Grecja, Włochy oraz inne mocno zadłużone państwa UE regularnie słyszą słowa krytyki z Brukseli, aby zmniejszyły wydatki publiczne lub uelastyczniły rynki pracy. Tymczasem w przypadku Danii Komisja Europejska napisała w raporcie, że zatrudnienie pozostaje na wysokim poziomie a ryzyka dla stabilności finansowej kraju są niskie, zarówno w krótkiej, średniej jak i długiej perspektywie. Dlaczego zatem skandynawski kraj uznał, że należy zredukować słynne duńskie programy socjalne?

“Chcemy promować społeczeństwo, w którym łatwiej jest wspierać siebie i swoją rodzinę, zanim przekaże się dużą część swoich dochodów na rzecz finansowania kosztów społeczeństwa” – czytamy w manifeście duńskiego rządu pod kierownictwem Larsa Lokke Rasmussena.

Ten zwrot to kontynuacja politycznej zmiany w kierunku prawej strony sceny politycznej, która rozpoczęła się na początku XXI wieku, gdy premierem kraju był inny Rasmussen – Anders Fogh. Obecny zwrot uzyskał nowy impet w listopadzie, gdy do mniejszościowego rządu liberałów dołączyły dwie grupy o charakterze wolnorynkowym.

Premier Rasmussen co prawda nie zaproponował jeszcze żadnych konkretnych zmian, ale wykonano już dużą część wstępnych prac. Z projekcji fiskalnych na podstawie ubiegłorocznego planu, aby zmniejszyć największą stawkę podatku dochodowego o 5 pkt proc. oraz podnieść wynagrodzenia najmniej zarabiających średnio o 7 proc. wynika, że zbilansowanie budżetu opóźniłoby się o 5 lat, ale poziom udziału deficytu w PKB wciąż znajdowałby się na możliwych do obsłużenia poziomach.

Pierwotna propozycja została ostatecznie odrzucona w toku politycznej walki pomiędzy obecnym rządem, a antyimigrancką Duńską Partią Ludową, która wcześniej wspierała rząd. W efekcie trudniej jest dziś zrekonstruowanemu gabinetowi pracować nad nową wersją zmian, która ma zostać przedstawiona do lata 2017 roku.
Wygenerowanie zasobów, które pozwolą na obniżenie podatków, będzie wymagało niższych wydatków i wyższych wpływów. Duński rząd wierzy, że najlepszą metodą, aby to osiągnąć, jest zwiększenie zatrudnienia.

Odkąd jednak Dania jest bliska osiągnięcia pełnego poziomu zatrudnienia (bezrobocie w grudniu wyniosło 3,4 proc.), a promocja imigracji stała się tematem tabu (po kryzysie uchodźczym z 2015 roku Dania utrzymuje kontrole graniczne i zaostrzyła prawo imigracyjne), jedynym rozwiązaniem pozostaje kierowanie na rynek pracy młodocianych oraz osób starszych.

Sukcesywnie wprowadzanie reform przez kolejne rządy sprawiło, że drogi duński model państwa opiekuńczego jest możliwy do utrzymania – komentuje Torben M. Andersen, profesor ekonomii na Uniwersytecie w Aarhus oraz były doradca rządu. Wśród tych reform znalazło się podniesienie wieku emerytalnego z 65 do 67 lat do 2025 roku.

Dziś rząd w Kopenhadze chce jeszcze bardziej podnieść wiek emerytalny – do 67,5 lat. Ponadto chce skierować studentów na rynek pracy wcześniej niż zazwyczaj oraz przesunąć finansowanie studiów z grantów na kredyty.

Opozycja jednak już zapowiedziała, że będzie torpedować jakiekolwiek próby obniżenia podatków, powołując się na niepokój wyborców o słynny duński model państwa opiekuńczego.

„Rząd zaangażował się w ideologiczną krucjatę, która jest daleka od nordyckiego modelu państwa dobrobytu” – komentuje Benny Engelbrecht, rzecznik prasowy ds. finansowych duńskich socjaldemokratów, największej partii opozycyjnej w Danii.

>>> Czytaj też: Zaskakujące skutki niskich stóp. W Danii rosną nierówności