"Nasze stanowisko wyjściowe będzie zakładało to, żeby ten budżet nie był uszczuplony. Jesteśmy u progu negocjacji brexitowych i nie zakładałbym, że Wielka Brytanie nie będzie się w ogóle dokładała do budżetu UE" - powiedział Morawiecki w środę na spotkaniu z dziennikarzami w Parlamencie Europejskim.

Wicepremier spotykał się wieczorem z europosłami, by rozmawiać z nimi na tematy dotyczące polskich interesów w UE. Wielka Brytania jest jednym z płatników netto do unijnej kasy, to znaczy więcej przelewa do Brukseli niż otrzymuje z powrotem w ramach funduszy, dopłat i grantów. Według różnych szacunków wyjście tego kraju ze Wspólnoty może oznaczać, że w kasie UE będzie mniej nawet do 10 mld euro rocznie.

Morawiecki nie zgadza się z tymi wyliczeniami, bo według niego może to być około 7 mld euro, ale faktyczny ubytek będzie znacznie mniejszy. Zwrócił uwagę, że przeciętnie obywatel Norwegii, która nie jest w UE, płaci do kasy Unii 83 proc. tego co teraz obywatel brytyjski. W zamian Norwegowie otrzymują dostęp do jednolitego rynku.

"Wraz z rozwodem powinna nastąpić jakaś formuła dotycząca partycypacji budżetowej" - podkreślił Morawiecki. Jak ocenił, na koniec może się okazać, że Londyn będzie wpłacać o 3 mld euro rocznie mniej niż obecnie.

Jego zdaniem, mimo że Londyn mówi o wyjściu ze wspólnego rynku, faktycznie do tego nie dojdzie. "Nakładanie z powrotem ceł wydaje mi się bardzo nieprawdopodobne" - oświadczył wicepremier. Według niego na końcu negocjacji Brytyjczycy nie dostaną pełnego udziału w jednolitym rynku, ale udział "daleko idący" i w ślad za tym będą musieli dokładać do wydatków wspólnotowych.

O ile perspektywa Brexitu nie wywołuje w Warszawie obaw dotyczących przyszłych finansów UE, to polskie władze niepokoją pomysły dotyczące osobnego budżetu dla strefy euro. W Parlamencie Europejskim trwają prace nad planem działań w tej sprawie. Na razie nie ma jednak żadnych projektów prawnych.

"Jeśli byłyby jakieś zdecydowane ruchy o charakterze legislacyjnym lub finansowo-fiskalnym, które miałyby służyć budowie różnych kręgów czy prędkości w Europie, to byłoby niepokojące" - przyznał Morawiecki.

Wicepremier odrzucił pojawiające w wypowiedziach niektórych polityków europejskich sugestie karania finansowo Polski za odmowę przyjmowania uchodźców. "To taki rodzaj szantażu, który powoduje, że prawdziwa solidarność europejska (...) byłaby głęboko naruszana" - oświadczył.

Odpowiedzialny za środki unijne wiceminister rozwoju Jerzy Kwieciński uważa, że Polska będzie miała dobrą pozycję wyjściową do negocjacji nad kolejną perspektywą finansową. Jego zdaniem na naszą korzyść przemawia sukces wykorzystania w 100 proc. środków z budżetu na lata 2007-2013, a także dobre radzenie sobie z obecną perspektywą finansową.

Z danych Ministerstwa Rozwoju wynika, że udział Polski w płatnościach Komisji Europejskiej do wszystkich państw członkowskich wynosi teraz 34 proc., podczas gdy nasz udział w obecnej perspektywie finansowej to 23 proc. Do tej pory otrzymaliśmy jednak 3,7 proc. wszystkich dostępnych w perspektywie 2014-2020 środków. Daje nam to 7. pozycję w UE.

Kwieciński podkreślił, że Polsce zależy na tym, by w nowej polityce spójności, z której nasz kraj czerpie obecnie w największym stopniu z całej UE, mocno umiejscowiona była innowacyjność. Rząd opowiada się też za wykorzystywaniem instrumentów finansowych w ramach nowych środków z UE, co oznacza, że proste dotacje byłyby zastępowane gwarancjami czy kredytami na inwestycje. "Nie ukrywamy, że nam na tym bardzo zależy, nie tylko ze względu na charakter prorozwojowy instrumentów, bo te pieniądze trzeba zwrócić, ale też ze względu, że działanie takich instrumentów jest bardziej długotrwałe" - zaznaczył Kwieciński.

Rząd w Londynie zapowiada, że do końca marca oficjalnie poinformuje UE o zamiarze wystąpienia z Unii, co otworzy drogę do rozpoczęcia negocjacji w sprawie warunków Brexitu. Zgodnie z unijnym traktatem od momentu notyfikacji do wystąpienia z UE mogą upłynąć maksymalnie dwa lata, co oznacza, że Wielka Brytania opuści UE w 2019 r. Rozmowy o budżecie dla UE na okres po 2020 r. zaczną się jednak znacznie wcześniej.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)