Nawet zaborcy nie podzielili nas tak skutecznie, jak zrobiliśmy to sami. Własnymi rękami wykopaliśmy rowy, nikt z zewnątrz nie musiał dawać nam łopat, nikt nie musiał doglądać. Taki prezent zrobiliśmy sobie na 100-lecie odzyskania niepodległości.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Oczywiście, pamiętam, rocznica dopiero za rok, ale ten upłynie nam na dalszym kopaniu. Rowy będą głębsze i szersze, wić się będą zakolami przez cały kraj, bo to by było zbyt proste, byśmy kopali wzdłuż, od Gdańska do Zakopanego. Nie przyjedzie żaden walec i nie wyrówna, nie zjawi się rycerz na białym koniu z armią koparek za plecami, bo dziś czasy rycerskie nie są. Już nie udajemy, że nienawiść to domena tylko tego drugiego obozu, dziś przyznawać się do nienawiści jest w modzie. Nie czas na skrupuły, gdy naród w potrzebie. Ten nasz, oczywiście. Jeszcze trochę poudajemy, wszak zdeprawować świętość to jednak czyn niezwyczajny, ale w końcu odkryjemy karty i przyznamy: nic nas nie łączy. Nie ma niczego, co nawet na najbardziej elementarnym poziomie łączyłoby Polskę liberalno-europejską z Polską konserwatywno-narodową. Wolność, niepodległość, suwerenność, demokracja, sprawiedliwość – w każdym miejscu się różnimy, każdy z tych terminów rozumiemy inaczej. Nawet samą polskość.

Nie wierzycie? A potraficie wskazać choć jedną wartość, którą wszyscy uznamy? Cel, co do którego zgodzimy się, że jest najistotniejszy? Ideał? Autorytet? Niby niepodległość? To proszę, ustawmy obok siebie zwolennika dobrej zmiany i jej przeciwnika i poprośmy, by ustalili, co ten termin oznacza. Już po chwili rzucą się sobie do gardeł. Kulturowo, światopoglądowo, politycznie i mentalnie wielkomiejskiemu Łukaszowi z korporacji bliżej do Hansa z Berlina niż wujka Stefana z Przysuchy. Ten ostatni więcej ma zrozumienia dla żulerki spod sklepu niż obyczajowych fanaberii bratanka ze stolicy.

I to jest nasze cywilizacyjne wyzwanie – rozwiązać ten konflikt, nie żadna tam elektromobilność. Nawet nie Trybunał Konstytucyjny. Bez trybunału można żyć, wszak Holendrzy podobno żyją, samochodów na prąd też nie musimy produkować, możemy kupić. Ale dwa nienawidzące się narody nie mogą mieszkać na jednej ziemi. To się zawsze kończy tak samo. Trupami.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP