Hasła wyborcze kandydatów w toczącej się kampanii wyborczej we Francji nie nawiązują do gospodarki. Mówią raczej o odwadze, wspólnocie, społecznym wyrównywaniu szans, godności, podmiotowości narodu, bijącym sercu Francji. Kwestie socjalne (tam niełączone z ekonomią), wartości oraz terroryzm zdecydowanie przeważają nad dyskusją o gospodarce. Ta jeśli się pojawia to w rozważaniach, jak zwiększyć liczbę miejsc pracy, jak chronić rynek wewnętrzny i czy wyjść ze strefy euro.

Stracona dekada

Centrysta Emmanuel Macron, który jako jeden z nielicznych kandydatów porusza kwestie wzrostu gospodarczego czy fiskalizmu, najprawdopodobniej zmierzy się w drugiej turze z populizmem Marine Le Pen. Konserwatysta François Fillon, proponujący cięcia w administracji i obniżenie zasiłków socjalnych, już teraz nazywany jest wielkim przegranym.

W sondażach przed tygodniem poparcie na poziomie 19 proc. i sensacyjne trzecie miejsce w wyścigu prezydenckim uzyskał radykalny polityk lewicy, Jean-Luc Mélenchon. Nawołuje on do skrócenia tygodnia pracy do 32 godzin oraz drastycznego podwyższania podatków dla najlepiej zarabiających i ustanowienia dochodu uniwersalnego. Jednocześnie chce wyjścia Francji ze struktur europejskich i z NATO.

Sympatia opinii publicznej dla tego kandydata rośnie w ostatnim czasie najszybciej, spada natomiast dla kandydatów postulujących większą dyscyplinę budżetową i to, mimo że żaden z nich nie mówi przecież o zaciskaniu pasa.

Kosztowne postulaty socjalne nijak mają się do możliwości budżetowych. Wzrost gospodarczy Francji wyniósł w 2015 r. 1,2 proc., a w 2016 1,1 proc. Natomiast realny PKB w przeliczeniu na mieszkańca w zasadzie stoi w miejscu od 2007 r. Ekonomiści mówią o straconej dekadzie.

Możliwości pożyczkowe Francji również nie są w stanie pokryć ogromnych wydatków budżetowych. Wycena francuskich obligacji rządowych w relacji do wyceny niemieckich papierów dłużnych, gdzie różnica (tzw. spread) wynosi nawet 80 pkt bazowych, jest najgorsza od 2012 r. W sytuacji podniesienia stóp procentowych w strefie euro, co nie jest wykluczone przy rosnącej inflacji i większym wzroście gospodarczym w strefie euro, koszty obsługi już teraz ogromnego długu francuskiego, znacząco wzrosną.

Sektor publiczny

5,45 mln osób jest zatrudnionych w sektorze publicznym. Od 2011 r. nastąpił wzrost o 1,7 proc. Według szacunków, we Francji na 1000 mieszkańców przypada prawie 82 urzędników państwowych. Wprawdzie w krajach skandynawskich wskaźnik ten jest jeszcze wyższy, ale i tak odsetek ten czyni z Francji republikę urzędniczą.

Dla Francuzów zdobycie stabilnej posady w administracji publicznej jest często celem samym w sobie. 35-godzinny tydzień pracy, brak nadgodzin, liczne przywileje socjalne, wysokie emerytury i brak pospiechu przy wykonywaniu zadań. Przy umowie na czas nieokreślony, w oparciu o którą zwolnienie pracownika jest tam niemal niemożliwe, to wielce kusząca praca.

Glowne skladniki PKB

Glowne skladniki PKB

źródło: Materiały Prasowe

W tym kontekście propozycja redukcji kadry urzędniczej o 500 tys. osób zaproponowana przez Françoisa Fillona nie wydaje się szokująca. Będący wysoko notowany w sondażach centrysta Emmanuel Macron proponuje umiarkowane cięcia w zatrudnieniu w sektorze publicznym, chcąc wzmocnienia pozycji klasy średniej poprzez obniżenie podatków, które uderzają najbardziej w tę grupę społeczną.
Francja ma drugi, najwyższy po Finlandii, wskaźnik wydatków publicznych w Unii Europejskiej. Rząd wydaje na ten cel około 10 proc. PKB więcej niż wynosi średnia unijna. Wydatki te wzrosły o 1,3 proc. w ostatnim roku, ale w ostatniej dekadzie średnie tempo wzrostu wynosiło około 4 proc. rocznie. Widać wyraźny rozdźwięk w polityce wydatkowej między Francją, a jej sąsiadami.

Wydatki publiczne stanowiły we Francji w 2015 r. 56,8 proc. PKB. W innych ważnych gospodarkach europejskich poziom wydatków publicznych w 2010 r. był porównywalny z francuskim. Od tego czasu Holandia zredukowała je o ponad 7 pkt proc. PKB, a Hiszpania aż o ponad 10 pkt. Prognozy dla Francji na rok 2017 nie są przesadnie optymistyczne – wydatki publiczne mają stanowić około 55,9 proc. PKB. To oznacza ich redukcję o 1,84 pkt. proc. od 2010 r.

Francuski dług publiczny w 2016 r. wyniósł 2 147 mld euro wobec 2 098 mld w roku 2015, to wzrost o 49 mld euro. Ewolucja tego wskaźnika jest znamienna dla Francji. W roku 1995 wynosił on 55,8 proc., w 2010 r. już 80,9 proc. Natomiast w tym roku ma przekroczyć 97 proc PKB. Coraz wyższy jest więc koszt obsługi długu.

Rośnie też liczba różnego rodzaju danin dla państwa w postaci mnożących się składek na ubezpieczenia społeczne, rosną podatki pośrednie, m.in. ekologiczne. Senacka komisja finansów wyliczyła, że wzrost podatków pośrednich w ostatnich latach sprawił, że siła nabywcza francuskich gospodarstw domowych zmniejszyła się o ponad 180 euro miesięcznie. W 2007 r. francuskie gospodarstwa domowe wpłaciły do budżetu 445,7 mld euro w postaci różnych danin, w 2012 r. było to już 504,6 mld euro, a według założeń na 2017 rok kwota sięgnie 587,9 mld euro. To wzrost nominalny danin na poziomie 29 proc. Dla porównania, w tym samym czasie realny PKB wzrósł zaledwie o 6,8 proc.

Znacząco wzrastają dochody z VAT oraz z podatku dochodowego, mimo że we Francji dużym problemem jest rosnąca liczna podatników, którzy w ogóle go nie płacą. W 2012 r. z tego obowiązku wobec państwa wywiązywała się jeszcze połowa podatników. W 2016 r. płaciło go już tylko 43,8 proc. Z jednej strony mamy do czynienia z szarą strefą i lokowaniem dochodów najbogatszych podatników zagranicą i w rajach podatkowych, z drugiej – wielu podatników nie przekracza progu dochodu, od którego płaci się podatek dochodowy (16 411 euro rocznie dla osoby samotnej oraz 41 418 euro dla pary z dwójką dzieci).

Obciążenia firm we Francji różnymi świadczeniami wobec państwa również rośnie przy spadających dochodach budżetowych z podatków. W 2007 r. firmy wpłaciły do budżetu 378,8 mld euro, w tym 50,6 mld euro stanowiły podatki od dochodu. W 2012 r. liczby te wynosiły odpowiednio: 410 mld euro oraz 42 mld euro, a w 2017 roku prognozuje się dochody budżetowe na poziomie 430,6 mld euro przy wpływie z podatków w wysokości 26,5 mld euro. Mamy zatem do czynienia z niemal 50-proc. spadkiem dochodu podatkowego państwa od firm w ostatnim dziesięcioleciu, przy wzroście wszystkich danin na poziomie 13,7 proc. W tym samym okresie obciążanie podatników indywidualnych wzrosło o 29 proc.

podatki indywidualne Francja

podatki indywidualne Francja

źródło: Materiały Prasowe

Drugą widoczną tendencją jest ogromny wzrost wpływów ze składek na ubezpieczenia społeczne – z 243,4 mld euro w 2007 r. do prognozowanych 301,7 mld euro w roku 2017. Firmy skarżą się również na nadmiar tych obciążeń, zwłaszcza na podatki sektorowe oraz na podatki dotyczące produkcji. Oprócz globalnych trendów, jedną z konsekwencji francuskiego fiskalizmu jest liczba zamykanych fabryk. Od 2009 roku więcej fabryk znika w ciągu roku z francuskiego rynku niż na nim powstaje. Wzrasta również liczba fuzji. Rekordowym był rok 2016, kiedy odnotowano ich 493. Wiele mniejszych firm i zakładów produkcyjnych nie jest w stanie utrzymać się na rynku więc się łączą lub są przejmowane.

Okulała produkcja i handel

Zamykanie lub przenoszenie zakładów produkcyjnych jest światowym i unijnym trendem, ale we Francji jest to proces zdecydowanie bardziej widoczny. Od 2000 r. zatrudnienie w przemyśle zmniejszyło się z 3,66 mln osób (15,1 proc. ogółu zatrudnionych) do 2,86 mln w 2015 r. (11,1 proc. wszystkich zatrudnionych). W 2016 r. fabryki we Francji wykorzystywały jedynie 84 proc. mocy produkcyjnych. Jeśli spojrzeć na udział produkcji przemysłowej w PKB, to we Francji stanowi ona jedynie 10 proc. Dla porównania w Niemczech to ponad 20 proc., we Włoszech ponad 14 proc., a w Hiszpanii nieco ponad 12 proc.

Bolączką wszystkich polityków francuskich jest wysoki – w odniesieniu do średniej unijnej – wskaźnik bezrobocia. Od 2012 r. wzrósł on o 17,8 pkt proc. Na początku tego roku we Francji nie pracowało aż 3,72 mln osób. Odsetek niepracujących do wszystkich osób aktywnych wynosi 10 proc. (dane INSEE, IV kwartał 2016 r.)

Poparcie Frontu Narodowego le Pen, która proponuje reindustrializację kraju, wprowadzenie nowych podatków i ceł na produkty importowane do Francji, jest rezultatem ogólnonarodowego niezadowolenia z sytuacji w przemyśle, a co za tym idzie – na rynku pracy. Le Pen chce m.in. likwidacji swobodnego przepływu osób w UE, argumentując, że Polak czy Bułgar zarabiający 4 czy 5 razy mniej niż Francuz stanowią dla jej rodaków „niezdrową konkurencję”.

Ekonomiści zwracają uwagę na pogarszający się bilans handlowy Francji. W 2012 r. wyniósł on – 19,03 mld euro, a w 2016 r. już 35,13 mld euro.

OECD prognozuje, że w tym roku PKB Francji wzrośnie o 1,5 proc., zaś w 2018 r. o 1,6 proc., głównie dzięki wzrostowi prywatnej konsumpcji pobudzonej przez obniżenie podatków. Będą rosnąć inwestycje, o ile utrzymane zostaną niskie stopy procentowe. OECD zaleca Francji obniżenie wydatków publicznych, w tym lepszą dystrybucję wydatków socjalnych oraz likwidację licznych agencji rządowych oraz lepsze skoordynowanie kompetencji pozostałych.

Jean Tirole, francuski ekonomista, który w 2014 r. otrzymał Nagrodę Nobla, zaleca również głębszą reformę rynku pracy, a zwłaszcza zminimalizowanie różnic między dwoma typami umów o pracę we Francji: tzw. CDD (umowa na czas określony) oraz CDI (umowa na czas nieokreślony). Może to być jednak bardzo trudne – dotychczasowe reformy z 2013 r. oraz reforma kodeksu pracy minister el Khomri, jak i reforma Macrona z 2015 roku nie zrewolucjonizowały zasad rządzących francuskim rynkiem pracy. Wprawdzie rozszerzono kategorię tzw. zwolnień pracowników z przyczyn ekonomicznych i ułatwiono dostęp do niektórych zawodów, ale w porównaniu z innymi krajami, Francja ma jeden z najmniej elastycznych rynków pracy w Europie.

Autor:  Katarzyna Stańko