W zeszytach kursowych behapowców upublicznionych przez Centralny Instytut Ochrony Pracy (CIOP), aż roi się od „michałków”. Trucizna, jak zapisał to pilny kursant, to „substancja działająca na organizm człowieka w sposób bardziej lub mniej śmiertelny”, hałas bywa „szumem znacznie przeszkadzającym przy nauce lub pracy”, a wypadek – „zatrzymaniem działalności”. A „najcięższy przypadek wypadku” to śmierć.

Takie budzące śmiech wpadki zdarzają się najlepszym. Mgr inż. Magdalena Węgrzyn, kierownik studiów podyplomowych Bezpieczeństwo i Higiena Pracy w Szkole Głównej Służby Pożarniczej, podsumowuje poprzednie roczniki. – Sama skończyłam te studia podczas szóstej edycji, więc mogę powiedzieć, że zgłaszają się osoby z różnych branż. Na moim roku byli pracownicy szkół wysłani przez dyrektora w celu zdobycia kwalifikacji i przejęcia obowiązków inspektora bhp w szkole czy osoby, które pracowały w rodzinnych firmach zajmujących się bhp. Studiował rektor prywatnej uczelni, któremu potrzebne były takie kwalifikacje. Byli strażacy, policjanci i pracownicy BOR, również osoby, które czasowo nie pracowały, np. kobiety na urlopie wychowawczym, które chciały podnieść kwalifikacje – opowiada.

Ale chociaż liczba chętnych na podyplomowe studia z bezpieczeństwa i higieny pracy z roku na rok wzrasta, to pomimo apeli i akcji społecznych wiedza na temat bhp wciąż marnie przekłada się na codzienną pracę.

Zacznijmy od apteczki firmowej.

>>> Czytaj też: Urlopy rodzicielskie: Komu i w jakim wymiarze przysługuje urlop ojcowski

Ibuprofen znika jako pierwszy

Zdaniem szkoleniowców bhp w większości firm zatrudniających nie więcej niż kilkanaście osób apteczka jest pusta. A w najlepszym razie zawiera przeterminowaną wodę utlenioną lub puste opakowanie po plastrach. W niektórych firmach łaskawy szef lub litościwa sekretarka dorzucą do szafki tabletki przeciwbólowe oraz wapno musujące. To ostatnie na wypadek, gdyby któryś z pracowników lub gości zaczął się nagle dusić. Znane są też przypadki trzymania w apteczkach „małpek” lub podpasek. Od biedy i one mogą uchodzić za środki odkażające i opatrunkowe. – Kto by się tym przejmował. Łykamy, co się trafi, w desperacji niektórzy żebrzą u dziewczyn o nospę, a ibuprofen znika z szafki jako pierwszy – mówi Łukasz, grafik w jednej ze stołecznych agencji reklamowych.

Paradoksalnie trzymanie w apteczek tabletek przeciwbólowych czy podpasek jest zgodne z prawem (z ustawą z 8 września 2006 r. o Państwowym Ratownictwie Medycznym), jednak w zależności od organu kontroli może to zostać zakwestionowane. Zwłaszcza jeśli w apteczce znajdują się środki zawierające ibuprofen, które często są przyczyną uczuleń. Co do innych leków i preparatów, jakie powinny się w niej znaleźć, wymogów nie ma. Kodeks pracy stanowi bowiem jedynie, że: „Pracodawca jest zobowiązany zapewnić środki niezbędne do udzielania pierwszej pomocy w nagłych wypadkach, zwalczania pożarów i ewakuacji pracowników oraz wyznaczyć pracowników do udzielania pierwszej pomocy”.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP