– To nie znaczy, że zwiększa się liczba Polaków, którzy tracą pracę za granicą – uważa Urszula Kryńska, ekonomistka Banku Millennium. Jej zdaniem przybywa rodaków, którzy przed powrotem nad Wisłę zadbali o to, by dostawać zasiłek z zagranicy. Wystarczy, że przepracowali legalnie 6–12 miesięcy i opłacali składki na ubezpieczenia społeczne w krajach Unii Europejskiej oraz państwach Europejskiego Obszaru Gospodarczego (poza unijnymi państwami to Norwegia, Islandia i Liechtenstein) i Szwajcarii. Osoby zainteresowane transferem zasiłków muszą się zarejestrować jako bezrobotne w kraju, w którym straciły zatrudnienie. Przez co najmniej cztery tygodnie powinny pozostawać do dyspozycji tamtejszych urzędów pracy. Potem otrzymują dokument poświadczający prawo do zasiłku w Polsce. Na powrót do kraju mają siedem dni. W tym czasie muszą się zarejestrować w naszym pośredniaku jako poszukujący legalnej pracy.

Coraz więcej rodaków dostrzega, że ten wysiłek się opłaca.

W Polsce podstawowy zasiłek to 831,10 zł przez pierwsze trzy miesiące, a potem 652,60zł. Zasiłki przysłane z Holandii przez pierwsze dwa miesiące wynoszą 75 proc. wcześniejszego wynagrodzenia, a potem 70 proc. Jeśli ktoś zarabiał 1200 euro (5232 zł), to na bezrobociu dostaje zasiłek 3942 zł, a po dwóch miesiącach – 3662 zł. Świadczenie może być wypłacane od 3 do 38 miesięcy w zależności od wcześniejszego stażu pracy.

Natomiast w Niemczech osoby samotne i bezdzietne pobierające zasiłek otrzymują 60 proc. ostatnich dochodów netto, a jeśli mają dzieci poniżej 18. roku życia – 67 proc. Bezrobotni, którzy zarabiali 1200 euro, mogą więc liczyć na 3139 zł lub 3505 zł.

– Wzrost liczby zagranicznych zasiłków wypłacanych w naszym kraju związany jest prawdopodobnie również z nasilającymi się migracjami wahadłowymi – twierdzi Kryńska. Wielu Polaków wyjeżdża do pracy na kilka lub kilkanaście miesięcy. Potem wraca do rodzinnych domów. Część z nich żyje z dość wysokich zagranicznych zasiłków, a gdy się kończą, ponownie wyjeżdża. ⒸⓅ