"Scenariusz makro dla świata i Polski jest bardziej optymistyczny niż kwartał temu. Dane za pierwsze miesiące roku zaskoczyły in plus. W kwietniu, po komplecie danych za I kw. dokonaliśmy rewizji wzrostu krajowego PKB w górę do 3,9% w tym roku wobec 3,2% wcześniej, który to poziom i tak był powyżej konsensusu. Jesteśmy przekonani, że kolejne lata mogą być lepsze od 2017. Liczymy na trwałe ożywienie gospodarcze w strefie euro i globalnej gospodarce" - powiedział główny ekonomista PKO Banku Polskiego Piotr Bujak podczas śniadania prasowego. 

Dodał, że choć już w tym roku poziom absorpcji środków z UE będzie rósł, to prawdziwy szczyt wykorzystania funduszy nastąpi dopiero w 2018 i 2019 roku. Ten zastrzyk wraz z rosnącą aktywnością inwestycyjną sprawia, że prognozy PKO BP dla tempa wzrostu PKB w 2018 roku sięgają 4,1%. 

Według ekonomistów PKO BP, przełamanie spadkowego trendu inwestycji z 2016 roku będzie kluczową zmianą w strukturze wzrostu PKB w 2017 roku. Polska gospodarka będzie napędzana przez trzy silniki: popyt zewnętrzny, inwestycje oraz konsumpcję. 

Bujak wskazał, że czynnikiem ryzyka wzrostu PKB w tym roku mogą być rosnące problemy związane z niedoborem podaży pracy. PKO BP zakłada dalszy spadek stopy bezrobocia w br. , ale jednocześnie - ze względu na kurczące się zasoby pracy - niższe dynamiki zatrudnienia.

Według prognoz, inflacja CPI w całym 2017 roku będzie utrzymywać się na poziomie ok. 2%, a w grudniu przejściowo spadnie ze względu na efekt wysokiej bazy. Z kolei inflacja bazowa wzrośnie do 1,1% na koniec 2017 r. i będzie nadal wzrastać w przyszłym roku - do ok. 2% w 2018 r. 

Bujak poinformował, że pierwszej podwyżki stóp procentowych ekonomiści PKO BP oczekują dopiero w marcu 2018 roku. 

"Przewidujemy, że w całym bieżącym roku stopy pozostaną na obecnych poziomach, a pierwsza obniżka nastąpi w marcu przyszłego roku. Co do skali tej podwyżki, to myślę, że Rada Polityki Pieniężnej będzie robić to ostrożnie, a wzrost stóp w 2018 i kolejnym roku nie przekroczy 50 pb rocznie" - powiedział Bujak. 

Prognozy PKO BP zakładają, że w perspektywie najbliższych miesięcy rentowności polskich obligacji skarbowych w sektorze 2-letnim będą rosły zbliżając się do 2,2%, w 5-letnim do 3,1%, a 10-letnim do 3,75%. Za takim scenariuszem przemawiają: przyspieszenie PKB - do 4% w całym br., inflacja w pobliżu celu NBP, dalszy wzrost inflacji bazowej, a także presja na odpływ globalnego kapitału z rynków wschodzących w związku z podwyżkami stóp proc. w USA. 

W końcówce roku rentowności polskich obligacji powinny dalej rosnąć osiągając w grudniu 2,3% w sektorze 2-letnim, 3,3% w sektorze 5-letnim oraz 3,9% w 10-letnim. 

"Stopy polskich obligacji będą podchodzić w tym roku do 3,8-3,9%. Pierwszy czynnik związany jest w polityką FED-u - podwyższanie atrakcyjności inwestycji dolarowych będzie działać negatywnie na koszyk walut regionu CEE, co rykoszetem dotknie także złotego. Nie jest nam potrzebny złoty po 4,20 zł, bo eksporterzy już zmagają się z wyższymi kosztami pracy i czują duży niepokój" - powiedział dyrektor biura strategii rynkowych PKO BP Mariusz Adamiak podczas spotkania. 

Dyrektor podkreślił, że nie zakłada wpływu Brexitu na złotego w bieżącym roku, gdyż do połowy 2018 roku nawet nie poznamy kształtu przyszłych relacji handlowych Wielkiej Brytanii z UE. 

"Spodziewamy się umiarkowanego osłabienia złotego do euro. Na koniec czerwca to będzie ok. 4,3, a na koniec roku 4,4" - powiedział Adamiak. 

W jego ocenie, w 2017 i 2018 roku można spodziewać się dobrego wzrostu globalnego PKB.

"Mamy dosyć duże przekonanie, że gospodarki rozwinięte będą rosły w tempie 2%. Dla regionu CEE perspektywy są bardzo dobre, ale trochę gorszy obraz związany jest z rynkami wschodzącymi, w tym Chin, gdzie wzrost PKB był pompowany przez przyrost kredytu oraz rynkami, które są od Chin zależne" - podkreślił Adamiak. 

PKO Bank Polski jest liderem polskiego sektora bankowego. Aktywa razem banku wyniosły 285,57 mld zł mld zł na koniec 2016 r. Akcje banku od listopada 2004 r. notowane są na GPW.

>>> Czytaj też: O tę inwestycję starała się kiedyś Polska. Teraz to Słowacja ma problem z Jaguarem