Nie musimy lubić sposobu, w jaki technologia zmienia świat. Biorąc pod uwagę fakt, że zmiany zachodzą prawie w każdym obszarze życia, to zrozumiałe jest, że może pojawić się pewien opór. Rosnący odsetek osób, które używają gotówki zamiast kart płatniczych, może podchodzić pod tę kategorię.

Ekonomiści rzadko przyznają, że nie rozumieją czegoś, co jest związane z ich obszarem badawczym. A jednak zrobił tak Daniel Gros, dyrektor brukselskiego think tanku Center for European Policy Studies w ekspertyzie dla Parlamentu Europejskiego. Gros bowiem nazwał rosnący udział gotówki w PKB „tajemnicą”. Bo czy w końcu gotówka nie powinna stopniowo znikać w obliczu nowych możliwości płatniczych, takich jak karty kredytowe, karty płatnicze czy aplikacje bankowe? Wygląda na to, że nie, z wyjątkiem Szwecji i Danii, gdzie podjęto odgórne działania mające na celu przekształcenie tych krajów w społeczeństwa bezgotówkowe. Daniel Gros zaprezentował następujący wykres, gdzie widać wzrost udziału gotówki:

Można to próbować wyjaśniać na kilka sposobów. Odkąd liczba transakcji w gotówce już nie rosła, to wzrosła liczba transakcji bezgotówkowych – ich globalna wartość zwiększyła się z 60 mld dol. w 2010 roku do 617 mld dol. w roku ubiegłym. Można założyć, że banknoty mogą być postrzegane jako medium do oszczędzania w erze rekordowo niskich stóp procentowych. Ale – według Daniela Grosa – nie ma korelacji pomiędzy wysokością stóp procentowych a udziałem gotówki w PKB. Gros wskazuje, że w strefie euro można zaobserwować zmniejszający się udział banknotów o nominale 500 euro oraz szybko zwiększający się udział tych o nominalne 50 euro. To zbyt mały nominał, aby trzymać w nim duże oszczędności. Poza tym trzymanie dużych oszczędności w gotówce jest niebezpieczne, niewygodne i może być przedmiotem zainteresowania służb, gdy ktoś zechce te pieniądze wydać. Nie mówiąc już o takich ruchach, jak nieudolna denominacja pieniędzy jak miało to miejsce w Indiach.

Co więcej, większa ilość gotówki mogłaby się wiązać ze wzrostem szarej strefy. Ale przecież gospodarka nieformalna zmniejsza się wszędzie na świecie, a udział gotówki w PKB wzrósł najbardziej w Japonii, gdzie szara strefa jest bardzo niewielka i wynosi ok. 10 proc. PKB.

Można także argumentować, że duża część dolarów czy euro jest używana poza obszarami, gdzie waluty te obowiązują oficjalnie. Ale jak wobec tego wyjaśnić wzrost udziału gotówki w obiegu na Węgrzech lub w Czechach? Przecież nikt nie używa forinta czy czeskiej korony poza tymi krajami.

Wiele razy twierdziłem, że jeśli rządy chcą wyeliminować gotówkę – a teoretycznie wszystkie chcą, jeśli miałoby to skutkować zmniejszeniem szarej strefy i skomplikowaniem życia terrorystom – to powinny promować rozpowszechnianie kryptowalut, takich jak Bitcoin. Waluty te są wystarczająco anonimowe, ale mimo wszystko ich przepływ jest łatwiejszy do śledzenia niż przepływ gotówki. Pozwoliłoby to na zachowanie odpowiedniej równowagi – z jednej strony możliwy byłby handel przy zachowaniu prywatności, a z drugiej strony działalność kryminalna byłaby bardziej ryzykowna i trudniejsza. Z tego założenia wychodziło wielu początkowych innowatorów, którzy stosowali tę technologię. Ale wielu osobom nie podoba się to podejście, a i moje stanowisko z biegiem czasu ulega zmianie.

Dlaczego? Bo brakuje mi starszej i cięższej, ale bardziej trwałej technologii sprzed 20, 30 lat. Najlepszym samochodem, jaki kiedykolwiek miałem, był Land Rover Defender, w którym było bardzo mało elektroniki. Trzy lata temu moja rodzina pozbyła się wszystkich książek, które wypełniały nasze mieszkanie i przerzuciła się na e-booki. Teraz moja starsza córka wyraźnie woli papierowe książki, a ja odczuwam szczególną przyjemność, gdy je jej czytam.

Łatwiej jest korzystać z takich serwisów, jak Apple Pay czy używać plastikowej karty płatniczej niż tradycyjnych pieniędzy. Ale jest coś magicznego w starej namacalnej gotówce. Ma to coś wspólnego z rytuałem liczenia rachunków lub umieszczania pieniędzy w portfelu. To także określona reakcja fizyczna. Na podstawie badań z 2012 roku okazało się, że ludzie ślinią się na widok gotówki, ponieważ jesteśmy uwarunkowani, aby odczuwać jej atrakcyjność. Używanie gotówki wzmaga także emocje przy zakupie. Pamiętam, jak zwlekałem z zakupem tradycyjnego obrazka w sklepie w Katmandu. Jego cena wydawała się zbyt wysoka, więc sprzedawca skłonił mnie, aby zapłacił kartą. „Łatwe pieniądze, plastikowe pieniądze” – powiedział. Obrazek stoi dziś na moim biurku i za każdym razem gdy na niego patrzę, przypomina mi się ta historia.

W Niemczech, gdzie mieszkam, większość transakcji wciąż wykonywana jest przy użyciu gotówki. „Nikt nie powienien zapominać, że zaufanie do waluty rozpoczyna się w gotówce” – mówił w tym roku członek rady niemieckiego banku centralnego Carl-Ludwig Thiele. Miał na myśli przedcyfrowy, materialny charakter gotówki. Banknoty euro są widzialnym symbolem zjednoczonej Europy, co także może mieć wymiar emocjonalny.

Nie mam dowodów na to, że ludzie cenią sobie gotówkę ze względu na przywiązanie do odchodzącego świata fizycznego, do tej starodawnej pewności, która nie wymaga naładowanej baterii czy dostępu do Internetu. Ale jednocześnie inne racjonalne wyjaśnienia dla popularności gotówki zostały odrzucone. To intrygujące, że ludzka natura może buntować się przeciwko rewolucji technologicznej w ten cichy, ale fundamentalny przecież sposób. Być może im bardziej technologia będzie się stawać inwazyjna i agresywna, tym większa będzie skala tego rodzaju buntu.

>>> Czytaj też: Koniec gotówki jest nieuchronny? Dania zamyka ostatnią mennicę