W marcu państwowa agencja prasowa Xinhua poinformowała, iż w minionym roku wyciągnięto z biedy 12,4 mln Chińczyków. Już teraz można zaryzykować stwierdzenie, że Chiny wyszły zwycięsko z wojny ze skrajnym ubóstwem. Jeszcze na początku lat 80. XX wieku szacowano, iż poniżej międzynarodowej linii ubóstwa wyliczanej według parytetu siły nabywczej (1,90 dol. na dzień) żyło ponad 88 proc. obywateli kraju (870 mln osób). Co więcej, niedostatek był tak głęboki, że wystarczyło wówczas nieznacznie podnieść granicę biedy, przykładowo do 3,10 dol. na dzień, a odsetek żyjącego w nędzy społeczeństwa zwiększał się do 99,1 proc.

Skrajna bieda – zaszły problem

Do 2013 roku (ostatnie dostępne dane Banku Światowego) udział Chińczyków żyjących poniżej granicy ubóstwa zmalał do poziomu 1,85 proc. Za mniej niż 3,10 dol. utrzymywało się 11,1 proc. obywateli. Statystyki chińskie przyjmujące za minimum egzystencji wyższy pułap niż Bank Światowy, bo 2800 juanów rocznie (ponad 406 dol. w ujęciu nominalnym), wskazują, że obecnie poniżej tego poziomu żyje ponad 43 mln obywateli, czyli około 3 proc. ludności.

Nie brakuje publikacji utrzymujących, iż spadek skrajnego ubóstwa w Chinach jest przejaskrawiony i stanowi skutek statystycznej manipulacji, odpowiedniego doboru próby badawczej i zmian szacunków siły nabywczej. Jednak trudno zaprzeczyć, że znaczna część eliminacji nędzy jest realna, gdyż przyspieszony rozwój przyniósł korzyści zarówno bogatym, jak i biednym Chińczykom. Ponadto nadal funkcjonuje system dibao – program, który objął cały kraj w 2007 roku i polega na zagwarantowaniu minimum utrzymania. Dopóki dibao nie zostanie zawieszony, dopóty Pekin nie będzie mógł odtrąbić pełnego sukcesu walki z biedą. Tylko że walka ze skrajnym ubóstwem to jeden problem, drugim – równie poważnym – pozostaje ogromne rozwarstwienie obserwowane w chińskim społeczeństwie.

Nierówności – aktualny problem

Chiny są krajem charakteryzującym się jednym z najwyższych na świecie poziomów nierównomiernego rozkładu dochodów. Zgodnie z wyliczeniami badaczy z Peking University najzamożniejszy 1 proc. chińskich gospodarstw domowych posiada 1/3 krajowego bogactwa, natomiast najbiedniejsze 25 proc. społeczeństwa dysponuje zaledwie jego 1 proc. Jeżeli przeanalizujemy wartości najpopularniejszego miernika rozwarstwienia dochodowego – współczynnika (indeksu) Giniego, widać, iż zwiększał się wraz ze stopniowym urynkowieniem chińskiej gospodarki. Przyjmuje się, iż wartość współczynnika przekraczająca 0,4 stanowi powód poważnego niepokoju o egalitaryzm w kraju. Ostatnia dostępna wartość tego indeksu wyliczona przez Bank Światowy pochodzi z 2012 roku i wynosi aż 0,49.

Współczynnik Giniego w Chinach

Współczynnik Giniego w Chinach

źródło: Materiały Prasowe

Zjawisko nierówności dochodów w dużej mierze napędza dynamicznie rosnąca liczba bogatych Chińczyków. Zgodnie z raportem Hurun w Kraju Środka mieszkało 596 miliarderów (więcej niż w Stanach Zjednoczonych). Raport Capgemini ukazuje Chiny jako czwarte państwo pod względem liczby osób zaliczanych do tzw. High-Net-Worth Individuals (HNWI), czyli osób dysponujących płynnymi środkami finansowymi w wysokości przewyższającej 1 mln dol. Kraj Środka z liczbą ponad 1 mln osób zamożnych uplasował się za USA (prawie 4,5 mln HNWI), Japonią (ponad 2,7 mln HNWI) i Niemcami (prawie 1,2 mln HNWI). Ponadto Chiny charakteryzują się najwyższą dynamiką zwiększania się liczby bogaczy (16 proc. w latach 2014-2015). Zgodnie z wyliczeniami Bain and Company liczba Chińczyków o wysokich dochodach netto w latach 2010-2014 podwoiła się. Według całkiem przekonujących prognoz Boston Consulting Group i Industrial Bank Co Ltd do 2020 roku w Chinach będzie żyło około 3,88 mln milionerów. Stwarza to ogromne możliwości dla banków, które coraz częściej świadczą usługi private banking.

>>> Czytaj też: Model polskiej gospodarki uległ wyczerpaniu. Połowie nastolatków grozi ubóstwo na emeryturze

Przy dynamicznym wzroście liczby zamożnych Chińczyków sytuacja klasy średniej wcale nie poprawia się w podobnym tempie. Badacze z Azjatyckiego Banku Rozwoju w swoich studiach wykazują, iż osoby wykwalifikowane w średnim wieku z wyższym wykształceniem zmagają się wolniejszym wzrostem wynagrodzeń niż pracownicy o niskich kwalifikacjach. Zgodnie z wyliczeniami naukowców wzrost pensji osób wysoko wykwalifikowanych spowolnił ze szczytowego tempa w 2007 roku wynoszącego ponad 20 proc. do 8,6 proc. w 2014 roku.

Czy to przełom

Ostatnio sporo dyskusji wywołała publikacja badaczy z Cornell University i Peking University pt. The Great Chinese Inequality Turnaround. Zgodnie z przytoczonymi tam danymi po dramatycznym wzroście nierówności w rozkładzie dochodów w Chinach w latach 90. XX wieku i na początku XXI w., obecnie można zaobserwować stopniowy odwrót tendencji. Zbieżne informacje znajdujemy w danych Chińskiego Biura Statystycznego. Po latach przyspieszonego wzrostu PKB, dynamicznej urbanizacji i pogoni za bogactwem wielkość nierówności mierzona współczynnikiem Giniego osiągnęła punkt przegięcia w 2010 roku i zdaniem autorów wspomnianej publikacji obecnie znajduje się na etapie stopniowego spadku. Naukowcy poza kształtowaniem się standardowego współczynnika Giniego przebadali także inne tendencje, m.in. stosunek między 90. a 10. percentylem osób otrzymujących wynagrodzenia. Tutaj także zaobserwowano trend malejący lub w najgorszym przypadku nie odnotowano pogłębienia się nierówności.

Badacze uważają, że w Chinach obserwuje się zjawisko, które opisał Simon Kuznets. Noblista zakładał, że w państwach uprzemysłowionych w pierwszym etapie rozwoju zwiększa się nierówność w rozkładzie dochodów. Stanowi to skutek masowej migracji pracowników wiejskich do regionów zurbanizowanych. W miastach zarobki pozostają wyższe, ale też większa jest produktywność pracy niż na obszarach wiejskich. Ponadto we wczesnych stadiach rozwoju w miastach występuje ogromne zapotrzebowanie na pracowników. Jednak w miarę zwiększania liczby ludności w miastach rozwarstwienie zaczyna spadać. Pracownicy zamieszkujący obszary niezurbanizowane także z czasem otrzymują wyższe wynagrodzenie na skutek zmniejszenia podaży pracy i co za tym idzie – poprawy ich siły przetargowej.

Jedno badanie równości nie czyni

Warto przy okazji przyjrzeć się innym badaniom nierówności w Chinach. Pomiary przeprowadzone przez naukowców z Nanjing Agricultural University wskazują, że Kraj Środka można podzielić na dwa obszary: siedem prowincji wybrzeża (Shanghai, Tianjin, Jiangsu, Zhejiang, Guangdong, Shandong i Fujian) wraz z Mongolią Wewnętrzną, które osiągają wysokie dochody, i całą resztę obszarów zaliczanych do terenów o niskim dochodzie na osobę.

Jednocześnie naukowcy wykazywali, iż dywergencja między tymi dwiema grupami pogłębia się i obejmuje również poziom edukacji oraz własność kapitału. Do podobnych konkluzji doszli naukowcy z Southwest University of Finance and Economics, którzy badali pogarszające się wyniki współczynnika Giniego. Badacze z University of Michigan wykazywali z kolei, iż pogłębia się nie tylko przepaść między obszarami wiejskimi i miejskimi, ale również wzrasta ogólna dywergencja dochodowa. W podobnym duchu wypowiadają się w swoim studium naukowcy z Beijing Normal University – Shi Li i Haiyuan Wan.

>>> Czytaj też: Chiny znalazły nietypowy sposób na ubóstwo. Przesiedlą 2 miliony osób

Podsumowując, skonfrontowanie powyższych badań z wynikami ukazanymi w publikacji o odwrocie trendu nierówności nie rozstrzyga, które wyliczenia są poprawniejsze. Ukazuje to tylko, jak dyskusyjne pozostaje precyzyjne określenie poziomu nierównomierności rozkładu dochodów w Chinach. Zwykle wątpliwości budzi metodyka stosowana przy badaniach. Naukowcy często są zmuszeni łączyć różne zestawy danych statystycznych opartych na badaniach reprezentatywnych, co nie pozostaje bez znaczenia dla otrzymywanych rezultatów. Ważne są także regiony, jakie obejmują badania. Ponadto w związku ze wzmożoną kampanią Pekinu wymierzoną przeciw korupcji część Chińczyków ukrywa swoje rzeczywiste dochody, a wyniki zaprezentowane w publikacji naukowców z Cornell University i Peking University mogą być wynikiem takiego zjawiska.

Jednocześnie trudno zaprzeczać, iż bogactwo osób najzamożniejszych szybko się zwiększa, gdyż mają ułatwiony dostęp do aktywów finansowych i rzeczywistych. Natomiast osoby żyjące na skraju nędzy napotykają na coraz surowsze wymogi, jeżeli chcą uzyskać pomoc w ramach dibao, co ma ich zmotywować do podjęcia zatrudnienia.

Autor: Ewa Cieślik, jest pracownikiem Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, specjalizuje się w chińskim rynku finansowym.