Kwestia ta była, według relacji mediów, jednym z tematów czwartkowej rozmowy premiera Kanady Justina Trudeau z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Chodzi głównie o cudzoziemców z krajów Azji i Afryki.

Na początku tygodnia kanadyjski minister bezpieczeństwa publicznego Ralph Goodale informował, że policja i służby graniczne dostosowują swoje działania do nowej sytuacji. Już pod koniec kampanii prezydenckiej w USA graniczne miejscowości w Kanadzie notowały zwiększoną liczbę osób nielegalnie przekraczających słabo strzeżoną granicę. Obecnie na północ od 49 równoleżnika zmierza coraz więcej ludzi. Kanadyjska Królewska Policja Konna (RCMP), policja federalna i służby graniczne CBSA wielokrotnie już ratowały przemarzniętych migrantów.

Według danych CBSA, o ile w 2013 roku liczba wniosków o azyl składanych na terytorium Kanady wynosiła 2987, to w 2016 roku wzrosła do 7023. Większość wniosków składano w prowincjach Ontario i Quebec. Największe zmiany zaczęły się jednak niedawno: o ile w Quebecu w styczniu 2015 roku liczba wniosków o azyl wyniosła 42, to już w styczniu br. - 452 - podał dziennik "Globe and Mail". Duży wzrost liczby uchodźców zanotowano też w Manitobie, dokąd - jak informowały media - prowadzi jeden ze szlaków przerzutowych.

Między Kanadą a USA istnieje umowa o bezpiecznym kraju trzecim i starający się o status uchodźcy muszą złożyć wniosek w pierwszym kraju, w którym się znajdą, najczęściej są to USA. Jednak obecnie wielu próbuje dopiero w Kanadzie ubiegać się o status uchodźcy wiedząc, że mogą liczyć na przynajmniej wstępną rozmowę z urzędnikami. Minister ds. imigracji, obywatelstwa i uchodźców Ahmed Hussen informował, że nie jest rozważane wycofanie się z umowy, co część lewicowych polityków postuluje jako ułatwienie dla migrantów. Konserwatyści domagają się egzekwowania prawa, choć nie precyzują na czym miałoby to polegać.

Publiczna telewizja CBC pokazała ostatnio reportaż o migrantach z krajów afrykańskich i azjatyckich, którzy utknęli w Meksyku. Działa tam szlak przerzutowy, do Brazylii i Peru, a potem przez Ekwador, Kolumbię, Panamę, Kostarykę, Nikaraguę, Honduras, Gwatemalę i Meksyk do USA, coraz częściej do Kanady. Podróż kosztuje 20 tys. dolarów i trwa od trzech do pięciu miesięcy.

Media opisywały też nieformalne sieci transportu. Część działa jak organizacje pomocowe, a część to płatni usługodawcy, np. taksówkarze amerykańscy dowożący do granicy. Nielegalni migranci przekraczają granicę na piechotę, korzystając z torów kolejowych, dróg, szlaków wytyczonych przez rurociągi. Kanadyjczycy w przygranicznych miejscowościach pomagają, ale pojawiają się sygnały, że czują się już przytłoczeni sytuacją. Obawy przed przyjmowaniem dużych grup uchodźców (na ten rok limit wynosi 40 tys.) widać w najnowszym sondażu Angus Reid Institute. 41 proc. Kanadyjczyków uważa, że ten limit jest zbyt duży, a 54 proc. twierdzi, że uchodźcy nie starają się wystarczająco, by dopasować się do kanadyjskiego społeczeństwa.

Przed finałem prezydenckich wyborów w USA Kanadyjczycy z rozbawieniem słuchali deklaracji wielu amerykańskich celebrytów, że w razie wygranej Trumpa zamierzają przeprowadzić się do północnego sąsiada.

Kiedy jeszcze rok temu kanadyjskie telewizje relacjonowały problem migrantów w UE, pytania o niestrzeżoną granicę kanadyjsko-amerykańską brzmiały jak żart. Jak pisał w czwartkowym komentarzu "Globe and Mail" dotychczas to Kanada wybierała sobie imigrantów, istniało też przekonanie, że to kraj gdzieś daleko na północy. "W rezultacie nasi imigranci, nie tak jak w USA, są wyjątkowo przestrzegającymi prawa osobami" - zauważył dziennik. Kanada ma lepszą politykę imigracyjną niż USA, ale także lepszą sytuację geograficzną. "Ale to może się zmienić" - ostrzegła gazeta.

>>> Czytaj też: Wszystkie biznesy prezydenta USA. Oto globalna mapa interesów i długów Trumpa