Nie przepracował ani jednego dnia etacie – jak to możliwe? Na giełdzie przecież nie można zawsze zarabiać. Jak z inwestowania zrobić biznes?

Miałem dużo szczęścia. Pierwsze pieniądze na giełdzie zarobiłem w wieku 18 lat, a dwa lata później była to już pokaźna jak na tamte czasy kwota. Niestety okazała się zbyt mała po zakończeniu studiów. Musiałem w związku z tym mocno ograniczyć koszty życia. W latach 2007-2009, na przełomie szczytu hossy i późniejszego krachu udało mi się zgromadzić kapitał na tyle znaczący, żeby móc odpuścić sobie pracę na etacie.

Inwestowanie nie do końca jest wymarzonym biznesem, ponieważ stopy zwrotu są znacznie niższe niż w biznesie a wahania kapitału wyższe. Obecnie 10% rocznie to maksimum którego oczekuję, najbardziej zależy mi na ograniczeniu ryzyka.

Często wspomina Pan o tym, że w karierze inwestycyjnej pomogły Panu doświadczenia z gry w blackjacka. Czego może nauczyć ta gra w kontekście decyzji inwestycyjnych?

„Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. Blackjack jest dosyć szybką grą, dzięki której można doświadczyć bardzo wielu wygranych i przegranych w krótkim okresie czasu. Kilkadziesiąt tysięcy obstawiań (przy stole do blackjacka w rok) zajęłoby mi na giełdzie kilka tysięcy lat, szczególnie, że ostatnio wydłużam termin moich inwestycji. Blackjack nauczył mnie racjonalnych oczekiwań co do stóp zwrotu oraz właściwego podejścia
do ryzyka.

„Bój się, gdy inni są chciwi, i bądź chciwy, gdy inni się boją” – mawia Warren Buffet. Jak to jest z chciwością na giełdzie. Jak ją poskromić, kiedy wymyka się spod kontroli. A może wręcz przeciwnie, chciwość na parkiecie jest dobra?

Skrajne emocje nigdy nie są dobre, inwestor powinien być odważny, ponieważ musi zaryzykować swoje oszczędności oraz nie bać się ponosić strat, które są częścią procesu. Poskramianie skrajnych emocji przychodzi wraz z doświadczeniem i staje się po pewnym czasie coraz łatwiejsze.

Gdyby dziś miał Pan zainwestować 20 tys. zł, szukając raczej bezpiecznego, stabilnego zysku, w jakie aktywa ulokowałby Pan te pieniądze? Blue chipy? Obligacje?

Dobra inwestycja nie wynika z klasy aktywów, ale z długiego terminu. Najlepszy stosunek zysku do ryzyka w długim terminie dają akcje małych spółek, duże znaczenie ma także moment rozpoczęcia inwestycji, czyli „tani” zakup. Jeśli założymy do tego odpowiednio długi czas inwestycji, zysk mamy niemal pewny. Dla osób mających problem z wytrzymaniem wahań w krótkim terminie, polecałbym pozostawienie części kapitału na lokacie lub koncie oszczędnościowym.

>>> Czytaj też: Jak inwestować inteligentnie?

 Jakie najczęściej błędy popełniają inwestorzy?

Najczęściej zapominają o zdrowym rozsądku. Zbyt dużą wagę przywiązują do wyników w krótkim terminie. Natomiast gracze forex mają nieracjonalne oczekiwania względem stóp zwrotu oraz myślą, że kluczem do sukcesu jest poznanie jakiejś tajnej metody czy techniki.

Co jeśli pojawi się porażka? Czy doświadczył Pan kiedyś jakiejś „spektakularnej klapy” w kontekście inwestowania? Jak się podnieść, gdy traci się duże pieniądze?

Porażka jest wpisana w inwestowanie, nie da się cały czas wygrywać. Od 10 lat nie miałem jakiejś jednej większej przegranej, która by mnie załamała. Być może wynika to z tego, że wraz z wiekiem ryzykuję coraz mniej. Wcześniej bywało trudniej, ponieważ porażka oznaczała utratę znacznej części kapitału, a każde kolejne wstanie z kolan wymagało coraz większego wysiłku. Jednak determinacja zawsze była większa i udało się ostatecznie zwyciężyć. Nie potrafię dziś powiedzieć ile było w tym wtedy szczęścia, a ile rozumu.

Dla Polaków słowo „oszczędzanie” to najczęściej synonim słowa lokata, mimo niskiego oprocentowania. Z badań wynika, że rzadziej niż w innych krajach Europy decydujemy się na inwestycje w akcje, obligacje czy fundusze. Z czego wynika nasza niechęć do parkietu? Strach przed ryzykiem? Brak wiedzy?

To główne powody, brak wiedzy, doświadczenia, nieakceptowanie ryzyka wahań kapitału. Ważnym czynnikiem może być też to, że oszczędności Polaków pochodzą z pracy i są gromadzone latami. Nie mamy jeszcze kapitału zdobytego z inwestycji, który o wiele łatwiej jest reinwestować. Być może potrzebna jest także większa hossa, po której nie przyjdzie tak spektakularna bessa jak w 2008 roku. A nowi inwestorzy, kuszeni historycznymi stopami zwrotów przedstawionymi w kolorowych folderach, zachowają dość zdrowego rozsądku, żeby nie zaryzykować oszczędności życia przy bardzo wysokich wycenach.

Gdyby miał Pan w kilku punktach krótko opisać garść ponadczasowych porad dla raczej mniej doświadczonych inwestorów, jakie one by były?

Mam dopiero niecałe 37 lat, więc za wcześnie na ponadczasowe rady. Im dłużej zajmuję się inwestycjami, a będzie to już 19 rok na rynkach finansowych, tym mniejszej liczby wcześniejszych założeń jestem pewien.

Od ostatniego kryzysu finansowego minie niebawem 10 lat. Czy spodziewa się Pan nowych turbulencji w światowej gospodarce. Jeśli tak, to skąd one przyjdą, co jest dziś najsłabszym elementem w systemie światowym, w Europie?

Świat jest zbyt skomplikowany, żeby prognozować, to co będzie się działo w przyszłości. Spodziewam się bessy w najbliższych 10 latach, ale nie wiem czy rozpocznie się jutro, za rok czy za pięć lat oraz co będzie jej powodem. Wiem tylko, że inwestycja w akcje nie już tak atrakcyjna jak była w 2009 czy 2012 roku. Wydaje mi się, że w najbliższych latach wskazana jest ostrożność. A mniej doświadczeni inwestorzy powinni już chyba poczekać na bessę, przed poważniejszym zaangażowaniem się w akcje na długi termin.

>>> Czytaj też: Zarządzanie aktywami, czyli jak budować zdywersyfikowany portfel

Krzysztof Piróg, najsłynniejszy polski Trader. Mimo ukończenia studiów MBA nigdy nie podjął pracy. Dziś już nawet o tym nie myśli. Zaczynał od liczenia kart w kasynach, które kolejno zakazywały mu wstępu. Zainteresował się inwestycjami. Obecnie prawdopodobnie najlepszy polski Trader. Konkursy inwestycyjne wygrywają już nawet jego uczniowie, z żoną Karoliną na czele.