"Patrzymy na to jako na zagrożenie dla nas oraz działania, które zagrażają naszym interesom i naszemu bezpieczeństwu" - powiedział rzecznik prezydenta Władimira Putina.

Ocenił, że każdy kraj "może i będzie postrzegać negatywnie" wzmacnianie obecności wojskowej obcego państwa w pobliżu swoich granic. "Właśnie w ten sposób to postrzegamy" - wyjaśnił.

Zauważając, że "kraj trzeci wzmacnia swoją obecność wojskową" w pobliżu europejskich granic Rosji, rzecznik Kremla podkreślił: "to nawet nie państwo europejskie". Ocenił, że liczebność kontyngentu nie odgrywa istotnej roli. "Tysiąc czy dziesięć tysięcy - chodzi o wzmacnianie obecności wojskowej, nic więcej nie można dodać" - podsumował.

W sprawie obecnego rozmieszczania sił USA w Europie wypowiedział się w czwartek również wiceminister spraw zagranicznych Rosji Aleksiej Mieszkow. Ocenił ten krok jako "czynnik destabilizujący dla całokształtu bezpieczeństwa europejskiego". Mieszkow zarzucił też NATO "próby zasłaniania się tak zwaną zasadą rotacyjności".

W zeszłym tygodniu rozpoczął się w niemieckim porcie Bremerhaven wyładunek sprzętu Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej (ABCT) sił zbrojnych USA. Do Polski zaczęli przybywać żołnierze amerykańscy na pierwszą, dziewięciomiesięczną zmianę w ramach operacji Atlantic Resolve. W czwartek konwój amerykańskich żołnierzy, udających się do Żagania, wjechał z Niemiec do Polski przez Olszynę w Lubuskiem. Zgodnie z decyzjami szczytu NATO amerykańska grupa brygadowa wzmocni bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO. Z Polski część elementów ABCT trafi do innych lokalizacji w Europie Środkowej i Wschodniej.

>>> Czytaj też: Wojsko USA w Polsce: Amerykanie zainwestują u nas nawet kilkaset milionów dolarów