Wymowną oznaką zbliżających się wyborów w Wielkiej Brytanii w szkockim miasteczku Torres jest leżący na ulicy, stary i zużyty balonik z logo Szkockiej Partii Narodowej (SNP), która dąży do niepodległości regionu względem Londynu.

Konserwatywny kandydat do brytyjskiego parlamentu Douglas Ross wraz z pięcioma aktywistami oraz swoim dalmatyńczykiem chodzą po mieście i starają się przekonać wyborców, aby wyszli poza swoje długoletnie ograniczenia i tym razem oddali głos na przedstawiciela Partii Konserwatywnej. Region ten (Moray) jest od wielu lat miejscem, gdzie zazwyczaj wyrywała konkurentka Partii Konserwatywnej – Szkocka Partia Narodowa, opowiadająca się za oddzieleniem się Szkocji od Wielkiej Brytanii. W głowach Szkotów coś się jednak zmieniło.

„Wygląda na to, że Szkoci już nie wstydzą się głosować na Partię Konserwatywną” – uważa 34-letni Douglas Ross. Polityk przegrywał już w tym regionie, ale tym razem można wyczuć, że wyborcy są już zmęczeni szkockimi nacjonalistami. I choć nie podoba im się decyzja o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE, to nie uważają też, aby niepodległość Szkocji miałaby być rozwiązaniem ich problemów.

“Ludzie chętniej dziś wyrażają swoje poparcie dla Szkocji w Wielkiej Brytanii niż dla Szkocji w Unii Europejskiej” – dodaje Ross.

Wyniki wyborów parlamentarnych w tym wiejskim regionie na północy Szkocji powiedzą znacznie więcej o przyszłości Wielkiej Brytanii, niż wyniki w jakimkolwiek innym miejscu kraju.

Po zamachach w Manchesterze kampania polityczna przed zaplanowanymi na 8 czerwca wyborami, powoli znów się rozkręca. Z sondaży wynika, że wyborcy ocenili pozytywnie apel Theresy May, aby w czasie głosowania dać jeszcze więcej władzy Partii Konserwatywnej, aby ta mogła z silnym mandatem negocjować warunki Brexitu.

W Szkocji jednak przez lata mieliśmy do czynienia z nieco inną dynamiką polityczną. Odrzucanie konserwatywnego dogmatu było tu normą. Dziś główna oś podziału politycznego przebiega wokół sporu pomiędzy niepodległością regionu, a przetrwaniem 310-letniej unii z Anglią i Walią.

Szkocja, która wyraźnie opowiedziała się za pozostaniem w Unii Europejskiej, musi teraz zdecydować, czy chce dalej pozostać ostatnim bastionem oporu wobec Brexitu, czy jednak dołączy do reszty kraju.

Stawka jest wysoka, gdyż poprawa wyników Partii Konserwatywnej w Szkocji osłabi szkocki sprzeciw wobec Brexitu oraz jednocześnie szkockie dążenia do przeprowadzenia referendum niepodległościowego – komentuje Andrew Crines, wykładowca z Liverpool University. „Wiele par oczu będzie skierowanych właśnie na Szkocję” – dodaje.

Region Moray, gdzie górzysty krajobraz łączy się z morzem, a lokalne fabryki produkują słynne szkockie ciasteczka maślane, jest pocztówkową Szkocją w miniaturze. Kiedyś znajdowała się tu starożytna twierdza Picts, a dziś region jest związany głównie z produkcją whisky. Destylarnie na lokalną rzeką Spey produkują ok. połowy szkockiej whisky.

Biedniejsze tereny nadmorskie tego regionu, których mieszkańcy kiedyś zajmowali się rybołówstwem, a dziś wielu z nich jest związanych z bazami wojskowymi Kinloss i Lossiemouth, uchodzą za najbardziej politycznie oporną część Szkocji. To tutaj w ubiegłorocznym referendum ws. Brexitu różnica pomiędzy zwolennikami a przeciwnikami rozwodu kraju z Brukselą wyniosła tylko 122 głosy. Co więcej, to także tutaj w referendum z 2014 roku ws. niepodległości Szkocji odnotowano najmniejszy entuzjazm dla idei separacji od Wielkiej Brytanii.

Tak jak kiedyś dominująca tu Partia Pracy z czasów Tony’ego Blaira i Gordona Browna, tak teraz Partia Konserwatywna dostrzega możliwość zdobycia władzy. Od 1997 roku Konserwatystom w Szkocji udało się zdobyć tylko jeden mandat w brytyjskim parlamencie. Obecnie, gdy Szkoci są podzieleni w ocenie przywódczyni Szkockiej Partii Narodowej, Nicoli Sturgeon, Konserwatyści zobaczyli dla siebie szansę.

Pokonanie Angusa Robertsona, zastępcy Nicoli Sturgeon ze Szkockiej Partii Narodowej (SNP), byłoby największym zwycięstwem Partii Konserwatywnej. Od 2001 roku to właśnie Robertson zwyciężał w regionie Moray. W 2015 roku zdobył o 9000 głosów więcej niż Konserwatysta Douglas Ross.

“Gdyby Nicola Sturgeon nie mówiła ciągle o niepodległości Szkocji, zagłosowałabym na SNP (Szkocką Partię Narodową)” – komentuje Mary Dustan, 75-letnia Szkotka, przyjaciółka matki konserwatywnego kandydata Douglasa Rossa. Mimo wszystko jednak Dustan i tak pewnie zagłosuje na szkockich nacjonalistów, ale nie dlatego, że jest z nich zadowolona. „Zagłosuję na kogokolwiek, kto nie jest z Partii Konserwatywnej. W przeciwnym razie moja matka przewróciłaby się w grobie” – dodaje.

Dla Angusa Robertsona z SNP, 48-letniego weterana politycznej walki o niepodległość, zanim jeszcze szkoccy nacjonaliści pokonali tu Partię Pracy, największym wyzwaniem nadchodzących wyborów będzie skłonienie wyborców, aby w ogóle pojawili się przy urnach. Czerwcowe wybory będą już szóstym głosowaniem w ciągu zaledwie 3 lat. Wyborcy czują się zmęczeni taką częstotliwością głosowań.

Robertson zdaje sobie z tego sprawę, ale jednocześnie podkreśla wagę tych wyborów. Kandydat szkockich nacjonalistów jest niezadowolony z Brexitu. Odmawiając zagłosowania na Partię Konserwatywną pokażemy, że istnieje też inna droga – uważa polityk.

Jeśli Szkocka Partia Narodowa utrzyma swoją przewagę, to Nicola Sturgeon otrzyma silny mandat, aby domagać się kolejnego referendum niepodległościowego. Ale jeśli tylko Partia Konserwatywna zawojuje nieco więcej okręgów wyborczych, to Theresa May będzie mogła zastopować dążenia Edynburga do referendum, twierdząc, że teraz już sami Szkoci zwrócili się przeciw nacjonalistom.

Z sondaży wynika, że w Szkocji Partia Konserwatywna może przejąć 15 mandatów od nacjonalistów.

June Reid w czasie ostatnich wyborów głosowała za SNP oraz za niepodległością Szkocji, ale jednocześnie popiera wyjście Wielkiej Brytanii z UE i tym razem zagłosuje na Partię Konserwatywną. „W Unii Europejskiej już nie możesz rządzić swoim własnym krajem” – komentuje 54-letnia Szkotka. „Jeśli chcesz niepodległości, to chcesz niepodległości, nie można być pomiędzy” – dodaje.

Od lat 80. XX wieku, kiedy w czasie rządów Margaret Thatcher Partia Konserwatywna poniosła klęskę wyborczą w Szkocji, ugrupowanie nigdy się z niej nie podniosło. Ideologia wolnego rynku nigdy nie cieszyła się popularnością w Szkocji, gdzie istniał kiedyś silny przemysł stalowy, stoczniowy i wydobywczy.

„Nie ma wątpliwości, że tym razem walka będzie zacięta” – uważa kandydat Konserwatystów Ross. Dodaje, że jak Thatcher była u władzy, jego jeszcze nie było na świecie. „I nie wybieram się jeszcze do Londynu” – dodaje.

>>> Czytaj też: Rosjanie nie śmieją się tylko z Trumpa. Śmieją się z całej Ameryki