Zdaniem dr Stacha w polityce nowego prezydenta USA zwycięży polityczny realizm. "Donald Trump zapowiada, że będzie kierował się w polityce interesami amerykańskimi, a tego typu podejście zawsze stwarza płaszczyznę do porozumienia" – wskazał ekspert i dodał, że Trump po ostatnich zamachach w Berlinie mówił o cywilizowanym świecie, który wspólnymi siłami powinien bronić się przed zagrożeniami radykalnego islamu.

Trump – zauważył ekspert – obejmuje urząd w destabilizującej się sytuacji międzynarodowej i dlatego trudno przewidzieć, jak nowa prezydentura w USA wpłynie na kwestie europejskie. "Gdyby Donald Trump został prezydentem dekadę temu, nie miałoby to większego wpływu, ponieważ byliśmy wtedy przed kryzysem finansowym, a problemy związane z niestabilną sytuacją międzynarodową, czyli z wojną na Ukrainie, z Arabską Wiosną, nie mieściły się w ówczesnej optyce międzynarodowej. Dzisiaj ta sytuacja wygląda zupełnie inaczej" – powiedział dr Stach.

Politolog: w polityce Trumpa zwycięży realizm

więcej
Wideo

Jak zwrócił uwagę, liderzy UE zareagowali nerwowo na zwycięstwo Trumpa w wyborach, a szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker stwierdził, że taki wynik głosowania może doprowadzić do popsucia relacji amerykańsko-europejskich.

"Uważam, że tego typu retoryka jest nietrafiona, ponieważ Donald Trump nie podjął jeszcze żadnej decyzji. Pamiętajmy, że retoryka kampanii wyborczej, a praktyka polityczna to są często zupełnie inne rzeczywistości, a pouczanie Amerykanów, że wybrali nie tego prezydenta, co trzeba, może doprowadzić tylko do zaogniania relacji amerykańsko-europejskich" – ocenił dr Stach.

Jak podkreślił, Europa potrzebuje Stanów Zjednoczonych przede wszystkim militarnie. "Po zakończeniu zimnej wojny Europa w dużej mierze rozbroiła się i de facto amerykańskie siły zbrojne gwarantują bezpieczeństwo Europie" – zaznaczył.

Według politologa konflikt na Bałkanach w latach 90. i obecne reakcje Europy na kryzysy, które "pukają do jej granic", pokazują, że Europa bez wsparcia USA może sobie nie poradzić militarnie.

Ekspert zauważył, że na ocenę Trumpa wpływają także czynniki ideologiczne. Przyszły prezydent USA jest określany populistą. "To słowo obecnie stało się pejoratywną etykietą używaną w stosunku do polityków, którzy nie wyrażają linii prezentowanej przez europejski establishment" – wyjaśnił.

Oficjalne zaprzysiężenie 70-letniego Donalda Trumpa na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych odbędzie 20 stycznia na waszyngtońskim Kapitolu.

>>> Czytaj też: Trump chce poprawić relacje z Kremlem. "Rosjanie będą nas szanować o wiele bardziej"