To dlatego, że zaplanowana kwota pieniędzy z Funduszu Pracy na ten cel skurczyła się o 170 mln zł, do 707 mln zł. Powód: bezrobocie rejestrowane spadło już do rekordowo niskiego poziomu i nadal powinno się zmniejszać.

Radykalna poprawa na rynku pracy spowodowała, że łatwo jest o zajęcie na etacie, a wśród bezrobotnych jest coraz mniej osób zainteresowanych dotacjami pośredniaków. – Na ten rok przewidzieliśmy 100 takich dotacji, a jeszcze niedawno udzielaliśmy ich rocznie trzy razy więcej – informuje Jerzy Bartnicki, dyrektor PUP w Kwidzynie. Dodaje, że wyczerpuje się też grupa ludzi zdolnych do tworzenia własnego biznesu (dotację z urzędu można otrzymać tylko raz).

– Dzięki dotacjom bezrobotni tworzą różnorodne firmy. Dominują jednak usługi – opowiada Maria Sowińska, dyrektor PUP w Poznaniu, gdzie bezrobocie jest najniższe w kraju. Powstają tam m.in. firmy remontowo-budowlane, brukarskie, parkieciarskie czy zajmujące się instalacjami wodno-kanalizacyjnymi. Bezrobotni uruchamiają również dość dużo firm zajmujących handlem internetowym. Najmniej otwierają przedsiębiorstw produkcyjnych – jeśli one powstają to głównie produkują meble, odzież i artykuły wyposażenia wnętrz.

Zgodnie z przepisami osoba bez zajęcia, która ma pomysł na własny biznes, może otrzymać maksymalnie sześciokrotność przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw – w tym roku to ponad 25 tys. zł. Dotacje z urzędów są jednak na ogół niższe, a ich wysokość pośredniaki uzależniają między innymi od branży. W ubiegłym roku przeciętne wsparcie wyniosło 19,7 tys. zł. Gdyby takie samo było w tym roku, to przy spadku o 170 mln zł kwoty na dotacje liczba beneficjentów skurczyłaby się o ponad 8 tys. w porównaniu z rokiem ubiegłym. Od 2005 r. do końca ubiegłego roku z tego rodzaju dotacji urzędów pracy skorzystało 553 tys. osób bez zajęcia. ⒸⓅ

>>> Czytaj także: Minimalna tylko na papierze. 9 proc. firm zaniżało ustawową stawkę