92 proc. Francuzów chce reformy systemu kapitalistycznego, w tym 41 proc. liczy na jego fundamentalną zmianę. Czy istnieje przyzwolenie dla dalszego rozwoju protekcjonizmu ekonomicznego? Prawybory lewicy to potwierdzają.

Drugą turę prawyborów lewicy, ustalającą kandydata w kwietniowych wyborach prezydenckich, wygrał 29 stycznia Benoit Hamon, nazywany przez media socjalistą utopijnym. Stał się tym samym numerem jeden francuskiej lewicy, siły politycznej, która sprawuje władzę we Francji od wyborów parlamentarnych w 2012 r.

W pierwszej turze prawyborów, 22 stycznia, startowało siedmiu kandydatów. Według sondaży największy poparciem cieszyli się były premier Manuel Valls oraz były minister gospodarki, Arnaud Montebourg. Niespodziewanie pierwszą turę wygrał jednak Benoît Hamon, wyprzedzając Manuela Vallsa. Pozostali kandydaci: Vincent Peillon, Sylvia Pinel – przewodnicząca Partii Radykalnej Lewicy, ekolog François de Rugy i Jean-Luc Bennahmias otrzymali szczątkową liczbę głosów.

Zmienić kapitalizm

Francuscy politycy, jak plasująca się na czele sondaży Marine le Pen, liderka nacjonalistycznego Frontu Narodowego, chcą wyjścia Francji ze strefy euro oraz przedefiniowania jej roli w Unii Europejskiej. Chcą też ochrony francuskiego rolnictwa i francuskich miejsc pracy kosztem otwartego rynku przepływu towarów i osób, jednego z filarów gospodarczej konstrukcji UE. Marine le Pen proponuje również wprowadzenie 3-proc. podatku na wszystkie produkty z importu.

Wpisuje się w zapotrzebowanie lokalne. 1/3 Francuzów chce, by państwo ścisłe kontrolowało funkcjonowanie przedsiębiorstw. 43 proc. żąda gospodarczego protekcjonizmu, bo nie czuje się na siłach sprostać globalnej konkurencji (to wzrost o 4 pkt proc. w stosunku do poprzedniego roku). Połowa Francuzów chce zreformować „niektóre aspekty” kapitalizmu, a 41 proc. oczekuje od polityków zmian fundamentalnych. Prawie dwie trzecie (64 proc.) uważa, że dzisiejsza młodzież ma o wiele mniejsze szanse na sukces na rynku pracy w porównaniu do generacji rodziców.

Badania opinii publicznej zrealizowane w grudniu 2016 r.: „Baromètre de la confiance politique” (CEVIPOF) pokazały obraz społeczeństwa francuskiego w defensywie, który oczekuje głębokich reform systemu demokratycznego i gospodarki kapitalistycznej. Społeczeństwa, które obawia się globalnej konkurencji ekonomicznej i które popiera protekcjonistyczną politykę gospodarczą.

– Francuzi są coraz bardziej sceptyczni w kwestii otwarcia rynku i globalizacji, chcą jednocześnie głębokich zmian życia politycznego w ich kraju – podsumowuje wyniki Pascal Perrineau, szef zespołu badawczego przeprowadzającego corocznego badania.

Ekonomiczna unifikacja UE

Kandydaci lewicy proponują przeprowadzenie ogromnych inwestycji państwowych, na poziomie biliona euro, w ciągu kolejnych dwóch kadencji prezydenckich oraz ustalenie pensji minimalnej, która obowiązywałaby w całej Unii Europejskiej. Dla Francuzów chcą dochodu uniwersalnego dla każdego obywatela w wysokości około 600-800 euro miesięcznie, a dla Europy – wspólnego budżetu strefy euro i europejskiego porozumienia na kształt amerykańskiego pierwowzoru z czasów Wielkiego Kryzysu, który zapewniłby wzrost zatrudniania i dobrobyt w UE.

Najważniejsi politycy francuscy, jak Arnaud Montebourg, mówią o konieczności ujednolicenia pensji w Europie, a Manuel Valls o wprowadzeniu podatku węglowego oraz podwyższeniu ceł na towary importowane spoza Unii. Socjaliści chcą również złagodzenia reguł konkurencyjności w UE, by wesprzeć francuskie i europejskie firmy nowych technologii oraz ujednolicenia systemu podatkowego w całej Wspólnocie. 

Różnice miedzy kandydatami dotyczą w zasadzie metod realizacji tychże postulatów. I tak Arnaud Montebourg żąda radykalnych reform w Brukseli, renegocjowania Traktatów Rzymskich i zniesienia reguły utrzymywania deficytu budżetowego na poziomie nie wyższym niż 3 proc. PKB. Nawołując do koalicji z takimi krajami, jak Hiszpania, Belgia, Włochy, Grecja i Portugalia Montebourg chce przeciwstawić się dominacji ekonomicznej Niemiec w Europie. Vincent Peisson sugeruje kompromis z Niemcami w kwestii utrzymywania dyscypliny budżetowej, proponując w zamian federacyjny model Unii.

Manuel Valls chce zwiększenia wydatków na cele społeczne o 2,5 proc. PKB oraz obniżenia podatków dla najbiedniejszych oraz klasy średniej. Proponuje również tzw. wyzerowanie podatków dla początkujących przedsiębiorców oraz zmniejszenie różnic w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn. Były premier w obawie przed zalaniem francuskiego rynku pracy zdecydowanie przeciwstawia się rozszerzanie UE o Turcję oraz postuluje wprowadzenie „ciężkich podatków” na produkty sprowadzane do Unii przez producentów nierespektujących „społecznych i ekologicznych” norm wspólnoty. Valls chce kontroli inwestycji zagranicznych podmiotów w strategicznych sektorach UE oraz zorganizowania konferencji krajów członkowskich, podczas której utworzono by „wielki plan inwestycji w Europie”. Proponuje również utworzenie minimalnej pensji w UE na bazie 60 proc. mediany pensji każdego kraju członkowskiego oraz ustalenia minimalnych i maksymalnych podatków w UE. Na wiecach wyborczych rządzącej obecnie Partii Socjalistycznej Valls zapowiadał koniec polityki oszczędnościowej.

– My mamy własny rytm obniżania deficytu, proponuję pozostać przy 3 proc. PKB z horyzontem 2022 r. na dojście do równowagi budżetowej – powtarza były premier, Manuel Valls, który pod koniec poprzedniego roku oddał tekę premiera ministrowi spraw wewnętrznych, aby móc w pełni poświecić się kampanii wyborczej.

Benoît Hamon, były minister gospodarki oraz edukacji, który dość nieoczekiwanie wygrał prawybory lewicy, prezentuje jeszcze radykalniejsze propozycje reform w duchu socjalnym. Jego kluczowym postulatem jest dalsze skracanie obowiązkowego czasu pracy, utworzenie dochodu uniwersalnego niezależnego od zatrudnienia oraz opodatkowanie robotów, które według polityka „eliminują miejsca pracy i przyczyniają się do ubożenia społeczeństwa”. Hamon chce podnieść podatki dla najbogatszych oraz zreformować i uszczelnić ściągalność podatku ISF, czyli od majątku i nieruchomości wynoszącego obecnie od 0,5 proc. do 1,5 proc. wartości przekraczających 800 000 euro.

Polityk planuje również zwiększenie zatrudnienia w sektorze edukacji, zdrowia oraz opieki nad małymi dziećmi oraz zagwarantowanie wysokiego poziomu usług społecznych na całym terytorium Francji, z uwzględnieniem prowincji, gdzie dostęp do szpitali i żłobków jest ograniczony. Przede wszystkim jednak obiecuje zerwanie wszystkich negocjacji dotyczących umów o wolnym handlu z USA i Kanadą i wycofanie tak nielubianej przez Francuzów reformy kodeksu pracy z zeszłego roku, który uelastycznił rynek pracy we Francji.

Bilans rządów lewicy

Rządzący Francją socjaliści pozostawiają kraj, według danych urzędu statystycznego (INSE), w sytuacji niewielkiego wzrosty gospodarczego (tempo zmian PKB w pierwszych trzech kwartałach 2016 r. wynosiło odpowiednio: +0,6, -0,1 oraz + 0,2 proc.). Produkcja przemysłowa po chwilowym załamaniu w drugim kwartale (-0,2 proc.) również delikatnie zaczęła rosnąć: (+0,6 proc. w I kw. i +0,5 proc. w III kw.) Konsumpcja gospodarstw domowych w zasadzie nie rośnie, z wyjątkiem pierwszego kwartału 2016 r., kiedy zwiększyła się o 1,5 proc. W pozostałych kwartałach pozostała na tym samym poziomie.

Deficyt budżetowy zmniejszył się nieznacznie i zadaniem polityków dość nieoczekiwanie, z 70,5 mld euro w 2015 do 68,9 mld euro w 2016 r.

Dużym problemem pozostaje bezrobocie na poziomie około 9,5 proc. We Francji, z uwagi na silną pozycję prezydenta, który kreuje politykę rządu, wskaźniki ekonomiczne, w szczególności te wrażliwe, jak bezrobocie, porównuje się w poszczególnych kadencjach prezydenckich. Za kadencji socjalistycznego prezydenta Francois Hollande’a bezrobocie znacząco wzrosło. Na tym polu poprzedni prezydenci Sarkozy i Chirac mogli przypisać sobie dużo większe zasługi. Według najnowszych danych (Dares et Pôle emploi) w listopadzie 2016 r. bezrobotnych było 3,4 mln osób, (9,7 proc.), w tym 25,2 proc. wśród osób do 25 roku życia.

Bezrobocie było kluczowym wskaźnikiem, którego poprawę obiecywała Partia Socjalistyczna oraz prezydent Hollande w swoich kampaniach wyborczych w 2012 roku. W celu utworzenia nowych miejsc pracy rządząca Partia Socjalistyczna zdecydowała się nawet na reformy w duchu bardziej liberalnym. Uelastyczniony został kodeks pracy, zalegalizowano też pracę w niedzielę w niektórych gałęziach komercyjnych oraz zliberalizowano dostępu do niektórych zawodów.

Autor: Katarzyna Stańko