W rozmowie z Serwisem Samorządowym PAP Jakuta podkreśliła, że planowane w nowym Prawie wodnym powołanie regulatora taryf za wodę i ścieki będzie procesem złożonym, gdyż usługę zbiorowego zaopatrzenia w wodę i zbiorowego odprowadzania ścieków realizuje obecnie ponad 1800 przedsiębiorstw, które przedkładają do uchwalenia ponad 2500 taryf.

Zdaniem szefowej IGWP skala podwyżek cen wody i ścieków, na poziomie 30-40 zł rocznie dla czteroosobowej rodziny, nastąpi już w momencie wejścia w życie nowej ustawy tj. od lipca 2017 r., a nie jak zapowiada resort środowiska, dopiero od 2019 r. Według Jakuty podwyżkę spowoduje m.in. wprowadzenie od lipca opłat stałych za pobór wód i za wprowadzanie ścieków do wód lub do ziemi.

PAP: Wiceminister Środowiska Mariusz Gajda zapowiedział, że nowy regulator cen wody zacznie działać 1 stycznia 2019 r. Będzie on zatwierdzał taryfy za wodę na wzór Urzędu Regulacji Energetyki. Jak branża wodno-kanalizacyjna ocenia powstanie takiej instytucji i jej kompetencje w świetle projektowanego Prawa wodnego?

Dorota Jakuta: Regulatorem w branży wodociągowo-kanalizacyjnej są gminy. Czy należy to zmieniać, czy branży potrzebny jest nowy regulator cen? Na te pytania nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Gdyby istniała, nie byłoby w Europie takiego zróżnicowania pod względem systemów organizacji sektora i procesów stanowienia taryf.

Z ankiety, którą przeprowadziliśmy wśród członków naszej Izby, wynika, że ok. 45 proc. przedsiębiorstw popiera stworzenie niezależnego, zewnętrznego regulatora. Aby jednak regulacja spełniała swoje funkcje, powinien on być wyposażony we wszystkie niezbędne narzędzia konieczne dla realizacji celów. Najpełniej cele te można osiągać, gdy regulator będzie niezależny pod względem administracyjnym, funkcjonalnym i finansowym.

Funkcje regulacyjne powinny być jasno zdefiniowane i opisane w prawie, winna być zagwarantowana neutralność organu regulacyjnego od rządu, lokalnych samorządów oraz podmiotów podlegających regulacji, oraz zapewniona autonomiczność budżetu i transparentność zarządzania kosztami. Nie powinien być strażnikiem niskich cen, a realnych, zapewniających przedsiębiorstwom pełną realizację zadań i obowiązków.

My nie mówimy „nie, bo nie”, ale proponujemy, aby dyskusja o regulatorze, wypracowywanie rozwiązań odbywały się z uwzględnieniem wszystkich stron, a więc zarówno resortu środowiska, UOKiK, przedstawicieli gmin i IGWP. Warto podkreślić, że powołanie regulatora będzie procesem złożonym, gdyż w Polsce usługę zbiorowego zaopatrzenia w wodę i zbiorowego odprowadzania ścieków realizuje ponad 1800 przedsiębiorstw, które przedkładają do uchwalenia ponad 2500 taryf.

PAP: Rząd daje sporo czasu na dostosowanie się do nowych przepisów. Zmiana stawek także zostanie opóźniona o dwa lata. To chyba dobrze?

D.J.: Odbieramy to jako wsłuchanie się w głos branży. Od momentu ukazania się pierwszej wersji projektu ustawy Prawo wodne, Izba zwracała uwagę również na problemy związane z planowanym terminem wejścia w życie przepisów ustawy, w szczególności z terminami wejścia w życie nowych, podwyższonych opłat. W ówczesnym projekcie ustawy zarówno opłaty stałe, jak i opłaty zmienne za pobór wód, miały obowiązywać już od początku 2017 r. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, rady gmin uchwalają taryfy za wodę i ścieki na okres jednego roku. Takie uregulowanie opłat mogłoby zachwiać płynnością finansową tychże przedsiębiorstw, gdyż wiele z nich miało uchwalone taryfy także częściowo na rok 2017, np. gdy taryfa uchwalana była w czerwcu 2016 r.

Warto jednak pamiętać, że w obecnie przedstawionym projekcie ustawy opóźnienie zmiany stawek dotyczy wyłącznie opłaty zmiennej za pobór wód. Nie dotyczy to natomiast pozostałych opłat w świetle przedstawionego projektu ustawy Prawo wodne, które wejdą w życie z dniem 1 lipca 2017 r., jak chociażby opłat stałych za: pobór wód powierzchniowych, podziemnych oraz za wprowadzanie ścieków do wód lub do ziemi oraz wód opadowych i roztopowych.

PAP: Co to oznacza dla mieszkańców?

D.J.: Ministerstwo Środowiska mówi o podwyżce taryf za wodę i ścieki w wysokości ok. 30 zł dla czteroosobowej rodziny, która nastąpi od 2019 roku. Będzie to podwyżka z tytułu wzrostu stawek zmiennych za pobór wód dla zbiorowego zaopatrzenia w wodę i zbiorowego odprowadzania ścieków. A w świetle przedstawionego projektu ustawy Prawo wodne, skala podwyżek na poziomie 30-40 zł rocznie dla czteroosobowej rodziny nastąpi już w momencie wejścia w życie ustawy tj. od lipca 2017 r. tytułem wprowadzenia opłat stałych za pobór wód i za wprowadzanie ścieków do wód lub do ziemi oraz za wprowadzanie wód do wód.

PAP: Czy Pani zdaniem wpływy z projektowanych opłat za wodę i ścieki będą pokrywały wydatki na gospodarkę wodną?

D.J.: Potrzeby inwestycyjne w zakresie gospodarki wodnej są ogromne i na pewno środków finansowych zawsze będzie mało. Warto w tym miejscu podkreślić, że w szeroko rozumianej gospodarce wodnej tylko gospodarka wodno-ściekowa ponosi pełne koszty korzystania z usług wodnych. Dlatego tak aktywnie zabiegaliśmy o obniżenie wysokości opłat za pobór wód dla naszego sektora.

PAP: Jak projektowane Prawo wodne i unijne wymogi wpłyną na plany inwestycyjne branży wodno-ściekowej w najbliższych latach?

D.J.: Jak wynika z danych Ministerstwa Środowiska, samorządy do 2021 r. wydadzą na gospodarkę ściekową 27 mld zł. Ok. 10,8 mld zł trafi na budowę i modernizację oczyszczalni ścieków: powstanie 112 nowych obiektów, a ponad 1000 zostanie zmodernizowanych lub rozbudowanych. Za pozostałe środki planuje się realizację prawie 15 tys. km sieci kanalizacyjnej.

PAP: A jak Izba ocenia planowane zmiany w zakresie „utraconej retencji”? Według zapowiedzi resortu środowiska opłaty z tego tytułu będą zależały od tego, czy występuje retencja. Jeśli będzie się ona pojawiała, to opłata będzie symboliczna. Natomiast jeżeli nie będzie retencji, to te opłaty będą wyższe niż obecnie.

D.J.: Izba pozytywnie ocenia kierunek obrany w nowej ustawie, tj. zwiększenie retencji. Zwracamy jednak uwagę, że opłaty, które obecnie ponoszą mieszkańcy, dotyczą eksploatacji kanalizacji deszczowej. Natomiast opłata za utraconą retencję jest opłatą dodatkową, której koszty, pomimo że zobowiązany do jej zapłaty jest samorząd, z dużym prawdopodobieństwem i tak finalnie poniosą mieszkańcy.