W miniony piątek formalnie zakończyły się konsultacje projektu ustawy o tzw. wielkiej Warszawie, autorstwa Prawa i Sprawiedliwości. Po analizie wniosków mają ruszyć prace nad nową wersją projektu. Jak podkreślają przedstawiciele partii, w najnowszej wersji będzie on diametralnie inny od zaprezentowanego pod koniec stycznia.

Personalia

Podwaliny nowego projektu przygotuje Narodowy Instytut Samorządu Terytorialnego (NIST) w Łodzi. To podległa MSWiA jednostka, utworzona jeszcze za czasów PO-PSL. Wpierw szefował jej Marek Wójcik, były wiceminister administracji i cyfryzacji w gabinecie Ewy Kopacz, a obecnie ekspert Związku Miast Polskich. Teraz instytutem kieruje wskazana przez ministra Mariusza Błaszczaka Iwona Wieczorek. Ma ona na koncie współpracę zarówno z PiS (w 2004 r. bezskutecznie startowała z list tej partii do europarlamentu), jak i z ludowcami (w 2010 r. została prezydentem Zgierza z ramienia PSL, z partią była związana do 2014 r.).

Równolegle zmianami będą się zajmować zespoły problemowe, w skład których mieliby wejść także samorządowcy. Jak w połowie marca zapowiadał poseł Jacek Sasin z PiS, wojewoda mazowiecki miał zwrócić się do lokalnych władz z prośbą o wyznaczenie osób do prac w zespołach. – Jak dotąd nie otrzymaliśmy żadnego zaproszenia – mówi jednak Bartosz Milczarczyk, rzecznik stołecznego ratusza. W urzędzie wojewody również nikt nie był w stanie nam powiedzieć, czy i kiedy zespoły rozpoczną pracę.

Referenda

Jedno jest pewne – prace nad nową wersją projektu nie będą przebiegać w spokojnej atmosferze. Kolejne gminy, zachęcone efektami referendum z Legionowa (tam ponad 94 proc. głosujących wyraziło sprzeciw wobec koncepcji PiS dotyczącej metropolii warszawskiej), planują własne plebiscyty. – Doszły do nas takie informacje z kilkunastu jednostek – przyznaje Jan Grabiec z Platformy Obywatelskiej. Partia ta, podobnie jak inne ugrupowania opozycyjne, korzysta z okazji i zachęca lokalnych włodarzy do organizacji podobnych akcji.

Z inicjatywy radnych kolejne referenda ogłoszono w Nieporęcie (na 14 maja) i Konstancinie-Jeziornie (28 maja). O pójściu do urn dyskutuje się także w Raszynie, Pruszkowie, Podkowie Leśnej, Ożarowie Mazowieckim, Milanówku i Michałowicach. Jutro odbędą się sesje rad m.in. w Piasecznie i Józefowie. Tam z inicjatywą przeprowadzenia głosowania wyszli sami mieszkańcy. – Musieliśmy zebrać 1495 podpisów, czyli 10 proc. osób uprawnionych do głosowania. W ciągu czterech dni zebraliśmy ponad trzy tysiące – mówi Piotr Gąszcz, jeden z inicjatorów akcji referendalnej w Józefowie. – Chcemy przeprowadzić to referendum 4 czerwca, w związku z tym, że w kilku innych gminach też planowana jest ta data – dodaje. Jak podaje RMF FM, taki plan związany z 4 czerwca ma np. Podkowa Leśna.

>>> Czytaj też: Samorządowcy będą się bronić przed dwukadencyjnością. Oto jak

Z reguły inicjatorzy referendów nawet nie kryją się z tym, że w całej sprawie nie chodzi już tylko o projekt ustawy warszawskiej, ale o PiS. – Chodzi przede wszystkim o styl rządzenia i nieliczenie się z opinią innych ludzi i samorządów – grzmi Eugeniusz Woźniakowski, przewodniczący rady gminy Nieporęt.

– Na pewno będzie to forma plebiscytu, a PiS zdaje sobie sprawę, że w ostatnim czasie działy się rzeczy, które nadszarpnęły jego wizerunek – dodaje Piotr Gąszcz z Józefowa. Jak twierdzi, pod wnioskiem referendalnym podpisywali się także wyborcy głosujący wcześniej na PiS.

Z naszych rozmów z działaczami partii rządzącej wynika, że ugrupowanie boi się nadchodzącej referendalnej fali. Jeśli wyniki plebiscytów będą równie druzgocące, jak w Legionowie, zyskają opozycja i skonfliktowani z PiS samorządowcy (prezydent Legionowa Roman Smogorzewski w dniu ogłoszenia wyników referendum brylował w sprzyjających opozycji mediach). – Oczywiście fala referendalna może nam wizerunkowo zaszkodzić. Po przeprowadzeniu konsultacji podejmiemy decyzję, co dalej z projektem – dystansuje się Paweł Lisiecki, warszawski poseł PiS.

Priorytety

Partię rządzącą bardziej może niepokoić ryzyko, że zostanie surowo oceniona także przez własny elektorat. W Legionowie w ostatnich wyborach parlamentarnych PiS uzyskał 35 proc. głosów, a PO – 35,1 proc. Z kolei np. w Józefowie, gdzie do referendum dojdzie z inicjatywy mieszkańców, PiS wygrał w 2015 r. z wyraźną przewagą (uzyskał 36,9 proc., podczas gdy PO – 26,7 proc.).

Sprawa metropolii warszawskiej urosła do takiej rangi (i jednocześnie problemu), że w partii zaczynają się zmieniać priorytety. I – jak już pisaliśmy – może się zdarzyć, że PiS zdecyduje się zawiesić temat dwukadencyjności wójtów, aby nie otwierać kolejnego frontu politycznej walki.

– Jak przez półtora roku wszyscy mówili, że PiS jest nie do ruszenia, tak teraz sytuacja zaczyna przypominać równię pochyłą. Twarde i jednoznaczne dane w postaci wyników referendów na pewno będą miały potężną siłę – ocenia Jarosław Flis, politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jak dodaje, tę sytuację bacznie obserwują lokalni działacze, którzy będą musieli zdecydować, pod czyim sztandarem startować w przyszłorocznych wyborach samorządowych. – To, jak PiS rozegrał sprawę metropolii warszawskiej, może nie wyglądać dla nich zachęcająco – kwituje Flis.

Powstawanie metropolii odbywa się w zupełnie innej atmosferze na Śląsku. Tam samorządy wręcz domagały się przyjęcia ustawy, która pozwoli im powołać do życia nową jednostkę. Prezydent Andrzej Duda podpisał na początku kwietnia ustawę w tej sprawie, a samorządowcy od razu przeszli do działania. W zeszłym tygodniu rada Katowic zwróciła się do 40 okolicznych gmin o przeprowadzenie ankiet wśród mieszkańców. Konsultacje mają potrwać do 12 maja, a metropolia powinna powstać już 1 lipca tego roku.

>>> Polecamy: Macierewicz musi odejść. Wyborcy PiS chcą zmian w rządzie [SONDAŻ]