1. Brak strategii odbija się czkawką

Dokument z 2009 r. „Polityka energetyczna Polski do 2030 roku” stracił na aktualności, jednak formalnie wciąż obowiązuje. Rząd przez ponad rok od wyborów nowego nie przygotował. Nie ma zbiorczego planu dla sektora i coraz częściej raczy rynek doraźnymi pomysłami rozwiązań. Na dodatek niezbyt spójnych – nawet w obrębie samej Rady Ministrów. Na brak wieloletniej strategii energetycznej uwagę Polsce zwróciła kilkanaście dni temu Międzynarodowa Agencja Energetyczna. To ostatni dzwonek na przygotowanie dokumentu. Także dlatego, by wywiązać się m.in. ze zobowiązań pakietu klimatycznego UE.

2. Gra spółkami paliwowymi

Henryk Kowalczyk, przewodniczący Stałego Komitetu Rady Ministrów, powiedział w ubiegłym tygodniu, że fuzja Orlenu i Lotosu wzmocniłaby w nich udział Skarbu Państwa i zapobiegła ewentualnemu wrogiemu przejęciu. Ale firmy są już przed nim zabezpieczone: np. w PKN Orlen głosy akcjonariuszy mniejszościowych ograniczone są do 10 proc.
Choć resort energii sprawujący nadzór nad spółkami paliwowymi zaprzeczył planom fuzji, to według Kowalczyka toczyły się luźne rozmowy zarówno z ministrem energii Krzysztofem Tchórzewskim, jak i prezesami spółek.

Pomysł łączenia paliwowych gigantów nie jest nowy. Wizja, w której Lotos przejmie Orlen, pojawiła się już w 2007 r., kiedy Prawo i Sprawiedliwość sprawowało władzę po raz pierwszy. W ubiegłym roku Dawid Jackiewicz, wtedy szef nieistniejącego już resortu skarbu, chciał z kolei łączyć Lotos, Orlen i PGNiG.

– Pozycja kapitałowa Orlenu jest silniejsza niż Lotosu. Płocki koncern mógłby wesprzeć tę drugą spółkę w przyspieszeniu procesów inwestycyjnych – uważa Krzysztof Pado, analityk BDM.

Udział Orlenu w rynku paliwowym to ok. 59 proc., a Lotosu – ok. 31 proc. Nie wiadomo, czy Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydałby zgodę na koncentrację. Zdaniem Beaty Szparagi z DM Vestor także Bruksela mogłaby zablokować fuzję, tłumacząc to ograniczeniem konkurencji. Połączony podmiot mógłby np. podnieść ceny na rynku hurtowym, więc ceny paliw na stacjach mogłyby wzrosnąć.

3. Atomowy zawrót głowy

W polityce energetycznej Polski z 2009 r. jest zapis o budowie elektrowni atomowej. W pierwotnym „planie Morawieckiego” mieliśmy dwa małe, modułowe reaktory (taka technologia nie jest na razie dostępna). W Strategii odpowiedzialnego rozwoju (SOR) atom się nie znalazł, bo ideę zablokował minister środowiska Jan Szyszko. Zawieszenie programu jądrowego wcześniej zapowiadał Krzysztof Tchórzewski – chodziło o rezygnację z finansowania inwestycji z budżetu państwa (to 50–60 mld zł). Ale dodał, że ostateczne decyzje nie zapadły. Po przyjęciu przez rząd SOR wicepremier Mateusz Morawiecki powiedział, że „to nie jest moment, by podejmować decyzję o budowie elektrowni atomowej czy też o odłożeniu tej decyzji”.

PGE już mocno ograniczyła działalność swojej spółki jądrowej. Natomiast resort energii chwalił się sondażem, z którego wynika, że siłownia atomowa ma najwięcej zwolenników od 2012 r. Jej uruchomienie pozwoliłoby nam ograniczyć emisję dwutlenku węgla, czego wymaga UE. Ale reaktory ruszyłyby ok. 2030 r., gdy redukcja emisji gazów cieplarnianych powinna być już faktem.

4. Walka z wiatrakami

Żeby sprostać wymogom pakietu klimatycznego, musimy zwiększyć w miksie energetycznym udział odnawialnych źródeł energii (OZE) do 15 proc. w 2020 r. – na razie to ok. 12,3 proc. Cel wydaje się zagrożony. Powód? Kolejna rozbieżność na linii resort energii – resort rozwoju. Ten pierwszy promuje węgiel, drugi OZE. W ubiegłym roku rząd przyjął ustawę odległościową (chodzi o odległość od zabudowań) dla farm wiatrowych na lądzie, przez którą nowe wiatraki nie będą powstawać. Od tego roku farmy wiatrowe płacą też wyższe podatki. Z SOR zniknęła zaś idea budowy morskich farm wiatrowych, choć wydawało się, że to nasz pewniak, jeśli chodzi o OZE.

5. Czarne złoto a czarny kłopot

Najpierw premier Beata Szydło deklarowała, że nie będziemy likwidować kopalń. Potem wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski mówił o wygaszaniu i wyciszaniu kopalń, bo nie ma mowy o zamykaniu czy likwidacji. W styczniu rozróżnił już zamknięcie i likwidację. Z tym pierwszym mamy do czynienia wtedy, gdy kończy się złoże. I według wiceministra rząd decyduje się właśnie na zamykanie, a nie na likwidowanie kopalń. Tyle że np. niedziałająca od grudnia kopalnia Makoszowy ma jeszcze złoże. Tak samo jest w przypadku przynoszącej straty kopalni Krupiński. Do końca marca ma ona zakończyć wydobycie i być zamykana. W tej sprawie interweniował jednak nawet prezes PiS Jarosław Kaczyński i wydaje się, że sprawa nie jest przesądzona.

A planu dla sektora, który miał powstać do końca 2016 r., nadal nie ma. Są za to pomysły przejęcia przez Polską Grupę Górniczą Katowickiego Holdingu Węglowego. Proces ma się zakończyć do końca marca. Jednak nie wiadomo, kto dokapitalizuje giganta – brakuje 400 mln zł (700 mln zł deklarują Enea, TF Silesia i Węglokoks).