W państwach rozwiniętych korupcja nie jest już problemem. To prawda czy fałsz?

I to, i to. W porównaniu do niektórych państw Afryki, Ameryki Południowej czy Azji, to w USA czy w UE korupcja rozumiana tradycyjnie jest znacznie mniejsza.

Tradycyjnie rozumiana korupcja?

Tak. Korupcja polegająca na nadużywaniu pozycji czy urzędu w celu osiągnięcia korzyści materialnej. Na Zachodzie jest dość trudno przekupić egzaminatora, by zdobyć prawo jazdy, gdy nie umie się jeździć. To możliwe, ale mało prawdopodobne. Są jednak kraje, gdzie coś takiego jest na porządku dziennym. Zachód ma problem z innego rodzaju korupcją – systemową. Powszechnie znana jest jako kapitalizm kolesiów, a jej istotą jest tworzenie prawa pod zamówienie biznesu, który finansuje polityków.

Donald Trump jako biznesmen prezydent to symbol tego systemu?

Z całą pewnością Trump stąpa na krawędzi prawa. Przecież jako prezydent, który prawdopodobnie po skończeniu urzędowania wróci do biznesu, ma wielką pokusę, by stanowić prawo, które będzie służyć jemu, jego rodzinie i jego kolegom. Mówiąc szczerze, nie za bardzo wiadomo, jak tę sytuację Trump zamierza rozwiązać, by sąd nie dobrał mu się potem do skóry. Ale nie skupiajmy się na Trumpie, tylko na problemie. A problemem jest to, że biznes w ogóle może wpływać na politykę za pomocą pieniędzy.

Bo politycy roszczą sobie prawo do decydowania o wielu aspektach życia gospodarczego.

Taka już natura władzy, na to niewiele poradzimy. Ja mam na myśli samą naturę relacji władza – biznes, w której argumentem jest gotówka.

To się nazywa lobbing.

Lobbing to zalegalizowana korupcja. Bardzo złe zjawisko.

>>> CAŁY WYWIAD W WEEKENDOWYM WYDANIU DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ