W książce „Koniec hegemonii Ameryki” (2008) amerykański dziennikarz i intelektualista Fareed Zakaria pisze, że najprościej zrozumieć krajobraz polityczny świata przełomu XX i XXI w. przez pryzmat głośnego konfliktu o Pietruszkę. W 2002 r. na maleńkiej i niezamieszkanej wyspie w okolicach Gibraltaru zwanej Perejil, czyli właśnie Pietruszka, pojawiło się 12 żołnierzy marokańskich, którzy wbili tam swoją narodową flagę. Nie spodobało się to Hiszpanom uważającym, że wysepka należy do nich. Momentalnie wysłali 75 żołnierzy, którzy posłali Marokańczyków do domu, i wbili w ziemię aż dwie hiszpańskie flagi. Maroko uznało to za akt agresji; młodzież na ulicach Rabatu krzyczała, że za pokrytą pietruszką wyspę będą przelewać krew, podczas gdy wokół wysepki pojawiły się helikoptery i okręty hiszpańskie.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Konflikt dotyczący skrawka lądu, na którym pasą się kozy, był może niespodziewany i absurdalny, ale domagał się rozwiązania. Naturalnym mediatorem były ONZ, Unia Europejska czy choćby Francja, która miała z oboma krajami przyjazne stosunki, ale to USA musiały zakończyć spór. Zakaria cytuje Colina Powella, ówczesnego sekretarza stanu, który z rozbawieniem wspominał: „Myślałem sobie: co ja mam z tym wspólnego? Dlaczego Stany Zjednoczone są nagle w samym środku tej kabały? (...) Postanowiłem szybko doprowadzić do kompromisu (...) W basenie Morza Śródziemnego był już późny wieczór, a moje wnuki miały zaraz wpaść do nas popływać”. Powell wysłał kilka faksów i mediacje się skończyły, zanim jego wnuki zdążyły porządnie naciągnąć na głowy czepki.

Tato przyjeżdża

Historia Pietruszki, choć marginalna, trafnie podsumowuje ówczesną pozycję Ameryki w świecie: była ona niczym sprawiedliwy i charyzmatyczny ojciec, który spogląda z wysokości na kłótnie niesfornych dzieci i potrafi skutecznie posłać je do łóżka, nie przerywając przy tym codziennych zajęć. Jeśli byli tacy, którym ten obraz wydawał się z gruntu fałszywy, a ojcowski image Ameryki jedynie maską nałożoną na chciwy imperializm, to na pewno nie byli to Polacy. My całą swoją tożsamość jako najpierw pretendującego do wolności, a potem wolnego gracza na arenie międzynarodowej oparliśmy właśnie na posiadaniu amerykańskiego taty.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP