Od zeszłego roku działa Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB). Po co światu kolejna – tym razem chińska – międzynarodowa instytucja finansowa?

Zacznijmy od tego, że AIIB nie jest wyłącznie chiński. Chińczycy co prawda zainicjowali jego powstanie, mają w nim 26 proc. udziałów, ale pozostałe udziały należą do 56 innych państw. Wkrótce zresztą dojdzie kolejnych 20 państw. Także ja nie wypowiadam się w tej rozmowie jako przedstawiciel banku, a reprezentant i nominat Polski w AIIB. Bank będzie wspierał projekty infrastrukturalne w Azji, zwłaszcza te łączące Azję z Europą.

Czyli budowę osławionego Nowego Jedwabnego Szlaku?

Tak – w tym sensie, że wszystkie większe inwestycje w infrastrukturę w Azji są elementem budowy Nowego Jedwabnego Szlaku. Pod znakiem jego budowy upłynie cały XXI w.

Są głosy, że Nowy Jedwabny Szlak nie jest ideą gospodarczą, lecz czysto polityczną. Jego stworzenie ma rozszerzyć międzynarodowe wpływy Chin, ale w praktyce gospodarczej niewiele zmieni.

Ta idea ma dla Chin wielkie znaczenie polityczne, to jasne. Jednak negowanie jej znaczenia gospodarczego to zaprzeczenie rzeczywistości. Chiny i, ogólniej, Azja potrzebują lepszego dostępu do europejskich rynków i vice versa. Niedawno otworzono połączenie kolejowe typu cargo z Anglii do Chin. Podróż ma trwać 18 dni. Dlaczego pragmatyczna Wielka Brytania miałaby wspierać budowę szlaku, gdyby nie miała ona ekonomicznego sensu? Ale szlak to nie tylko nowe linie kolejowe, to także budowa portów, dróg, lotnisk w całej Azji z myślą o tym, że już wkrótce ten rejon będzie centrum światowej gospodarki. To tam będzie najbogatsza klasa średnia, najprężniejszy przemysł, to tam będą rodzić się najoryginalniejsze idee. Kiedyś wszystkie drogi prowadziły do Rzymu, teraz będą prowadzić do Szanghaju, Pekinu, Seulu, Nowego Delhi.

A czy można powiedzieć, że powołanie AIIB to także sposób Chin na zamanifestowanie pewnego zniecierpliwienia obecnym modelem zarządzania międzynarodowymi instytucjami, np. Bankiem Światowym, który nie nadąża za zmianami w geopolitycznym układzie sił? Azjaci mimo wzrostu znaczenia wciąż nie mają zbyt wiele do powiedzenia w tych instytucjach. Rządzą nimi Amerykanie.

Zapewne taka intencja także przyświecała Chińczykom – może o tym świadczyć choćby to, że wśród udziałowców banku nie ma ani Amerykanów, ani współpracujących z nimi Japończyków.

A więc AIIB to konkurencja dla starych instytucji?

To nie takie proste. Politycznie to konkurencja, ekonomicznie zaś nie do końca. Już teraz AIIB i Bank Światowy prowadzą kilka wspólnych projektów, a więc współpracują. Ekonomicznie te instytucje będą się raczej przenikać i uzupełniać. Oznacza to, że bez konfliktu interesów można być zarówno członkiem AIIB, jak i Banku Światowego.

Skąd właściwie wśród współudziałowców AIIB wzięła się Polska?

Akces do powstającego banku Polska zgłosiła 31 marca 2015 r. I słusznie, bo byłoby nierozsądne pozbywać się możliwości wpływania na politykę tak dużej i znaczącej instytucji. Proces decyzyjny jest tam tak skonstruowany, że liczy się nawet głos kraju, który – jak Polska – ma 1 proc. udziałów w banku. W szerszym ujęciu byłoby zaś nierozsądne nie uczestniczyć w budowie Nowego Jedwabnego Szlaku. Ona będzie miała miejsce z nami czy bez nas.

Ale przecież AIIB nie będzie inwestował w Europie, prawda?

Raczej nie. Po raz pierwszy w historii Polski mamy do czynienia z sytuacją, w której nie jesteśmy bezpośrednim beneficjentem instytucji, w której zarządzaniu i finansowaniu uczestniczymy.

To gdzie tu jest dla nas biznes?

W umożliwieniu naszym firmom realizacji projektów inwestycyjnych. Polska była przez ostatnie 27 lat wielkim placem budowy, ale to się powoli kończy, skończą się także unijne pieniądze pompowane w szeroko pojętą infrastrukturę. Polskie firmy z branży budowlanej powinny więc skierować swoje oczy w stronę Azji w poszukiwaniu nowych szans biznesowych. Do AIIB zgłosić się może właściwie każdy, kto ma pomysł na projekt infrastrukturalny. Nie trzeba wcale rozbudowanych geopolitycznych wizji, wręcz są niewskazane. Jako pierwszy krok wystarczy jednostronicowe konkretne podsumowanie – co, gdzie i z kim zamierzamy zbudować. Polskie firmy budowlane były kiedyś bardzo aktywne, np. na Bliskim Wschodzie, czas więc na ponowną ekspansję. Trzeba potraktować to jako szansę. Takie podejście zresztą wpisuje się w plan Morawieckiego, którego celem jest internacjonalizacja polskich firm, czyli wsparcie dla inwestycji zagranicznych oraz budowa ich międzynarodowej pozycji.

>>> CAŁY WYWIAD W WEEKENDOWYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ"