Donald Trump podpisał w piątek zarządzenie, którego konsekwencją może być likwidacja lub głębokie zmiany w ustawie Dodda-Franka. Oznaczałoby to poważne zmiany w sposobie regulowania i funkcjonowania amerykańskich instytucji finansowych.

Tzw. Dodd-Frank (od nazwisk szefów komisji odpowiedzialnych za sektor finansowy w Kongresie USA) został przyjęty w 2010 r. To duży zestaw przepisów, których celem było zmniejszenie ryzyka powtórki z kryzysu, który wybuchł dwa lata wcześniej. Kluczowe było ograniczenie bankom możliwości prowadzenia transakcji na rynkach finansowych z wykorzystaniem depozytów klientów. Utworzono nowe organy nadzoru makroostrożnościowego (odpowiednik naszego Komitetu Stabilności Finansowej, który zaczął działać kilka lat później). Wzmocniono też ochronę klientów przez uruchomienie Biura Ochrony Finansowej Konsumentów.

Trump od dłuższego czasu deklarował, że będzie dążył do poluzowania ustawy – określał ją jako nieszczęście, które spowolniło wzrost gospodarczy poprzez zmniejszenie dynamiki kredytów zarówno dla firm, jak i konsumentów. Piątkowe zarządzenie nie powoduje jednak unieważnienia Dodda-Franka. Mówi jedynie, że w ciągu czterech miesięcy sekretarz skarbu ustali z szefami agencji odpowiedzialnych za stabilność sektora finansowego w Stanach Zjednoczonych, na ile obowiązujące regulacje pozwalają, a na ile ograniczają rozwój tego sektora zgodnie z „podstawowymi zasadami” – również wskazanymi w zarządzeniu. Wśród nich na pierwszym miejscu jest umożliwienie Amerykanom podejmowania niezależnych decyzji w sprawie finansów, oszczędzania na emeryturę i „budowy osobistego bogactwa”. Dalej dekret wymienia zabezpieczenie przed wykorzystywaniem pieniędzy podatnika do ratowania instytucji finansowych, wspieranie wzrostu gospodarczego czy wzmacnianie pozycji konkurencyjnej amerykańskich firm zarówno na rynku krajowym, jak i za granicą.

Po czterech miesiącach od wydania zarządzenia sekretarz skarbu ma przedstawić specjalny raport w tej sprawie. Później takie raporty mają mieć charakter cykliczny. Dopiero na ich podstawie będą formułowane propozycje konkretnych zmian w przepisach. Nie będzie ich mógł przeprowadzić sam prezydent. Zmian w ustawie Dodda-Franka może dokonać jedynie parlament (w obu izbach większość mają republikanie).

Na zmianach w przepisach skorzystają przede wszystkim największe instytucje finansowe z Wall Street. Wśród nich na jednej z czołowych pozycji będzie Goldman Sachs, uznawany za najpotężniejszy bank inwestycyjny. Akcje tej firmy w piątek poszły w górę o niemal 4,6 proc., a od listopadowych wyborów podrożały niemal o jedną trzecią. Głównym doradcą ekonomicznym nowego prezydenta został niedawno Gary Cohn, wcześniej osoba numer dwa w Goldman Sachs. Kandydatem na sekretarza skarbu (odpowiednika naszego ministra finansów) jest Steven Mnuchin, inny były menedżer Goldman Sachs (jego zatwierdzenie na stanowisko opóźnia się ze względu na sprzeciw opozycyjnych demokratów).

– Wszystkie banki podlegały tak ostremu nadzorowi, że musiały budować kapitał, zamiast pożyczać go klientom, by ci mogli rozwijać swoje biznesy i tworzyć nowe miejsca pracy – mówił w piątek Cohn.

– Bankierzy i lobbyści z Wall Street, których chciwość i lekkomyślność niemal zniszczyła nasz kraj, mogą otwierać szampana – komentowała z kolei wywodząca się z demokratów senator Elisabeth Warren, uznawana za głównego twórcę Biura Ochrony Finansowej Konsumentów wprowadzonego przez ustawę Dodda-Franka.