. Są jednak różne ich rodzaje – kurze, gęsie, kacze, przepiórcze, różnej wielkości, ekologiczne, z wolnego wybiegu, chowu ściółkowego, klatkowego, różnych producentów, krajowe, z importu. Które są uwzględniane przy wyliczaniu inflacji?

– Ankieter samodzielnie, znając teren, na którym pracuje i w porozumieniu ze sprzedawcą, dobiera jajka i ich producenta, które są najczęściej kupowane i których ceny bada co miesiąc przez cały rok. Jego wybór jest weryfikowany przez urząd statystyczny w województwie, który ocenia, czy nie jest on dokonany zupełnie dowolnie – wyjaśnia Dorota Turek, zastępca dyrektora departamentu handlu i usług w GUS.

Podobnie jest w przypadku telewizorów: mamy np. odbiorniki LCD, LED, plazmowe, o różnych przekątnych. Tu także wybór reprezentatywnego towaru należy do ankietera. Wiadomo jedno: od 20 lat żaden z ankieterów nie sprawdza cen telewizorów czarno-białych. GUS corocznie weryfikuje listę „reprezentantów”. I idzie z duchem czasu. Dziś sprawdza się np., ile kosztują tablety.

Poziomy cen i informacje dodatkowe o produkcie gromadzą nie tylko ankieterzy. Są one badane też centralnie przez GUS. Tak ustala się m.in. zmiany cen leków refundowanych czy zmiany cen biletów kolejowych.

Centrala GUS wspomagana jest w tych pracach przez wyspecjalizowany Urząd Statystyczny w Opolu. Weryfikuje on także to, czy ankieterzy zebrali wszystkie ceny i czy zrobili to w odpowiednim terminie – poziom cen powinni badać między 5. a 22. dniem każdego miesiąca.

Wkrótce nastąpią zmiany, które spowodują, że ankieterzy będą mniej obciążeni. GUS prowadzi prace, które pozwolą na pozyskiwanie danych bezpośrednio z systemów informatycznych sieci handlowych. Jak ujawnia dyrektor Turek, pilotażowo takie dane są już zbierane. Docelowo badane będą ceny wszystkich towarów sprzedawanych przez sieci handlowe.

– Produkty będziemy agregować odpowiednio do ich udziału w zakupach gospodarstw domowych. Szczegóły metodologii nie są jeszcze rozstrzygnięte. Pewne jest to, że będzie więcej niż obecnie reprezentantów towarów – mówi Dorota Turek. Zapowiada, że część tego rodzaju danych uda się włączyć do wyliczania wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych już w 2018 r.

Rachunek z systemem wag

Gdy są już indywidualne ceny produktów z około 35 tys. punktów sprzedaży w 208 rejonach badania, obliczane są średnie ogólnopolskie poziomy cen poszczególnych „reprezentantów”. Na ich podstawie wylicza się wskaźniki cen dla poszczególnych grup towarów i usług. By było to możliwe, wcześniej poszczególne towary są odpowiednio grupowane z wykorzystaniem systemu wag. Na przykład mięsa wołowe, wieprzowe i drób tworzą grupę mięso surowe. Ta grupa razem z grupą wędlin i pozostałych przetworów mięsnych tworzy podkategorię mięso, która wraz z innymi podkategoriami (m.in. warzywa, mleko, sery i jaja, pieczywo i produkty zbożowe) wchodzi do jednej z głównych kategorii koszyka inflacyjnego – żywność i napoje bezalkoholowe. Dla niej też wylicza się przeciętną zmianę cen, uwzględniając wcześniejsze zasady. W listopadzie (danych za grudzień jeszcze nie ma) ceny żywności i napojów bezalkoholowych były o 1,2 proc. wyższe niż rok wcześniej. Udział tej kategorii w koszyku inflacyjnym wynosił w 2016 r. 24,04 proc. Dołożyła ona więc do ogólnego wskaźnika inflacji 0,3 pkt proc. W ten sposób wykonywany jest również rachunek do pozostałych 11 głównych kategorii koszyka inflacyjnego. Po zsumowaniu ich wyników powstaje wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych (inflacja) obliczony dla przeciętnego gospodarstwa domowego.

Osobista i urzędowa inflacja

Nasza „osobista inflacja” może być całkiem różna od wskaźnika podawanego przez GUS. Po pierwsze, przeciętne gospodarstwo domowe nie istnieje. – Nieporozumienia biorą się również stąd, że część osób poziom ogólnego wskaźnika inflacji utożsamia ze wzrostem cen wszystkich towarów i usług konsumpcyjnych. A przecież tak nie jest, bo gdy jedne produkty drożeją, to ceny innych spadają. Ponadto przy wskaźnikach odnoszących się do poszczególnych kategorii towarów mówimy o przeciętnych w skali kraju. Różnią się więc one od obserwowanych przez na przykład pryzmat dużego miasta lub między innymi wtedy, gdy zakupy robione są w małych sklepach albo w dyskontach lub na bazarach – wyjaśnia Anna Bobel, naczelnik w departamencie handlu i usług GUS.

Struktura wydatków przeciętnego gospodarstwa domowego różni się na ogół od struktury budżetu konkretnej rodziny. Część rodzin nie ma samochodu, nie wydają więc na benzynę. Ich wydatki na transport będą więc inne niż tych, którzy dojeżdżają do pracy autem. Nie brak rodzin, w których nikt nie pali papierosów czy nie pije alkoholu. W uśrednionym budżecie wykorzystywanym do obliczania wskaźnika inflacji w 2016 r. używki miały 6,56-proc. udział. 

>>> Polecamy: Morawiecki będzie miał budżetowy sukces. Tak dobrze nie było od 2007 roku