Pod koniec czerwca ukraiński rząd na wniosek banku centralnego podjął decyzję o dokapitalizowaniu PrivatBanku na kwotę 38,5 mld hrywien, czyli ok. 1,5 mld dolarów. To reakcja na raport firmy audytorskiej Ernst&Young, z którego wynika, że stan banku jest gorszy niż pierwotnie przypuszczano. 3 lipca ministerstwo finansów poinformowało zaś o opóźnieniach w procesie restrukturyzacji długów banku, która zgodnie z obietnicami danymi MFW miała się zakończyć w I półroczu tego roku.

Studnia bez dna

Jak oceniają audytorzy, dziś brakuje jeszcze od 38 mld do 50 mld hrywien, czyli ok. 2 mld dolarów.

„Audytorzy oceniają, że bank był w gorszym stanie niż myślano w momencie przejścia banku we własność państwa, i zmuszony jest do stworzenia dodatkowych rezerw na pokrycie strat z tytułu operacji kredytowych. Państwo jako właściciel jest w tej sytuacji zmuszone wesprzeć bank dodatkowym kapitałem, żeby zapewnić jego dalszą normalną pracę i rozwój” – tłumaczył rząd w oficjalnym komunikacie.

Proces dokapitalizowania ma odbywać się w dwóch etapach. W pierwszym w zamian za akcje banku rząd przekaże mu obligacje o wartości nominalnej 22,5 mld hrywien wyemitowane specjalnie na tę okazję. Przedstawiciele rządu przekonują, że dzięki temu akcja nie wpłynie na stan rynku walutowego ani nie napędzi inflacji.

W momencie przejmowania kontroli nad firmą w grudniu zeszłego roku rząd szacował wydatki związane z nacjonalizacją na 150 mld hrywien. Na pokrycie tych kosztów władze zdecydowały się wypuścić 30-letnie obligacje. Papiery te miał wykupić ukraiński bank centralny za pieniądze pochodzące z rezerwy walutowej, czyli faktycznie z kredytu udzielonego Ukrainie przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Do tej pory rząd wyemitował obligacje o nominalnej wartości 117 mld, z których sprzedano na razie jedynie jedną czwartą, uzyskane pieniądze niemal w całości przeznaczając na spłatę kredytu refinansowego udzielonego PrivatBankowi przez bank centralny. Pieniądze przelano więc z jednej publicznej kieszeni do drugiej. Pozostałe 80 mld hrywien w obligacjach ma pójść na zwiększenie rezerw obowiązkowych banku do poziomu wymaganego przez ukraińskie prawo bankowe.

Jak szacuje tygodnik Dzerkało Tyżnia za nacjonalizację PrivatBanku każdy ukraiński obywatel zapłacił już 3650 hrywien, czyli po ok. 140 dolarów. A potrzeby finansowe przejętego banku wciąż rosną.

Do już wydanych pieniędzy trzeba jeszcze bowiem doliczyć wydatki państwa na obsługę obligacji – ok. 12,5 mld hrywien w skali roku. Jedna trzecia tej kwoty przypada na obligacje indeksowane, których oprocentowanie zmienia się wraz z dewaluacją hrywny, więc w razie dalszego jej osłabienia koszty obsługi długu wzrosną.

Pozwy się sypią

Kilka tygodni temu do kijowskiego sądu trafił pozew, który może zachwiać nacjonalizacją. Były właściciel PrivatBanku oligarcha Ihor Kołomojski domaga się rozwiązania umowy poręczenia jakiego udzielił on w momencie nacjonalizacji PrivatBanku bankowi centralnemu. Zobowiązywał się w niej do pokrycia zadłużenia nacjonalizowanego banku.

To kolejna z serii spraw wytoczonych przez byłych udziałowców PrivatBanku, walczących o odzyskanie kontroli nad firmą. W maju okręgowy sąd administracyjny w Kijowie na ich wniosek już uznał częściowo nacjonalizację PrivatBanku za nielegalną.

Pozew przeciwko bankowi centralnemu, Funduszowi Gwarantowania Wkładów Osób Fizycznych (FGWFL), ministerstwa finansów, i zarządcom banku skierowali Ihor Kołomojski i Ihor Surkis domagając się, jak informują media w Kijowie, uznania za nielegalne szeregu decyzji, jakie poprzedzały wykup przez państwo akcji PrivatBanku a w szczególności uznania za nieważną umowę kupna-sprzedaży akcji banku zawartą przez FGWFL z ministerstwem finansów w części jaka dotyczy interesów Surkisa i Kołomojskiego. Sąd przychylił się wówczas do ich wniosku. 

Na dokładkę w wywiadzie udzielonym portalowi Finbalance wiceszefowa banku centralnego NBU Katierina Rożkowa ujawniła, że byli właściciele PrivatBanku skierowali do sądu kolejny pozew, w którym domagają się w ogóle uznania decyzji banku centralnego o zaliczeniu ich firmy do kategorii niewypłacalnych banków i późniejszej nacjonalizacji za niezgodne z prawem. Sam fakt przejęcia banku przez państwo uważają oni za „rejd”, czyli nielegalne wrogie przejęcie.

„W ustawie o systemie gwarantowania wkładów, w której przewidziano nacjonalizację, jest taki moment: były właściciel akcji banku nie ma prawa wymagać od inwestora (czyli w naszym przypadku państwa) rekompensaty strat poniesionych w razie nabycia przez nowego inwestora akcji banku, z powodu nieskuteczności, skasowania, albo uznania za nielegalne jakichkolwiek decyzji, działań prawnych albo innych czynności podjętych w procesie uznawania banku za niewypłacalny” – przekonywała Rożkowa, pośrednio przyznając, że w sprawie PrivatBanku bank centralny mógł naruszyć prawo i podstaw do uznawania go za niewypłacalny w rzeczywistości nie było.

Bank traci kapitały także innymi kanałami. Hryhorij i Ihor Surkisowie, zamożni klienci znacjonalizowanego banku, zaskarżyli do sądu fakt niewypłacenia odsetek ze złożonych w nim depozytów. Stroną pozwaną były ministerstwo finansów i bank centralny NBU. W lutym sąd w Kijowie przychylił się do wniosku Surkisów nakazując wypłacenie im wraz z odsetkami depozytów z PrivatBanku. W sumie to 200 mln dolarów, czyli ok. 5 mld hrywien. Informuje ukraiński serwis biznesowy Finbalance napisał, że NBU, ministerstwo i PrivatBank wyrok sądu ignorują. Prędzej czy później te pieniądze trzeba będzie jednak znaleźć.

Szef rezygnuje, koncepcji brak

Kilka dni temu ministerstwo finansów przyznało, że na razie nie ma koncepcji prowadzenia znacjonalizowanego PrivatBanku. Na oficjalnej stronie internetowej resort opublikował komunikat zapowiadający wyłonienie doradcy, który zajmie się opracowaniem koncepcji rozwoju banku. „Jednym z priorytetowych kierunków pracy ministerstwa finansów jest reformowanie państwowego sektora bankowego. Właśnie dlatego ministerstwo popiera inicjatywę rady nadzorczej PrivatBanku, która podjęła decyzję o konieczności włączenia firmy uznanej na rynku międzynarodowym do opracowania strategii biznesowej banku” – uzasadniał resort finansów.

Chętnym wyznaczono trzydniowy – tak, tak, trzydniowy – termin na zgłoszanie się do konkursu, który ma wyłonić doradcę.

Dymisję ze stanowiska szefa PrivatBanku złożył mianowany na to stanowisko w czasie przejmowania banku przez rząd były minister finansów Ołeksandr Szłapak.

„Prezes zarządu PrivatBanku Ołeksandr Szłapak wypełnił w pełnej mierze postawione przed nim zadania dotyczące stabilizacji sytuacji w banku i przeprowadzenia audytu stanu finansowego PrivatBanku i w najbliższym czasie planuje zakończyć antykryzysową kadencję na stanowisku. Prezes zarządu kontynuuje kierowanie bankiem, jednocześnie odpowiednie oświadczenie szefa banku zostało przekazane radzie nadzorczej banku i może być rozpatrzone na następnym posiedzeniu rady nadzorczej banku w końcu lipca” – to informacja z oficjalnego komunikatu ze strony PrivatBanku.

Z aktywami sięgającymi 272 mld hrywien (stan na 1 października 2016 r.) znacjonalizowany w grudniu PrivatBank jest największym bankiem Ukrainy. Do momentu nacjonalizacji jego głównymi akcjonariuszami byli Ihor Kołomojski, do którego należało 41,66 proc. akcji i Giennadij Boholiubow, kontrolujący 33,25 proc. papierów banku. Obecnie 100 proc. akcji kontroluje ministerstwo finansów.

Klientami PrivatBanku było 19,9 mln osób fizycznych i setki tysięcy firm. Na bank przypada 58,9 proc. ogółu ukraińskich depozytów, ma też znaczący udział w rynku kredytów konsumpcyjnych. Prowadzi działalność w blisko 4 tysiącach oddziałów, obsługuje także większość rynku transakcji bezgotówkowych – wg danych ze strony banku jego terminale płatnicze są dziś w większości ukraińskich sklepów a jego kartami płatniczymi posługuje się 16,4 mln Ukraińców.

Autor: Michał Kozak