Byłby to kolejny centralnie zamawiany lek po m.in. szczepionkach, preparatach na krzepnięcie, hormonie wzrostu.

Fundusz przekonuje, że nowy system zakupów będzie korzystny dla pacjentów, bo dzięki ogłoszeniu centralnego przetargu uda się wynegocjować niższą cenę leków, co w efekcie pozwoli też objąć leczeniem więcej chorych. – Kolejka to jest główny problem programu – podkreśla Andrzej Jacyna, p.o. prezesa NFZ. Na leczenie czeka aż 10 tys. osób – nawet dwa lata, mimo że fundusz przeznacza na ten program więcej niż na jakikolwiek inny program lekowy. W zeszłym roku było to 438 mln zł.

– Obecnie każdy z kilkunastu ośrodków robi swój przetarg. Przy dużym zamówieniu cena może być o wiele niższa niż teraz – mówi prezes. Według NFZ przetargi miałyby być organizowane na początku co trzy miesiące, a docelowo dwa razy w roku. – Leki wybrane w przetargu centralnym miałyby być dla pacjentów, którzy rozpoczynają terapię. Dla tych, którzy ją rozpoczęli, nie byłoby nic zmieniane – dodaje Jacyna. Jak by to miało wyglądać w praktyce? Szpitale będą zgłaszać swoje zamówienia do Zakładu Zamówień Publicznych przy ministrze zdrowia, następnie przetarg dla wszystkich będzie ogłaszał Szpital Zakaźny w Warszawie. Leki kupowane w taki sposób byłyby tylko dla jednej grupy pacjentów, z genotypem 1B, która stanowi 70 proc. populacji objętej programem.

Zdaniem chorych i lekarzy to nie jest dobry pomysł. Główny problem polega na tym, że obecnie dostępne dla chorych są cztery różnego rodzaju preparaty. – Mając całą paletę leków, można dobrać najlepszy dla pacjenta. Inny lek dostanie chory z niewydolnością wątroby, inny po transplantacji – wyjaśnia dr Ewa Janczewska, która zajmuje się takimi pacjentami. – Zdarzyły się nawet wypadki śmiertelne, kiedy lek został źle dopasowany – dodaje Barbara Pepke z Fundacji „Gwiazda Nadziei”. Wiceprezes NFZ Maciej Miłkowski uspokaja: nie ma takich obaw. Przyznaje, że leki nie są identyczne. – Ale ich skuteczność, co potwierdzają badania, jest taka sama: wszystkie leczą z HCV. Rozumiemy, że chorzy są w różnej sytuacji, dlatego nie chcemy ograniczyć programu do jednego leku – tłumaczy Miłkowski. I dodaje, że lekarz prowadzący leczenie nadal będzie miał możliwość dokonania wyboru najodpowiedniejszej dla pacjenta terapii, w tym wyboru leku spośród katalogu wszystkich dostępnych preparatów stosowanych w leczeniu HCV. – Szpital może go kupić, a fundusz będzie takie leczenie zawsze refundował, jeżeli lekarz udowodni, że zmiany należało dokonać ze względów medycznych – tłumaczy.

Przedstawiciele organizacji pacjentów przypominają, że na ten cel zgodnie ze wstępnymi założeniami miałoby być przeznaczone ok. 5 proc. budżetu zarezerwowanego na cały program. – To jest zdecydowanie za mało, taka rezerwa powinna dotyczyć nawet połowy przypadków – mówi dr Ewa Janczewska.

Lekarze i organizacje pacjentów podkreślają, że ceny już i tak spadły, kiedy w maju wszedł kolejny lek. Nawet o jedną trzecią, a szpitale mogły przyjąć więcej chorych niż jeszcze kilka miesięcy temu. – Mogą być jeszcze niższe – uważa NFZ.

Przedstawiciele firm i pacjentów zwracają jeszcze uwagę na dwa problemy. Po pierwsze, przy dużym przetargu może dojść do komplikacji, bo jest pewne, że przegrana firma będzie się odwoływać. Wówczas może się zdarzyć, że na czas wyjaśniania sprawy zamówienie się spóźni o kilka miesięcy. NFZ uspokaja, że chce zastosować takie narzędzia, żeby wyniki przetargów nie były podważane.

Po drugie, problemem jest to, że część firm może się wycofać z rynku, jeżeli nie będzie miała zbytu – wygrywać będzie jeden koncern. – Wtedy zniknie to, czym pozytywnie wyróżniała się Polska na tle innych państw, że oferowała pacjentom w różnym stadium choroby różnorodne możliwości leczenia. Rynek skurczy się do jednego preparatu – uważa Barbara Pepke z Fundacji „Gwiazda Nadziei”. I dodaje, że ceny w Polsce i tak są bardzo niskie, a dodatkowo w następnych latach wejdą kolejne preparaty – zwiększy się konkurencja i ceny znów spadną.

Zdaniem ekspertów wprowadzenie kolejnego przetargu na poziomie centralnym to realizacja nowej polityki zdrowotnej: centralizacji zakupów.

– W niektórych kwestiach może przynieść korzyści, jednak trzeba to robić ostrożnie, żeby nie wylać dziecka z kąpielą – mówi dyrektor jednego z mazowieckich szpitali. 

>>> Polecamy: Polski ból leczenia. Szpitale pełne cierpienia