Ustawa zobowiązuje administrację prezydenta Donalda Trumpa do przeprowadzenia konsultacji i uzyskania aprobaty Kongresu USA przed ewentualnym zniesieniem bądź złagodzeniem sankcji wobec Rosji.

Pierwotny projekt ustawy został zgłoszony w lutym, po tym jak w amerykańskich mediach pojawiły się doniesienia o kontaktach Michaela Flynna, ówczesnego doradcy prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego, z ambasadorem Rosji Siergiejem Kislakiem.

Ostateczny projekt ustawy przyjęty przez Senat w czwartek zakłada także ukaranie sankcjami Iranu za prace nad produkcją rakiet balistycznych, poparcie dla międzynarodowego terroryzmu, dostawy broni dla wrogich USA reżimów i łamanie praw człowieka.

Ustawa w swoich klauzulach dotyczących Rosji nakłada amerykańskie sankcje na “jakiekolwiek osoby powiązane z wrogimi cyberatakami i inną działalnością w tej dziedzinie, sprzedażą broni dla Syrii, oskarżone o łamanie praw człowieka i korupcję, związane z rosyjskim wywiadem bądź ministerstwem obrony”. Ustawa przewiduje zaostrzenie istniejących sankcji wobec takich sektorów rosyjskiej gospodarki jak górnictwo, hutnictwo, żegluga, koleje i energetyka.

W przypadku przyjęcia ustawy w niezmienionej formie przez Izbę Reprezentantów i podpisania przez prezydenta Trumpa może utrudnić stosunki Stanów Zjednoczonych z europejskimi sojusznikami, ponieważ amerykańskie sankcje mogą objąć np. niemieckie i austriackie firmy współpracujące obecnie z Rosją w tych dziedzinach.

"(...) Stany Zjednoczone muszą przedstawić (prezydentowi Rosji - PAP) Władimirowi Putinowi i każdemu innemu agresorowi, zdecydowane przesłanie, że nie będziemy tolerować ataków na naszą demokrację. Nie ma większego zagrożenia dla naszej wolności niż ataki na naszą możliwość wyboru, bez obcej ingerencji, swobodnego wyboru przywódców" - powiedział podczas debaty nad ustawą senator John McCain, republikański przewodniczący Senackiej Komisji Sił Zbrojnych.

Oprócz nałożenia nowych sankcji na Rosję i Iran ustawa zawiera poprawkę, podkreślającą znaczenie NATO i kluczowego artykułu 5 Traktatu Waszyngtońskiego zawierającego kluczową zasadę wzajemnej obrony Sojuszu - jeden za wszystkich wszyscy za jednego.

Senacka ustawa jest najpoważniejszym do tej pory wyrazem sprzeciwu Kongresu wobec polityki, a raczej braku zdecydowanej polityki Białego Domu wobec Kremla.

Ustawę czeka niepewna przyszłość w Izbie Reprezentantów, w której administracja prezydenta Trumpa ma o wiele większe możliwości wywieraniu wpływu na ustawodawców.

Sekretarz stanu USA Rex Tillerson, występując w środę podczas posiedzenia Komisji Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów, dał do zrozumienia, że zaostrzenie sankcji wobec Rosji może pokrzyżować plany administracji.

Pytany o przyszłość sankcji nałożonych na Rosję, Tillerson powiedział, że nie chce robić niczego, co "zamknęłoby kanały komunikacji z Moskwą". "Pracujemy (z Rosją) przede wszystkim na wybranych kilku obszarach, by sprawdzić, czy istnieją podstawy do odbudowania jakiegoś rodzaju roboczych relacji z rządem Rosji, które byłyby dla nas korzystne" - wyjaśnił Tillerson.

Aby ustawa o zaostrzeniu sankcji wobec Rosji i nałożeniu nowych sankcji na Iran stała się prawem, Izba Reprezentantów musi przegłosować podobny projekt ustawy, a następnie ostatecznie uzgodnioną podczas konferencji ustawodawczej przedstawicieli Izby Reprezentantów i Senatu ustawę musi podpisać prezydent. Prezydent może zawetować każdą ustawę.

Gdyby administracja Trumpa postanowiła sprzeciwić się nowym sankcjom wobec Rosji, byłaby w kłopocie, ponieważ ustawa przyjęta przez Senat w czwartek przewiduje jednocześnie nałożenie nowych sankcji na Iran, czego się domagał Trump. Biały Dom musiałby zatem odrzucić surowsze sankcje wobec Iranu, za którymi się opowiada, aby utrącić sankcje wobec Rosji. Dodatkowo - zdaniem doradców czołowych ustawodawców - w Kongresie istnieje większość wystarczająca do odrzucenia ewentualnego prezydenckiego weta.

>>> Czytaj też: Putin przemówił do obywateli. "Sankcje nie odbiły się znacząco na gospodarce"