Hej, jak ci minął dzień?”. „Widzę, że masz kiepski humor. Przykro mi. Odezwę się, gdy będziesz miał ochotę rozmawiać”. Uroczy głos Scarlett Johansson, ogromna doza wyrozumiałości. I zero zobowiązań.

Tak wyglądają realia w filmie „Her” („Ona”). Jego bohater kupuje system sztucznej inteligencji. I okazuje się to genialną decyzją. Z czasem się w nim zakochuje – zresztą z wzajemnością.

Obraz Spike’a Jonze’a z 2013 r. ma coraz mniej wspólnego z science-fiction, a więcej z rzeczywistością. Dowód? W grudniu ubiegłego roku japońska firma Vinclu przedstawiła Gatebox – wirtualną postać kobiecej kompanki życia. Dzwoni ona do swego właściciela, by porozmawiać, wysyła miłe SMS-y podczas pracy, a na koniec dnia czule mówi: „Oyasumi nasai” (jap. dobranoc). Produkt ten jest adresowany do samotnych mężczyzn, którzy dużo pracują i są zbyt nieśmiali, by nawiązać relacje z prawdziwą – z krwi i kości, a nie linijek kodu – kobietą.

Oczywiście przygotowana przez Japończyków sztuczna inteligencja jest o wiele mniej doskonała niż ta znana z „Her”. Ale zdaniem ekspertów w pełni zadowalający poziom oprogramowania zostanie osiągnięty w ciągu dekady, najwyżej 15 lat.

>>> Czytaj też: Oto technologiczne trendy, które w 2017 roku zrewolucjonizują firmy

Mało realne? Warto przypomnieć sobie filmowe wizje powstania autonomicznych samochodów. Jeszcze w latach 80. mówiono: „niemożliwe”, „fantastyka”. Teraz zastanawiamy się nie nad tym, czy samosterowalne pojazdy będą jeździły po ulicach, lecz kiedy staną się urządzeniami na kieszeń przeciętnego człowieka.

Roboty – czy tego chcemy czy nie – to nieodłączny element rozwoju cywilizacji. I niemal wszyscy naukowcy zgodnie przyznają, że to, co dzisiaj wymaga 10 lat pracy, za 20 lat będzie do zrobienia w chwilę. Dzięki rozwojowi robotyki uda nam się na przykład wyeliminować problem opieki nad osobami starszymi. Ot, zajmować się nimi będą maszyny stworzone na podobieństwo człowieka... Ale zaraz. Stop. To nieprawda. Nie będzie żadnych robotów na podobieństwo człowieka. Nie będziemy mijać w tłumie atrakcyjnych kobiet, zastanawiając się, czy o ich wyglądzie stanowi wrodzony urok i nabyty wdzięk czy też nowy rodzaj sztucznej skóry i talent designera z firmy produkującej androidy.

– Robot nie może wyglądać jak człowiek. Jego twórca musi zadbać o to, aby już na pierwszy rzut oka było wiadomo, że za urządzeniem stoi człowiek, który je zaprogramował. Zero uczuć. Tylko i aż produkt – mówi nam Mady Delvaux, posłanka do Parlamentu Europejskiego z Luksemburga, autorka raportu, który ma być podstawą prac unijnych decydentów nad stworzeniem kompleksowego prawa robotycznego. – Trzeba się skupić przede wszystkim na konsekwencjach rozwoju, stworzeniu systemu odpowiedzialności za naruszenia powodowane przez sztuczną inteligencję – wskazuje Delvaux.

Cały tekst przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej