W środę zakończyło się walne zgromadzenie, na którym akcjonariusze LC Corp jednego z czołowych krajowych deweloperów zapoznawali się z dokonaniami firmy w 2016 r. Przy tej okazji udziałowcy zażądali wyboru członków rady nadzorczej grupami. To instrument umożliwiający inwestorom mniejszościowym lepszą kontrolę nad poczynaniami dominującego udziałowca – zwykle oznaka konfliktu. Wybrany w ten sposób członek organu nadzoru może zostać oddelegowany do stałego, indywidualnego wykonywania nadzoru i mieć prawo uczestnictwa w posiedzeniach zarządu z głosem doradczym.

– O powody wyboru rady nadzorczej grupami proszę pytać akcjonariuszy. Będę sprawował swój mandat zgodnie z kodeksem handlowym – mówi Michał Hulbój, którego do rady nadzorczej zgłosiło PTE PZU. Instytucje finansowe – w tym Nationale-Nederlanden OFE i Aviva OFE – umieściły w organie nadzoru także Pawła Małyskę. Powodów swoich decyzji nie wyjaśniają, zasłaniając się tajemnicą zawodową. Przewodniczącym rady został Leszek Czarnecki, który w LC Corp kontroluje 52 proc. akcji. Jego głosami do rady wybrani zostali także trzej inni jej członkowie.

– Nie komentujemy decyzji akcjonariuszy, w tym także sposobu ich głosowania. Akcjonariusze mniejszościowi podjęli decyzję zgodnie z przysługującymi im uprawnieniami wynikającymi z przepisów kodeksu spółek handlowych – tak na nasze pytanie, czy sposób wyboru członków rady nadzorczej spółka interpretuje jako dowód ograniczonego zaufania do głównego akcjonariusza, odpisał Wojciech Sury, rzecznik LC Corp.

Działań udziałowców nie uzasadniają wyniki finansowe jednego z czołowych krajowych deweloperów. W zeszłym roku LC Corp zarobił 113 mln zł, najwięcej w historii.

– Firma ma szeroką ofertę mieszkań i wartościowy bank ziemi. W tym roku zyski będą zapewne jeszcze wyższe, wzrosną także w przyszłym – prognozuje Piotr Zybała, analityk DM mBanku.

Inaczej jest z kursem akcji – ten od trzech lat stoi w miejscu, chociaż notowania innych firm z przeżywającej boom branży idą w górę.

– Kursowi ciążą obawy o transakcje między spółką a głównym akcjonariuszem, niezależnie od tego, czy są one uzasadnione. Zwyżkom kursu nie sprzyja także niższa niż w zeszłym roku dywidenda – dodaje Zybała.

W 2016 r. LC Corp wypłacił 18 gr na akcję, w tym roku będzie to tylko 7 gr. Przy rosnących zyskach oznacza to, że w firmie rosną zasoby gotówki. Pojawia się pytanie, czy zostanie ona wykorzystana na dalszy rozwój podstawowej działalności firmy, czy na budzące obawy transakcje z większościowym akcjonariuszem. Czarnecki przeprowadzał już takie z LC Corp. Kiedy kryzys finansowy zatrzymał realizowaną przez firmę budowę wrocławskiego Sky Tower, najwyższego budynku w Polsce, mieszczącego luksusowe apartamenty i centrum handlowe, Czarnecki w 2008 r. odkupił budynek od LC Corp. Zapłacił 119 mln zł, kolejne 170 mln zł wyłożył na spłatę zobowiązań firmy. Kiedy po czterech latach zaproponował, że LC Corp przeprowadzi emisję akcji, żeby pozyskać pieniądze na odkupienie Sky Tower, inwestorzy finansowi storpedowali ten pomysł. Ostatecznie LC Corp kupił budynek od Czarneckiego za 260 mln zł, ale płaci za niego głównemu akcjonariuszowi w ratach, po kilkadziesiąt milionów rocznie.

Obecnie inwestorzy mogą się na przykład obawiać, że części zgromadzonego kapitału (na koniec 2016 r. LC Corp miało w kasie 355 mln zł gotówki) firma przeznaczy na przykład na objęcie akcji kontrolowanego przez Leszka Czarneckiego Getin Noble Banku. Bank musi zwiększyć kapitały, bo jego bilans obciąża najwyższy w branży udział kredytów walutowych w portfelu – stanowią jedną czwartą wszystkich udzielonych przez bank. Od września GNB realizuje zatwierdzony przez Komisję Nadzoru Finansowego plan naprawczy. W kwietniu zarząd GNB podjął decyzję o emisji akcji o wartości 50 mln zł, która zostanie zaoferowana Leszkowi Czarneckiemu lub podmiotom z nim powiązanym.

Leszek Czarnecki jest czterystumetrowcem, nie maratończykiem. Budował swoje firmy po to, żeby w miarę szybko sprzedać. Dzięki temu obciążenia związane z gwałtownym rozwojem, co było cechą charakterystyczną jego przedsięwzięć w początkowej fazie rozwoju, spadały na nabywcę – zwraca uwagę Sebastian Buczek, prezes i główny udziałowiec Quercus TFI.

Getin Noble Banku Czarnecki pozbyć się nie zdążył, nim wystrzelił w górę kurs szwajcarskiego franka, i teraz to on ponosi koszty wcześniejszego agresywnego rozwoju, opartego na sprzedaży kredytów walutowych. A wraz z nim inwestorzy finansowi. W przypadku holdingu finansowego Czarneckiego rażą też ich wzajemne powiązania między spółkami – inwestorzy wolą proste modele biznesowe, w których spółki koncentrują się wyłącznie na swojej podstawowej działalności. Dlatego Czarnecki przestał być najwyżej wycenianym inwestorem w branży finansowej. Sześć jego spółek notowanych na GPW ma łączną kapitalizację na poziomie 5,6 mld zł. Tymczasem wartość rynkowa zbudowanego przez Piotra Krupę Kruka, lidera rynku wierzytelności, przekracza 5,9 mld zł.

– Odnoszę wrażenie, że Czarnecki skorygował swoją strategię. Prezesem GNB został pod koniec zeszłego roku Artur Klimczak. To człowiek, który działa w perspektywie długoterminowej, i jestem przekonany, że wyciągnie bank z kłopotów – ocenia Buczek.

Pozytywne zmiany prezes Quercusa dostrzega także w Open Finance, kolejnej firmie z portfela Czarneckiego – specjalizującej się w sprzedaży produktów finansowych. Kurs akcji tej spółki spadał niemal równie szybko jak notowania GNB – w obydwu przypadkach notowania obniżyły się o ponad 80 proc. w ciągu trzech lat.

Jednak nawet jeśli rzeczywiście Czarnecki wydłużył swój horyzont inwestycyjny, to nie zapomina o tym, że to właśnie umiejętności średniodystansowca przyniosły mu fortunę. Jej podstawą jest kapitał zdobyty ze sprzedaży Europejskiego Funduszu Leasingowego francuskiemu bankowi Credit Agricole za niemal miliard złotych w 2001 r. Tę firmę Czarnecki rozwijał przez 10 lat. Nad zbudowaniem działającego na rynku wierzytelności GetBacku pracował cztery lata. W zeszłym roku kontrolowany przez Czarneckiego Idea Bank sprzedał udziały w firmie inwestorom finansowym za 825 mln zł.

>>> Czytaj też: Zbigniew Parafianowicz: Entente cordiale przeciw dobrej zmianie [OPINIA]