Według niego Unia Europejska powinna być – jeśli wziąć pod uwagę jej ludność, zasoby naturalne oraz kapitał ludzki – czołowym mocarstwem świata. „Ale na razie jej stagnacja uniemożliwia pełnienie przez nią roli przywódczej” – pisze Orban w tekście, którego skróconą wersję opublikowało w czwartek konserwatywne pismo amerykańskie „National Review”.

„To, co nazywamy europejskim projektem, zostało zastopowane. Już samo to stanowi problem. Ale gorzej, że UE stanęła w obliczu szeregu niespodziewanych kryzysów” – oznajmił Orban, wymieniając kryzys euro, nielegalną imigrację oraz sytuację geopolityczną.

W związku z Brexitem Orban podkreśla zaś, że UE po raz pierwszy traci państwo członkowskie, co może być zwiastunem jej ostatecznej dezintegracji.

Tymczasem UE zamiast zajmować się tymi problemami, „zdaje się zadowalać pogrążaniem w pełnych samoudręczenia wzajemnych oskarżeniach, czego dowodem są jej niedawne kontrowersyjne ataki na Węgry i Polskę”.

Węgierski premier pisze, że według traktatu Unii Europejskiej UE składa się z państw członkowskich, a europejskie instytucje mają wspomagać współpracę między nimi, a tymczasem „dominująca praktyka zdaje się sugerować coś wręcz przeciwnego”. „Odnosi się wrażanie, że Unia Europejska składa się obecnie z instytucji, a państwa członkowskie istnieją tylko po to, by wesprzeć ich działanie” – ocenił.

>>> Czytaj też: Orban o przyszłości UE i relacjach z Trumpem: Możemy znów uczynić Europę wielką

Wśród błędów Orban wymienił zwiększenie roli Parlamentu Europejskiego, co jego zdaniem tylko pogorszyło skuteczność unijnych instytucji, a także umożliwienie Komisji Europejskiej odgrywania samodzielnej roli politycznej – „Politbiura, by użyć znanego terminu” - w sprzeczności z jej pierwotną rolą „strażnika traktatów”.

„Kiedy tylko premierzy nie osiągają zgody w jakiejś sprawie – a obowiązkowa kwota uchodźców była taką sprawą – stało się najwyraźniej rutyną, że Komisja wprowadza wiążące posunięcia polityczne” – pisze Orban, oceniając, że w ten sposób KE ”ukradkiem przywłaszcza sobie część praw”, które powinny należeć tylko do państw członkowskich.

Za kolejny błąd uznał Orban to, że Rada Europejska może podejmować decyzje większością dwóch trzecich głosów w kwestiach, które są kluczowe z punktu widzenia interesów narodowych państw członkowskich.

Jego zdaniem Unia nie odniesie sukcesu, jeśli nie wciągnie ludzi w walkę z różnorakimi kryzysami. „Potrzebujemy każdego człowieka, każdego narodu i każdego państwa członkowskiego, jeśli mamy wygrać tę walkę. Żadna instytucja nigdy nie zastąpi państwa. Instytucje muszą pomagać i zapewniać koordynację państwom członkowskim bez spychania ich na plan dalszy. To instytucje istnieją dla państw członkowskich, a nie odwrotnie. Potrzebujemy rozsądnej i zdecydowanej zmiany trajektorii” – podkreślił.

Zastanawiając się, jak „zrobić porządek w naszym domu”, Orban wyraża przekonanie, że konieczny jest powrót do konsekwentnego stosowania prawa europejskiego. „Musimy mierzyć się nawzajem tą samą miarką. Musimy respektować rolę narodowych parlamentów, na przykład nie próbując im uniemożliwić ratyfikacji międzynarodowych traktatów o kapitalnym znacznie, takich jak CETA czy TTIP” – podkreślił.

Znaczną część swego tekstu Orban poświęcił migracji, która jest według niego największym zagrożeniem, przed jakim stoi obecnie Europa, oraz odpowiedziom, jakich mogłaby udzielić na to zagrożenie Unia.

>>> Czytaj też: Węgry rozpoczęły rok z niższymi podatkami i mniejszymi długami