Takie miasta jak Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań oraz Gdańsk są bastionem deweloperów i skupiają około 70% krajowej oferty nowych lokali. W okolicach wspomnianych metropolii oraz innych miast wojewódzkich, dobrze prosperuje budownictwo jednorodzinne. Pozostała część kraju cieszy się znacznie mniejszym zainteresowaniem inwestorów mieszkaniowych (komercyjnych i prywatnych). Na mapie kraju znajdziemy około 50 powiatów, w których budownictwo mieszkaniowe już praktycznie zamarło.

Bardzo mało mieszkań powstaje np. na terenie Opolszczyzny i Górnego Śląska

Zróżnicowanie aktywności inwestorów mieszkaniowych jest bardzo dobrze widoczne, gdy weźmiemy pod uwagę dane GUS-u ze wszystkich powiatów i miast na prawach powiatu. W ramach takiej analizy, warto uwzględnić liczbę ukończonych mieszkań na 1000 osób z dłuższego okresu niż na przykład 2 lata lub 3 lata. Poniższa tabela prezentuje dane dotyczące lat 2002 - 2015. Te informacje wskazują, że różnice dla poszczególnych powiatów i miast na prawach powiatu bywają ogromne – tłumaczy Andrzej Prajsnar z portalu RynekPierwotny.pl. W rekordowym powiecie wrocławskim na 1000 osób rocznie przypadało prawie 13 oddanych lokali i domów (średnia z lat 2002 - 2015). W Bytomiu, czyli mieście cechującym się najmniejszą aktywnością inwestycyjną, analogiczny wynik ledwie przekroczył 0,50 mieszkania na 1000 osób.

Poniższe zestawienie prezentuje 20 powiatów oraz miast na prawach powiatu, które przez 13 lat cechowały się największą lub najmniejszą aktywnością wszystkich inwestorów mieszkaniowych (m.in. osób prywatnych oraz deweloperów). Wśród ogólnopolskich liderów oprócz Warszawy i wspomnianego już powiatu wrocławskiego, znajdziemy tylko powiaty położone blisko metropolii (np. pow. gdański, pow. poznański, pow. piaseczyński, pow. legionowski oraz pow. wołomiński). Na tych obszarach bardzo intensywnie rozwija się budownictwo jednorodzinne.

Wśród wszystkich analizowanych lokalizacji, najmniejszą aktywnością inwestorów mieszkaniowych (oprócz Bytomia), wyróżniają się inne poprzemysłowe miasta z Górnego Śląska (Sosnowiec, Zabrze, Siemianowice Śląskie, Piekary Śląskie, Świętochłowice). Bardzo niskie wyniki odnotowano również na terenie powiatu kazimierskiego (woj. świętokrzyskie) oraz trzech powiatów z południowo - zachodniej części kraju (pow. strzelecki, pow. wałbrzyski oraz pow. głubczycki).

W skali całego kraju można znaleźć 56 powiatów oraz miast na prawach powiatu, dla których średnioroczna liczba oddanych mieszkań nie przekraczała 1,50 na 1000 osób (przy krajowej średniej na poziomie 3,57). Wśród tych lokalizacji przeważają tereny poprzemysłowe, obszary typowo rolnicze położone z dala od metropolii oraz powiaty leżące blisko zachodniej granicy kraju. We wszystkich rejonach, gdzie praktycznie zamarły inwestycje mieszkaniowe, kluczowym problemem jest emigracja zagraniczna młodych pracowników lub migracja takich osób do większych miast.

Poważny problem z inwestycjami mają również cztery miasta wojewódzkie

Jak tłumaczy ekspert portalu RynekPierwotny.pl, na uwagę zasługuje też sytuacja miast wojewódzkich. Większość z tych ośrodków miejskich, wyróżnia się aktywnością inwestorów mieszkaniowych, która jest znacznie wyższa od krajowej średniej (patrz poniższy wykres). Do grona liderów oprócz Warszawy (wynik: 8,15) można zaliczyć:

  • Gdańsk (średniorocznie 7,97 oddanego mieszkania na 1000 osób w latach 2002 - 2015)
  • Kraków (średniorocznie 7,76 oddanego mieszkania na 1000 osób w latach 2002 - 2015)
  • Wrocław (średniorocznie 7,43 oddanego mieszkania na 1000 osób w latach 2002 - 2015)

Dobrze prezentują się również wyniki dotyczące Białegostoku, Olsztyna, Rzeszowa i Poznania.

Zupełnie inna sytuacja panuje na terenie Bydgoszczy, Katowic, Łodzi oraz Opola. W tych czterech miastach, przeciętna roczna liczba mieszkań oddawanych na 1000 osób (2002 r. - 2015 r.), nie przekroczyła nawet ogólnopolskiej średniej (3,57). Co ciekawe, najniższy wynik odnotowano w Łodzi, czyli metropolii plasującej się na podium pod względem liczby ludności (po Warszawie i Krakowie).

Wyniki dotyczące takich miast jak Bydgoszcz, Katowice, Łódź i Opole są poważnym sygnałem ostrzegawczym dla lokalnych władz. Bardzo niska aktywność budowlana sugeruje bowiem, że faktyczny ubytek młodszych mieszkańców jest większy, niż wartości wykazywane w oficjalnych statystykach.