Tak prawdopodobnie wyglądają myśli burmistrzów stolic państw, które wygrywają Eurowizję. Zwycięstwo to jednocześnie wielki zaszczyt i odpowiedzialność za zorganizowanie ogromnej imprezy, którą w zeszłym roku obejrzało ponad 200 milionów widzów. Są to widzowie nie tylko z Europy – od dawna fanem Eurowizji jest Australia (tak dużym, że od 2015 roku kraj może uczestniczyć w konkursie), nieco krócej Chiny i Stany Zjednoczone.

Każdy gospodarz musi oczywiście zorganizować konkurs zgodny z formatem wydarzenia i spełnić szereg warunków, ale jeśli chodzi o poziom ekstrawagancji konkursu, kraj ma wolną rękę, a wydatki z roku na rok potrafią sporo się od siebie różnić.

Mimo że można by zgadywać, że zamożniejsze kraje wydadzą na konkurs więcej – bogatszy kraj to zwykle wyższe koszty realizacji wydarzenia – lokalizacja najdroższego w ostatnich latach finału Eurowizji może być zaskoczeniem. Impreza w stolicy Azerbejdżanu Baku kosztowała ponad 240 mln zł. Wiązało się to z faktem, że władze postanowiły a okazji konkursu wybudować całkowicie nową halę widowiskową Baku Crystal Hall. Z drugiej strony Szwecja, której nominalne PKB jest kilkanaście razy wyższe, wydała rok później tylko 85 mln zł, z czego aż 80 mln odzyskała ponoć w postaci zysków z turystyki. Baku odzyskało tylko 35 mln.

Ile na wielkie święto europejskiej piosenki wyda tegoroczny gospodarz, Ukraina? Oglądając przygotowania do konkursu w Kijowie dowiedzieliśmy się, że będzie to co najmniej 90 mln zł. Miasto wykorzysta istniejącą już arenę International Exhibition Center, otwartą w 2002 roku. W środku zbudowano ogromną scenę z zawieszonym nad nią nowoczesnym „żyrandolem”, który producent Christer Bjorkman nazywa szwajcarskim scyzorykiem – ma bowiem siedem różnych funkcji, które będą wykorzystywane podczas występów.

Budżet nie jest więc bardzo wysoki, ale skąd pochodzą pieniądze? W przypadku Kijowa wydatki są podzielone przede wszystkim pomiędzy budżet państwa, z którego pochodzi około 60 mln złotych, a budżet Kijowa – miasto do samej organizacji wydarzenia dołoży niecałe 30 mln zł. Dodatkowe 1,5-2 mln zł pochodzi od sponsorów oraz Europejskiej Unii Nadawców (EBU), czyli narodowych telewizji, które płacą za możliwość transmisji wydarzenia.

Scena konkursu Eurowizji w Kijowie

Scena konkursu Eurowizji w Kijowie

źródło: Materiały Prasowe / Tereschenko Anton

Jednak jeśli chodzi o Kijów, nie jest to koniec ponoszonych wydatków. Oddzielny budżet został stworzony na strefy fanów (jak strefy kibica podczas Euro 2012), dodatkowy transport miejski oraz tzw. upiększanie miasta. Organizatorzy wspominają tu o kolejnych dziesiątkach milionów złotych.

Co więc ma z Eurowizji gospodarz konkursu? Poza dobrym wpływem na morale obywateli, jest to dla każdego państwa organizującego finał doskonała okazja do zaprezentowania się z dobrej strony potencjalnym turystom. Sam tegoroczny konkurs ma do Ukrainy przyciągnąć nawet 20 000 gości z zagranicy, ale tradycją jest już pokazywanie uroków państwa-gospodarza podczas transmisji z nadzieją, że zachęci to również innych do przyjazdu.

Scena konkursu Eurowizji w Kijowie

Scena konkursu Eurowizji w Kijowie

źródło: Materiały Prasowe / Tereschenko Anton

Dla Ukrainy jest to szczególnie ważne ze względu na to, że Kijów nie jest w gronie najpopularniejszych wśród turystów stolic Europy, a sytuacji nie poprawia trwająca wciąż na wschodzie kraju wojna z siłami rosyjskimi, która może zniechęcać odwiedzających, mimo że konflikt dzieje się daleko od stolicy. Organizatorzy zadbali też o najnowsze zabezpieczenia antyterrorystyczne, w tym blokady przeciwko atakom z użyciem samochodu ciężarowego.

Najwięksi fani Eurowizji wydawali się jednak nie mieć większych dylematów. Bilety na sobotni finał wyprzedały się natychmiast po rozpoczęciu sprzedaży, a te na półfinały również były od dawna niedostępne. Wartość wszystkich sprzedanych do ubiegłego tygodnia biletów to ponad 6 mln zł.

>>> Polecamy: Niech Eurowizja obnaży rzeczywistość Azerbejdżanu