Najwyraźniej i prymusowi może pośliznąć się noga. Żaden inny kraj nie był tak bardzo kojarzony z neoliberalizmem w gospodarce jak Chile. Ekonomiści pochodzący ze szkoły chicagowskiej dostali za czasów dyktatury Pinocheta niemal wolną rękę do wprowadzania swoich przemyśleń w życie. Nawet nadejście demokracji w 1990 roku de facto niewiele zmieniło w polityce gospodarczej. Nic jednak nie trwa wiecznie i nawet w Chile można zauważyć powolny demontaż neoliberalnej koncepcji zarządzania gospodarką. Zmiany obejmują politykę fiskalną, a także rynek pracy, co nie pozostaje bez znaczenia dla podmiotów inwestujących w tym kraju.

Odwoływanie się do modelu gospodarki neoliberalnej przyniosło Chile wiele korzyści. Od dłuższego czasu kraj ten ma najstabilniejszą gospodarkę w całej Ameryce Łacińskiej. Niektórzy posuwają się jeszcze dalej i określają Chile mianem Szwajcarii Ameryki Łacińskiej. To ostatnie porównanie (na pewno schlebiające wielu Chilijczykom) jest jednak mało uzasadnione. Mimo niekwestionowanej stabilności politycznej i gospodarczej Chile targane jest ogromnymi nierównościami społecznymi. Współczynnik Giniego (ilustrujący różnice między biednymi a bogatymi) jest jednym z najwyższych nie tylko w regionie, ale także na świecie. Między innymi dlatego będąca już drugi raz u władzy prezydent Bachelet zaproponowała wprowadzenie daleko idących zmian w polityce gospodarczej.

Jednym z głównych elementów, które wpłynęły na stabilizację i obecną reputacje Chile, była inteligentna reakcja podczas pierwszej kadencji Bachelet (2006-2010) na kryzys lat 2008-2009. Stworzono fundusz akumulujący środki na czarną godzinę (Economic and Social Stabilization Fund) i kontynuowano politykę równowagi strukturalnej, która została wprowadzona w 2001 roku, w celu dostosowania wydatków publicznych do cykli ekonomicznych. (Structural Balance Policy).

Działania te wpłynęły na wzrost popularności Bachelet, która pod koniec jej pierwszej kadencji osiągnęła historyczny poziom. Bachelet startowała więc w wyborach prezydenckich w 2013 roku z bardzo wysoką przewagą nad pozostałymi kandydatami. Jej popularność miała ułatwić wprowadzenie radykalnych reform zapowiadanych w drugiej kadencji. Były prezydent Sebastián Piñera (stojący na czele pierwszego rządu prawicowego w dwudziestoletnim okresie demokracji państwa) opuścił bowiem pałac prezydencki, pozostawiając kraj stabilny ekonomicznie, lecz z wysokim poziomem niezadowolenia społecznego i coraz liczniejszymi ruchami obywatelskimi żądającymi wprowadzenia ważnych zmian w systemie.

Jednym z głównych posunięć nowego rządu była reforma podatkowa uchwalona w 2014 roku, a następnie po licznych zmianach stopniowo wprowadzana w życie. Najbardziej znaczącym jej elementem było uchylenie dekretu Decreto 600, który był symbolem otwartości chilijskiego rynku na zagranicznych inwestorów, oferując im łączną efektywną stawkę podatkową ustaloną na stałym poziomie 42 proc. Nowe przepisy również gwarantują stałą stawkę, ale jednak o 2,25 proc. wyższą od poprzedniej. Dodatkowo reforma stworzyła dwa różne systemy, dając firmom możliwość wyboru jednego z nich, jednak podwyższając przy tym wysokość podatku. Te nowe systemy zostały stworzone również po to, aby wyeliminować wprowadzony w latach 80. XX wieku bardzo korzystny dla inwestorów sposób księgowania podatków, czyli tzw. Fondo de Utilidades Tributables (FUT).

Podstawowym argumentem za przeprowadzeniem zmian w dotychczasowej polityce fiskalnej był demontaż systemu ustanowionego za czasów reżimu Pinocheta oraz przeznaczenie wpływów z podwyższonych stawek podatkowych na sfinansowanie bezpłatnej edukacji i innych polityk społecznych zawartych w programie politycznym obecnego rządu. Cel reformy był jasny od samego początku, ale znacznie gorzej przebiegał proces wprowadzania jej w życie. Nawet politycy z rządowej koalicji Nueva Mayoría, na przykład Ignacio Walker, zgodzili się, że reforma została źle przeprowadzona. Jak stwierdził Walker, „generowała ona dużo medialnego hałasu, użyto w niej niewłaściwego języka i zabrakło fachowej wiedzy”.

Niestety reforma podatkowa nie była jedyną, której wprowadzanie w życie wymknęło się władzom spod kontroli. Nie powiodła się także reforma systemu emerytalnego. Mający dobrą opinię na świecie wprowadzony w 1981 roku przez Pinocheta chilijski system emerytalny nigdy nie cieszył się jednak dużą popularnością wśród samych Chilijczyków. Co gorsza, system ten doprowadził do masowych protestów obywateli w całym kraju domagających się reform i rozwiązania prywatnego systemu emerytalnego. Jednym z filarów kampanii Bachelet było stworzenie państwowej spółki emerytalnej (AFP Estatal), która miałaby konkurować z prywatnymi zarządcami funduszy emerytalnych. Opinia publiczna nadal skarży się jednak na niewielkie dochody z emerytury, podczas gdy wiele firm prowadzących prywatne fundusze emerytalne skorzystało z tego rodzaju dochodowej działalności. Obecnie, kilka miesięcy przed wyborami prezydenckimi, projekt ustawy nadal znajduje się w Kongresie.

Jeszcze większe emocje wzbudza reforma systemu szkolnictwa. Już od dłuższego czasu Chilijczycy domagają się bezpłatnej edukacji na uniwersytetach i odejścia od systemu bankowych pożyczek na pokrycie uniwersyteckich opłat. Wprowadzenie takich zmian stało się jedną z głównych obietnic obecnej kadencji prezydent Bachelet oraz zasadniczym argumentem przemawiającym za podniesieniem podatku od osób prawnych. Jednak poza zwiększeniem liczby przyznawanych stypendiów oraz obniżeniu stóp procentowych pożyczek uniwersyteckich większych zmian nie wprowadzono. W ostatnim przemówieniu z 2 czerwca prezydent zapewniła, że nie zamierza zapomnieć o generujących najwięcej kontrowersji kredytach studenckich.

Z punktu widzenia inwestorów międzynarodowych największy lęk może jednak wywoływać reforma rynku pracy. W kwietniu weszła w życie znowelizowane prawo pracy, która miało na celu wzmocnienie związków zawodowych. Obecnie nie wolno już zastępować strajkujących pracowników i rozciągać wynegocjowanych przez związek zawodowy korzyści na pracowników do niego nie należących.

>>> Czytaj też: Chile to wielki kłopot KGHM. Polski czempion jednak zaatakuje nowe zagraniczne rynki

Przeprowadzone reformy mogą mieć wpływ nawet na polskie firmy – przede wszystkim na KGHM mający inwestycje w Chile. W zasadzie każdy duży pracodawca działający w przemyśle wydobywczym może ucierpieć wskutek wprowadzonej reformy oraz w związku z nadchodzącymi negocjacjami zbiorowymi w sektorze górnictwa i ich bezpośrednim wpływem na cenę miedzi. Najlepszą ilustracją powyższych mechanizmów jest to, co wydarzyło się w lutym – 2,5 tys. pracowników zatrzymało produkcję miedzi w największej na świecie kopalni Minera Escondida w Chile, zmniejszając podaż i doprowadzając do podwyżki cen tego surowca.

Można wymieniać jeszcze inne niezbyt fortunne posunięć urzędującej jeszcze prezydent Bachelet, trzeba jednak obiektywnie stwierdzić, że zabrakło jej po prostu szczęścia. Kiedy przejmowała urząd w 2014 roku, chyba nikt nie był w stanie przewidzieć, co się stanie z cenami surowców. Ich załamanie się z pewnością pokrzyżowało plany urzędującej Bachelet. Ocena jej posunięć wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby spadek cen przebiegał w sposób kontrolowany. Niestety tak się nie stało, a co gorsza, zniżki cen wywołały deprecjację waluty krajowej, czego skutkiem był znaczący wzrost inflacji. Wspomniana deprecjacja prawie w ogóle nie wpłynęła natomiast na pobudzenie eksportu. W efekcie została zaprzepaszczona szansa zmniejszenia zależności chilijskiej gospodarki od cen surowców. Sam wzrost inflacji zmusił z kolei Bank Chile do podniesienia stóp procentowych w 2015 roku, co musiało wpłynąć na wyhamowanie wzrostu gospodarczego. Poluzowanie polityki pieniężnej dopiero na początku 2017 roku przyszło chyba zbyt późno, aby odmienić los prezydent Bachelet Do tego wszystkiego doszły jeszcze inne wydarzenie, jak wielkie pożary w styczniu i przede wszystkim skandale korupcyjne, w które zamieszany był syn pani prezydent.

Niezależnie od błędów w reformie Bachelet rząd Chile musi kontynuować reformy. Demontaż skrajnego neoliberalizmu stał się faktem. Guillermo Larrain, którego opracowania naukowe były inspiracją dla refrom Bachelet, sam także brał bezpośredni udział w projekcie programu jej rządu. Chile postawiło na program bazujący na wzroście gospodarczym i główne założenie niestety zawiodło.

W świetle zachodzących procesów społecznych w Chile kierunek obrany przez Bachelet wydaje się jednak nie mieć alternatywy. Rzecz w tym, że zachowanie neoliberalnego modelu gospodarczego oznaczałby brak liczenia się z wolą społeczeństwa chilijskiego. Wiele wskazuje na to, że każdy z kandydatów w zbliżających się wyborach prezydenckich będzie brać pod uwagę wyżej sformułowaną tezę. Zresztą, nie jest jeszcze pewne czy reformy te będą wdrażane.

Autorzy:

María Gabriela Vásquez Moncayo jest koordynatorką Warsaw Latin Convention w Chile.

Magdalena Mirkowska jest koordynatorką Warsaw Latin Convention w Polsce.