Choć przed wyborami prezydenckimi ekonomiści wieszczyli, że zwycięstwo Donalda Trumpa sprowadzi na amerykańską gospodarkę kłopoty, a być może nawet recesję, na razie nic takiego się nie dzieje. Jest zupełnie odwrotnie – indeksy giełdowe biją rekordy, dolar się umacnia, bezrobocie spada, a nastroje przedsiębiorców i konsumentów idą w górę.

Wrażenie robi zwłaszcza trwająca niemal bez przerwy od listopada hossa na giełdzie. Historyczne rekordy pobiły w ciągu ostatniego miesiąca – i to po wiele razy – trzy najważniejsze indeksy giełdowe – Dow Jones, S&P 500 i Nasdaq. Przez miesiąc od zaprzysiężenia Trumpa ceny akcji poszły w górę średnio o niemal 4 proc. To najlepszy wynik dla nowego prezydenta w ciągu pierwszego miesiąca sprawowania władzy od czasów Lyndona Johnsona w 1963 r., zaś biorąc pod uwagę tylko republikańskich prezydentów – od inauguracji Calvina Coolidge’a w 1923 r.

Równolegle umacnia się amerykańska waluta. O ile w dniu wyborów za jednego dolara można było dostać 0,91 euro, o tyle w momencie inauguracji Trumpa było to już 0,93 euro, zaś po pierwszym miesiącu nowej administracji – 0,94. Tu jednak w odróżnieniu od indeksów giełdowych nie ma samych wzrostów, bo pod koniec grudnia kurs dolara był jeszcze wyższy.

Do tego dochodzi całe mnóstwo opublikowanych w ostatnich dniach danych mówiących, że Amerykanie kupują coraz więcej domów i samochodów oraz że w ogóle więcej przeznaczają na konsumpcję, a także różnych wskaźników koniunktury, jak np. sporządzany przez federację małego biznesu (NFIB) indeks optymizmu, który jest na najwyższym poziomie od 2004 r., czy mierzący kondycję przemysłu Philadelphia Fed Index, który w lutym, wbrew prognozom, wzrósł i to aż o prawie 20 punktów – do najwyższego poziomu od 1984 r. I jeszcze wskaźniki wyprzedzające koniunktury – PMI – które wprawdzie w lutym minimalnie spadły w stosunku do stycznia, ale i tak są na wyższym poziomie niż przez prawie cały ubiegły rok. Z drugiej strony trzeba zauważyć, że od czasu wyboru Trumpa wzrosła rentowność 10-letnich obligacji amerykańskich – z 1,84 proc. do 2,34 proc. – ale nie są to jeszcze żadne alarmujące wartości.

Wprawdzie amerykańska gospodarka była w dobrej kondycji jeszcze przed wyborami, więc nie można mówić, że to zwycięstwo Trumpa odmieniło sytuację, ale narastający optymizm, czy wręcz entuzjazm na giełdzie, jest już w sporej mierze jego zasługą. Przedsiębiorcy i inwestorzy liczą bowiem, że nowy prezydent zrealizuje swoje obietnice dotyczące obniżenia podatku dochodowego od przedsiębiorstw, uruchomienia programów budowy i remontów infrastruktury, co będzie tworzyło nowe miejsca pracy czy ograniczenia regulacji nakładanych na biznes. Nawet krytycy Trumpa doceniają zwłaszcza jego działania uwalniające amerykańską gospodarkę od przeregulowania.

Czy to znaczy, że analitycy, którzy zapowiadali katastrofę gospodarczą, kompletnie się pomylili? Niekoniecznie.

– Co się stanie z gospodarką, jeśli Trump zrobi wszystko, co zapowiadał? Jeśli wyrzuci z kraju 11 mln nielegalnych imigrantów, jeśli nałoży 45-proc. cła na towary z Chin i 35-proc. na te z Meksyku, jeśli będzie obniżał podatki i jednocześnie zwiększał wydatki budżetowe? Jeśli to wszystko zrobi, doprowadzi do głębokiej recesji. Ocena się nie zmieniła – uważa Mark Zandi, główny ekonomista agencji ratingowej Moody’s.

Według opublikowanego w środę sondażu stacji CBS 44 proc. Amerykanów aprobuje działania Trumpa w kwestiach gospodarczych, a 46 proc. jest przeciwnego zdania. Jeśli chodzi o całokształt działań nowego prezydenta, pozytywną ocenę wyraziło 38 proc. badanych, negatywną 55 proc. ⒸⓅ

Jak Biały Dom chwali, gani i krytykuje na Twitterze

Lockheed Martin, 12 grudnia. Ten tweet z miesiąca po wygranych wyborach jest najbardziej reprezentatywnym przykładem tego, w jaki sposób Donald Trump wpływa na biznes za pomocą medium społecznościowego. Chociaż program budowy myśliwca F-35 wielokrotnie krytykowano za opóźnienia i przerost kosztów, to ten tweet spadł na Lockheeda Martina jak grom z jasnego nieba. Trump opublikował go w poniedziałek wczesnym rankiem przed otwarciem sesji, więc zanim maklerzy dotarli do biur, był już ogólnokrajowym newsem. W ciągu ośmiu godzin koncern stracił na wartości prawie 2 mld dol. Straty z tamtego okresu posiadacze akcji firmy odrobili dopiero ostatnio. W podobny sposób Trump skrytykował na Twitterze koszt nowego Air Force One. Pod koniec stycznia sekretarz obrony James Mattis zaordynował przegląd obydwu programów pod kątem potencjalnych oszczędności.

General Motors, 3 stycznia. Przemysł samochodowy przez pewien czas był ulubionym obiektem prezydenckiej krytyki (przed General Motors dostało się Fordowi). Ponownie wrzucona przed otwarciem sesji wypowiedź spowodowała spadek kursu koncernu. Menedżerowie z Detroit zareagowali jednak błyskawicznie; firma miała gotową odpowiedź 10 minut po otwarciu giełdowej sesji. Jak się okazało, prezydencka krytyka trafiła kulą w płot, bo chociaż GM składa wspomniany model na południe od Rio Grande, to tylko w niepopularnej w USA wersji hatchback (sprzedaż w 2016 r.: 4,5 tys. sztuk). Wariant z lubianym przez Amerykanów nadwoziem typu sedan montowany jest w Ohio (sprzedaż w ub.r.: 185 tys. sztuk). Efekt: kurs akcji GM zakończył dzień na lekkim plusie. Na wszelki wypadek firma dwa tygodnie później ogłosiła jednak stworzenie dodatkowych 1,5 tys. miejsc pracy w USA.

New York Times, 6 lutego. Trump od dawna prowadzi wojnę z amerykańskimi mediami; od czasu objęcia urzędu konflikt tylko przybrał na intensywności. Prezydent rutynowo oskarża najważniejsze tytuły prasowe i kanały informacyjne o rozpowszechnianie fałszywych informacji na jego temat, często określając je na Twitterze jako „upadające”. Powyższy tweet jest charakterystyczny dla Trumpa, który fakty traktuje z pewną dezynwolturą. Owszem, „NYT” wysłał pod koniec ub.r. do swoich prenumeratorów list, ale nie z przeprosinami: zespół redakcyjny przyznał w nim, że nie docenił szans biznesmena na Biały Dom. Prezydencka krytyka w przypadku mediów zdaje się mieć odwrotny efekt: w 2016 r. „NYT” podwoił liczbę cyfrowych prenumerat, tylko w IV kw. rejestrując prawie ćwierć miliona nowych subskrybentów (wpływ na to miało również przechodzenie czytelników prasy papierowej na abonamenty za dostęp internetowy).

Nordstrom, 8 lutego. Wcześniej amerykańscy publicyści łapali się za głowę, że prezydent atakuje za pomocą mediów społecznościowych prywatne firmy, a na początku miesiąca Trump zaskoczył krytyką takiej firmy – i to poniekąd we własnej sprawie. Chodziło o sieć luksusowych sklepów odzieżowych, która wycofała konfekcję sygnowaną przez jego córkę. Zarząd Nordstromu ze stoickim spokojem uzasadnił swoją decyzję słabą sprzedażą tej linii produktów. – Szczególnie w drugiej połowie ub.r. sprzedaż marki spadła do poziomu, przy którym jej kontynuacja nie miała biznesowego sensu – brzmiało oświadczenie firmy wydane po pokazie prezydenckiego gniewu. Giełda zaakceptowała to wytłumaczenie, co było pewnie tym prostsze, że zdaniem firmy Ivanka Trump została poinformowana o tym zamiarze jeszcze w styczniu (córka prezydenta nie zaprzeczyła). W związku z tym tuż po ćwierknięciu kurs akcji nieznacznie spadł, żeby po kilku minutach wrócić do normy.

Intel, 8 lutego. Trump na Twitterze nie tylko gani, ale też chwali. Jak wtedy, gdy prezes Intela ogłosił w Białym Domu budowę najnowocześniejszej fabryki procesorów na świecie za 7 mld dol., dzięki której powstanie 10 tys. miejsc pracy (w samym zakładzie 3 tys.). Fab 42, jak ją nazwano, będzie produkować przyszłe generacje procesorów z wykorzystaniem technologii, które nie są jeszcze nawet w pełni gotowe. Myliłby się jednak ten, kto myśli, że Intel zdecydował się wysupłać 7 mld dol. pod wpływem nowej administracji. Budowa zaczęła się w 2011 r. i została wstrzymana trzy lata później pod wpływem słabej koniunktury na rynku komputerów osobistych (ich mniejsza sprzedaż to mniejsze zapotrzebowanie na procesory). Poza tym zakład powstaje w USA, bo w innym wypadku firma potrzebowałaby specjalnego zezwolenia rządowego.