Polski rząd, a także spółka zależna PGNiG złożyły do unijnego sądu pozwy przeciwko Komisji Europejskiej ws. decyzji dotyczącej gazociągu OPAL w grudniu. Przed świętami Bożego Narodzenia Sąd UE wstrzymał wykonanie decyzji Komisji przewidującej przyznanie Gazpromowi dostępu do 80 proc. przepustowości rurociągu, który jest lądową odnogą Nord Streamu.

Z perspektywy Polski to sukces, jednak na ostateczne rozstrzygnięcie sprawy przyjdzie poczekać. Rozmówca PAP z Trybunału Sprawiedliwości UE zwraca uwagę, że sprawa ma dużą skalę i precedensowy charakter, co może sprawić, że składowi orzekającemu zajmie dość dużo czasu przygotowanie orzeczenia.

Na razie trwa wymiana pism procesowych. Następnie zacznie się ustna część, czyli rozprawy. Nie wiadomo, ile ich będzie, bo zależeć to będzie od stanowisk i wniosków stron postępowania. Komisja Europejska zapewnia, że przekazała wszystkie dokumenty, których zażądał sąd.

Źródło PAP wskazuje, że w standardowych przypadkach postępowanie trwa około 20 miesięcy. Teoretycznie każda ze stron może wystąpić o przeprowadzenie sprawy w trybie przyspieszonym. Rozmówca PAP z KE poinformował, że Komisja tego nie zrobiła. Jeśli nawet tak by się stało, oznaczałoby to jedynie skrócenie terminów, jakie sąd daje na dostarczenie pism czy inne czynności procesowe.

Na razie nie doszło do połączenia spraw, bo skargi złożone przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych i PGNiG nie są identyczne. "Możliwe, że zostaną one połączone" - podkreślił rozmówca PAP z Trybunału. Nie ma jednak jeszcze składu orzekającego, który będzie się zajmować tymi sprawami.

Unijny sąd nie odnosi się do informacji, czy - jak podawał "Nasz Dziennik" i agencja TASS - Gazprom wystąpił o dopuszczenie do postępowania w charakterze tzw. interwenienta pobocznego. Sprawy nie chce komentować też Komisja Europejska, choć rozmówcy PAP podkreślają, że zwykle jej służby prawne nie korzystają ze wsparcia firm, nawet jeśli mają taki sam pogląd w sporze przed sądem.

Od orzeczenia Sądu UE w sprawie OPAL-u stronom sporu będzie przysługiwało odwołanie do drugiej instancji, czyli do Trybunału Sprawiedliwości UE.

Pod koniec października Komisja Europejska poinformowała o zmianie swojego poprzedniego rozstrzygnięcia z 2009 r., które określało zasady korzystania przez Gazprom z gazociągu OPAL biegnącego na terenie Niemiec równolegle do polsko-niemieckiej granicy, o maksymalnej przepustowości ok. 35 mld m sześc.

Stanowi on przedłużenie ułożonego na dnie Bałtyku gazociągu Nord Stream. Punkt wejścia znajduje się nad Morzem Bałtyckim w miejscowości Greifswald, a wyjście na granicy niemiecko-czeskiej w miejscowości Brandov. Samą decyzję - w postaci 42-stronicowego dokumentu - KE opublikowała jednak dopiero na początku stycznia br.

W 2009 r. OPAL-owi przyznano na 22 lata wyjątkowe traktowanie w ramach unijnego III pakietu energetycznego. Pakiet ten wymaga m.in. dostępu stron trzecich, w tym przypadku konkurentów Gazpromu, do infrastruktury przesyłu gazu w UE. Zgodnie z tym Gazprom miał rezerwację 50-proc. przepustowości OPAL-u.

Dzięki nowej decyzji do 2033 roku Rosjanie mogliby wykorzystywać 80 proc. przepustowości OPAL-u. Rosjanie od dawna starali się o pozwolenie na pełne wykorzystywanie gazociągu. Większy przesył OPAL-em oznaczałby możliwość zwiększenia przesyłu Nord Streamem i zmniejszenie roli Ukrainy jako kraju tranzytowego.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)