Gigant e-commerce ogłosił, że zaczął pracę nad systemem kontroli ruchu powietrznego, który pozwoli na zarządzanie flotą dronów latających z magazynów pod drzwi klientów. Firma założyła nowe centrum badawczo-rozwojowe w Paryżu, gdzie kilkunastu programistów ma zbudować system, który umożliwi lot maszyn dostarczających przesyłki, unikając kolizji z budynkami, drzewami, innymi dronami czy z najmniej przewidywalnymi ze wszystkich ptakami. W żargonie lotniczym – „niewspółpracującymi obiektami latającymi”.

„Z gęśmi nigdy nie będziemy w stanie współpracować, więc musimy być w stanie te przeszkody wykrywać i ich unikać”, mówi Paul Misener, wicedyrektor Amazona ds. globalnej strategii innowacji i komunikacji. „Po drodze z magazynu do punktu docelowego dron musi lecieć we właściwym kierunku, znaleźć adres, ale też unikać wszystkiego, co stanie mu na drodze”.

Amazon zdecydował się na stworzenie własnego systemu kontroli ruchu, ponieważ uznał, że na rynku nie ma systemu, który sprawdzi się dla dużej floty autonomicznych dronów.

Misener twierdzi, że program dla dronów musi być bardziej skomplikowany niż standardowy system kontroli ruchu używany przez linie lotnicze, bo drony latają na niższych wysokościach i muszą brać pod uwagę więcej przeszkód. Będzie on zawierał szczegółowe mapy – na których znajdą się też obiekty tymczasowe, jak żurawie na budowach – oraz informacje o złych warunkach pogodowych. Drony będą też wyposażone w instrukcje na temat tego, jak reagować, jeśli zbliżą się do ptaka lub w niego uderzą.

>>> Czytaj też: W Sosnowcu powstanie piąte centrum logistyki Amazon w Polsce

Amazon poinformował, że drony będą w stanie przesyłać informacje niebezpieczeństwach do innych maszyn oraz do centrum kontroli. Misener nie powiedział, kiedy drony będą dostępne dla wszystkich klientów Amazona, tłumacząc, że zależy do w dużym stopniu od regulacji rządowych oraz możliwości udowodnienia przez firmę, że są one bezpieczne.

Urząd ds. lotnictwa w USA ograniczył w zeszłym roku możliwość latania dronami nad gęsto zaludnionymi obszarami. Jeśli regulacje zostaną utrzymane, będzie to oznaczało, że drony Amazona będą mogły obsługiwać klientów tylko na mniej zaludnionych terenach.

CEO Amazona Jeff Bezos po raz pierwszy ogłosił plan używania dronów do dostarczania przesyłek w 2013 roku, mówiąc, że w ten sposób niektóre towary będą mogły być dostarczane w przeciągu 30 minut. Misener podaje tu przykład mężczyzny, który przed randką orientuje się, że skończyła mu się pasta do zębów. Według firmy 85 proc. produktów oferowanych na stronie amazon.com jest wystarczająco lekka, żeby można je było dostarczać dronami.

Amazon prowadzi badania nad dronami w Wielkiej Brytanii, Austrii i USA. Dostawy z ich użyciem były testowane w Cambridge, niecałe 100 kilometrów od Londynu. Firma ogłosiła też, że współpracuje z NASA, UE oraz różnymi krajami nad stworzeniem szerszego systemu kontroli ruchu w powietrzu, który koordynowałby wszystkie drony znajdujące się w powietrzu. „Zarządzenie lotami dużych samolotów na ogromnych wysokościach to zupełnie inna sprawa niż to”, mówi Misener.

Poza regulacjami prawnymi największym problemem Amazona będzie jednak przekonanie ludzi, którzy boją się dronów z paczkami latających nad ich głowami. „Zdajemy sobie sprawę z tego, że społeczeństwo musi najpierw to zaakceptować”, dodaje Misener.

>>> Polecamy: Amazon idzie śladem Ubera. Rewolucjonizuje branżę dostawami „na żądanie”