Choć szerokiej publiczności Salone Internazionale del Mobile di Milano (albo Milan Design Week) jest mało znany to w branży i wśród ludzi ceniących rzeczy piękne uchodzi za absolutnie najważniejszą imprezę tego typu na świecie. I ma bardzo bogatą historię. Pierwszy raz zorganizowano go w 1961 r. – wówczas pomysłodawcom przyświecała myśl zgromadzenia w jednym miejscu wszystkich włoskich producentów mebli. Łącznie do stolicy Lombardii przyjechało wtedy kilkudziesięciu wystawców. Wymienili się doświadczeniami, podpatrzyli konkurencję, po czym... wrócili do swoich zakładów z postanowieniem, że będą spotykali się w tym samym miejscu każdego roku.

Impreza szybko się rozrastała, dołączali do niej nie tylko nowi producenci i projektanci wszelkiej maści mebli (od salonowych, przez kuchenne, na ogrodowych kończąc), ale wszystkiego, co ma związek z wykończeniem i wyposażeniem wnętrz. Ogólnie obowiązująca zasada jest prosta: nieważne, co jest prezentowane, najważniejsze żeby wyróżniało się designem. Dlatego nietrudno spotkać tu... poduszki, w które człowiek wpatruje się jak w obraz. Albo lampy mogące z powodzeniem pełnić funkcję nowoczesnych rzeźb (poza oświetlaniem wnętrz rzecz jasna).

O tym, jak liczącą się imprezą jest obecnie Milan Design Week, najlepiej świadczą liczby. Tegoroczny salon (trwa od 4 do 9 kwietnia, wejścia dla publiczności w dniach 8-9 kwietnia) zajmuje powierzchnię 200 tys. metrów kwadratowych, czyli 20 ha. Spośród 2 tys. wystawców ok. 600 to tzw. młodzi designerzy, którzy przyjechali tu po raz pierwszy i chcą zarazić świat swoimi pomysłami, oryginalnymi rozwiązaniami, kształtami, wzorami i kolorami. Innymi słowy: chcą tworzyć nie tyle nowe rzeczy, co nowe style. To, jakie mają szanse na sukces, zależy tylko od jednego: jak ich pomysły zostaną ocenione przez 300 tys. zwiedzających ze 165 krajów świata. A wśród nich są nie tylko zwykli miłośnicy pięknych rzeczy. To głównie przedstawiciele biznesu: eksporterzy, importerzy, łowcy talentów, architekci, styliści, a także artyści i ludzie odpowiadający za kształtowanie trendów: dziennikarze, blogerzy, znani projektanci etc.

Mediolańskim targom towarzyszy wiele wydarzeń dodatkowych, spośród których na wyróżnienie zasługuje Lexus Design Awards. Japoński producent samochodów jest jedyną marką nie mającą bezpośredniego związku z wyposażeniem wnętrz, jaka został zaproszona do organizacji imprezy. I czynnie uczestniczy w niej od 10 lat.

Podkreślać to ma wyjątkowy charakter jej samochodów i zamiłowanie do projektowania i innowacji. W sumie nie trzeba o tym specjalnie przekonywać nikogo, kto choć raz widział na żywo jakiegoś Lexusa. Patrząc na nowe modele LC i LS nie ulega najmniejszym wątpliwościom, że obecnie żaden producent nie wpisuje się w charakter Salone del Mobile tak dobrze, jak Lexus.

Myli się jednak ten, kto sądzi, że Japończycy wystawiają w Mediolanie tylko własne auta. Nie o to w tym chodzi. Co roku marka zaprasza do współpracy innego artystę, z którym przygotowuje jakieś zaskakujące dzieło. W tym roku będzie to wielowymiarowa instalacja światła i cienia, zaprojektowana i wykonana we współpracy ze światowej sławy prof. Neri Oxman z MIT Media Lab (znana jest z projektów inspirowanych światem przyrody). A wisienką na torcie ma być prezentacja prac dwunastu finalistów Lexus Design Award – prototypów i wizualizacji, które wyrażają filozofię „A jednak”, według której projektuje się nowe Lexusy.

Każdy kto pasjonuje się designem i kocha piękne rzeczy, ma jeszcze szansę na wycieczkę do Mediolanu w najbliższy weekend. Tanimi liniami lotniczymi dostaniemy się z Warszawy na lotnisko Mediolan-Bergamo za ok. 700 zł (w obie strony, podróż od piątku do niedzieli). Salon dla publiczności otwarty jest w dniach 8-9 kwietnia. Wejściówka dla jednej osoby kosztuje 30 euro, dla pary – 44 euro.