Autorka komentarza, redaktor naczelna gazety Beatrice Delvaux pyta retorycznie, kto byłby na tyle szalony, by decydować się na przyspieszone wybory w czasach, gdy wyborcy uciekając od sondaży stali się nieprzewidywalni, a wielu z nich marzy o przewróceniu politycznego stolika?

"Można by pomyśleć, że w obecnych czasach premierzy i partie rządzące chcieliby przeczekać w cieple aż przejdą populistyczne burze" - pisze Delvaux zwracając uwagę, że szefowa brytyjskiego rządu zdecydowała się na wystąpienie z wnioskiem o przyspieszone wybory, choć mogłaby przetrwać na urzędzie bez konfrontacji z wyborcami do 2020 r.

"Le Soir" uważa, że May musi być bardzo pewna sukcesu, skoro zdecydowała się na złamanie obietnicy zapewnienia stabilności, jaką dała brytyjskim wyborcom po Brexicie.

Komentatorka zwraca uwagę, że May w teorii nie ryzykuje dużo: jej ugrupowanie dominuje zdecydowanie nad Partią Pracy, a ona sama jawi się jako bardzo popularny lider, zostawiając w tyle niewyraźnego szefa laburzystów Jeremiego Corbyna. "Ale kto dziś wie, jaka będzie wola wyborców? Kto może być pewny tego, jak Brytyjczycy zagłosują 8 czerwca, gdy znany już będzie wynik wyborów prezydenckich we Francji i może zaistnieć zagrożenie Frexitem przeprowadzonym przez Marine Le Pen lub Jean-Luca Melenchona?" - pyta Delvaux.

"Le Soir" wskazuje, że Theresa May zwraca się o wsparcie obywateli, bo uważa, że wielu z nich podziela twardą linię w sprawie wyjścia ich kraju z UE. Dzięki wyborom - pisze belgijski dziennik - May ma mieć możliwość skonsolidowania swojej partii w parlamencie i z takim zapleczem iść na negocjacje z Unią. Zwraca przy tym uwagę, że premierzy europejscy nie raz wykorzystywali wybory, aby skonsolidować swą władzę.

Zdaniem Delvaux "relatywna stabilność", jaką udało się osiągnąć po Brexicie, jest teraz znowu zagrożona. Komentatorka zwróciła uwagę, że w Europie obrońcy kruchej idei europejskiej będą musieli pogodzić się z kampanią, w której jeszcze raz przesadnie akcentowane będą zalety rozwodu z Brukselą, a nacjonaliści będą triumfować. Drugą negatywną konsekwencją, jaką widzi "Le Soir" jest ożywienie wewnętrznych sporów w Wielkiej Brytanii pomiędzy Anglią, Szkocją, Walią i Irlandią Północną.

"Biedne społeczeństwa, biedni obywatele, będący zabawkami w rękach demokratów manipulującymi wyborcami w celu osiągania korzyści w dążeniu do władzy. Jak można się dziwić, że w tej sytuacji +masy wyborców+ biorą czasami odwet?" - pyta retorycznie redaktor naczelna "Le Soir".

Brytyjska premier poinformowała we wtorek o woli rozpisania przedterminowych wyborów parlamentarnych. Aby wniosek w tej sprawie został przyjęty przez Izbę Gmin niezbędną większością 2/3 głosów, rządząca Partia Konserwatywna potrzebuje poparcia co najmniej 104 posłów opozycji. Dwie partie opozycyjne - Partia Pracy i Liberalni Demokraci - zapowiedziały, że poprą starania rządu. Takie poparcie zupełnie wystarczy torysom.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)