Siłą G20 jest fakt, że państwa grupy reprezentują w sumie dwie trzecie mieszkańców globu, a ich gospodarki stanowią 80 proc. światowego PKB. Na tym tle ustalenia z Hamburga są oczywiście skromne, ale ich ocena wypada lepiej, jeśli je skonfrontować z obecną sytuacją międzynarodową. Sukcesem jest już sama preambuła deklaracji końcowej: „Razem możemy osiągnąć więcej niż działając osobno”. Na to sformułowanie zgodził się także prezydent Donald Trump, mimo że oznacza ono inne podejście do rozwiązywania globalnych problemów niż jego motto „America First”.

Uczestnicy uzgodnili, że ich „najwyższym priorytetem pozostaje silny, trwały, zbalansowany i inkluzywny rozwój gospodarczy”. Światowi przywódcy opowiedzieli się również za wolnym handlem, otwartym dostępem do rynków oraz „kontynuowaniem walki z protekcjonizmem, w tym z nieuczciwymi praktykami handlowymi”. Podkreślono, że bilateralne umowy handlowe muszą być zgodne z zasadami Światowej Organizacji Handlu (WTO). Pod wpływem strony amerykańskiej uzupełniono te deklaracje o zapis, że „w tym kontekście uznaje się rolę zgodnych z prawem instrumentów ochronnych”.

Te kompromisowe sformułowania ważne są szczególnie teraz, kiedy narastają międzynarodowe konflikty handlowe. Daje się to zauważyć już nie tylko w retoryce światowych przywódców, ale również analizując decyzje, które podejmują. Wskazują na to m.in. Simon Evenett i Johannes Fritz, ekonomiści z uniwersytetu St. Gallen w Szwajcarii.

Porównali oni konkretne działania administracji Donalda Trumpa dotyczące wymiany handlowej USA z innymi krajami z decyzjami w tej dziedzinie, które zapadały za czasów prezydentury Baracka Obamy. Mimo że upłynęło dopiero pół roku urzędowania obecnego prezydenta to amerykańskie władze podjęły już 189 różnego rodzaju tzw. interwencji, które w negatywny sposób wpływają na interesy handlowe pozostałych krajów z grupy G20. To oznacza znaczny wzrost aktywności Waszyngtonu w tym obszarze, ponieważ według wyliczeń szwajcarskich ekspertów w czasie drugiej kadencji Obamy takich działań podejmowano tylko 93 rocznie. Jak wskazują Evenett i Fritz USA liczba protekcjonistycznych posunięć USA najbardziej wzrosła wobec Włoch, Niemiec i Japonii, podczas gdy w największym stopniu spadła w stosunku do Rosji.

W Hamburgu udało się załagodzić, względnie odroczyć narastający spór o stal, który mógłby się przerodzić w globalną wojnę handlową. Amerykanie zarzucają chińskim i europejskim producentom dumpingowe ceny i grożą wprowadzeniem karnych ceł, co spowodowałby z pewnością kontrakcje ze strony Chin i UE. Według ustaleń szczytu państwa grupy G20 będą ze sobą współpracować, by zmniejszyć nadwyżki zdolności produkcyjnych. W deklaracji końcowej znalazł się nawet apel o wstrzymanie rządowych subwencji dla producentów, które naruszają zasady uczciwej konkurencji. Adresowany jest on przede wszystkim do Chin, chociaż nazwa tego kraju w tym kontekście nie pada. Zapisano też konkretny plan działań w tej sprawie na najbliższe miesiące – jeszcze w sierpniu ma nastąpić intensywna wymiana informacji, a jesienią mają zostać przedstawione konkretne rozwiązania prowadzące do zmniejszenia nadwyżek produkcyjnych w przemyśle stalowym. Jeśli te ustalenia doprowadzą do trwałego kompromisu w tej dziedzinie, to za kilka miesięcy trzeba będzie poprawić ocenę szczytu w Hamburgu.

Szansy na konsensus nie było natomiast w sprawach klimatu i energii. Co prawda przypomniano, że kraje G20 nadal „będą działać na rzecz powstania otwartych, elastycznych i przejrzystych rynków produktów i technologii energetycznych”. Jest to jednak tylko miękka deklaracja. Znacznie ważniejszy jest w tym kontekście długi passus o wycofaniu się USA z paryskiego porozumienia klimatycznego. Skomplikowana procedura prawna tego układu przewiduje, że de iure Stany Zjednoczone przestaną być stroną porozumienia dopiero w listopadzie 2020 r., kiedy kończyć się będzie pierwsza kadencja prezydenta Donalda Trumpa. Mimo to Amerykanie już teraz zapowiedzieli, że nie będą realizować zobowiązań podjętych w grudniu 2015 r. w Paryżu.

Ich nowe „zdecydowane podejście” – jak zapisano w deklaracji końcowej – „łączy redukcję emisji, a przy tym wspiera rozwój gospodarczy i poprawia bezpieczeństwo energetyczne”. Zapowiedzią międzynarodowej ekspansji energetycznej USA jest oświadczenie, że „Stany Zjednoczone będą dążyć do ścisłej współpracy z innymi krajami i przy tym je wspierać w dostępie i wykorzystywaniu kopalnych nośników energii i ich stosowaniu w sposób bardziej czysty i efektywny”. Równocześnie jednak inne państwa zapewniły, że ich zobowiązania klimatyczne z ubiegłego roku są „nieodwracalne” i mają je jak najszybciej realizować.

Nie jest jednak tak, że w tej sprawie szczyt G20 przekształcił się w G19+1 i Stany Zjednoczone były całkowicie osamotnione. W pewnym momencie ustalenia z Paryża podważył także Recep Erdogan, prezydent Turcji. Chciał w ten sposób wymusić na Angeli Merkel finansowe ustępstwa. W kontekście polityki klimatyczno-energetycznej Turcja nie chce być traktowana jako państwo uprzemysłowione, tylko jako kraj rozwijający się. W przeciwnym razie Turcy musieliby wspierać biedniejsze kraje, a tymczasem sami wolą korzystać z pomocy finansowej innych.

Takie właśnie rozwiązania miał obiecać podczas wcześniejszych negocjacji prezydent Francji Francois Hollande i z tą niezrealizowaną dotąd obietnicą Erdogan zwrócił się do Merkel. Ostatecznie prezydent Turcji zgodził się na zapisy szczytu, ale na końcowej konferencji prasowej ponownie zgłosił zastrzeżenia dotyczące polityki klimatycznej i energetycznej oraz przypomniał o swoich finansowych postulatach. Jak dotąd parlament turecki nie ratyfikował paryskiego porozumienia klimatycznego.

Wpływ niemieckich gospodarzy na ustalenia przywódców grupy G20 widoczny jest w zapisach o konieczności utrzymania „stabilnego i odpornego systemu finansowego”. Służyć temu mają polityka monetarna i fiskalna. Ta ostatnia „powinna być elastyczna i wspierać rozwój gospodarczy, ale równocześnie stan zadłużenia w stosunku do PKB powinien pozostawać na stabilnej ścieżce”.

Według części obserwatorów największym przegranym szczytu w Hamburgu jest Afryka. Jej przedstawicielami były tam RPA, która jest stałym uczestnikiem szczytów G20, oraz dodatkowo zaproszone przez niemieckie władze Senegal i Gwinea. Ponieważ w Hamburgu najważniejsze były kwestie dotyczące handlu oraz energii i klimatu, afrykańskie problemy tym razem zeszły na margines. Omówiono je miesiąc wcześniej podczas konferencji w Berlinie, która miała znacznie niższą rangę.

W czasie obecnego niemieckiego przewodnictwa w grupie G20 powoli dochodzi jednak do zmiany strategii najbogatszych państw wobec Trzeciego Świata. Dzieje się tak, ponieważ „klasyczna pomoc rozwojowa nie posunęła Afryki naprzód”, jak powiedziała Angela Merkel. Rządowi w Berlinie zależało na wprowadzeniu zasadniczych korekt w tej dziedzinie i wygląda na to, że się to powiodło.

Zgodnie z zasadami nowego Partnerstwa z Afryką (Africa Partnership) zwiększyć ma się udział inwestorów prywatnych, którzy poprzez różnego rodzaju zachęty mieliby w większym stopniu niż do tej pory angażować się na tym kontynencie.

Służyć mają temu tzw. zindywidualizowane ramy inwestycyjne (tzw. Compacts with Africa), które każdy z zainteresowanych krajów ustalałby z Bankiem Światowym, MFW i państwami partnerskimi z grupy G20. W ten sposób kapitał zagraniczny miałby być kierowany w te dziedziny i regiony, gdzie z punktu widzenia wzrostu gospodarczego i tworzenia miejsc pracy byłoby to najbardziej pożądane. Równocześnie władze państw afrykańskich uczestniczących w programie zobowiązywałby się do skutecznego i przejrzystego wykorzystania pomocy, a udział międzynarodowych instytucji finansowych zwiększałby bezpieczeństwo inwestycji.

Tego rodzaju wsparcie rozwojowe trafiałoby przede wszystkim do krajów, które zobowiążą się do ograniczenia migracji do Europy. To oznacza, że pomoc kierowana będzie nie do najbiedniejszych państw, lecz głównie do krajów Afryki północnej i środkowej. Pierwszymi członkami programu Compacts with Africa są Maroko, Tunezja, Etiopia oraz Senegal, Ghana, Wybrzeże Kości Słoniowej i Rwanda.

Być może największym konkretem ostatniego szczytu G20 jest wsparcie przedsiębiorczości kobiet. Chodzi tu nie tylko o ideowe zapisy w dokumencie końcowym, ale również o specjalny fundusz, który ma wspierać działalność biznesową kobiet w krajach rozwijających się. W Hamburgu zebrano na ten cel ponad 300 mln dolarów, a szef Banku Światowego Jim Yong Kim liczy, że łącznie uda się zgromadzić nawet miliard dolarów.

Pieniądze mają zostać przeznaczone na mikrokredyty dla kobiet rozpoczynających działalność gospodarczą w krajach rozwijających się. Sukces tego przedsięwzięcia łączy się głównie z nazwiskiem Trump, a konkretnie z Ivanką Trump. To właśnie córka amerykańskiego prezydenta od początku mocno wspierała ideę funduszu, a sam Donald Trump zdeklarował, że USA przeznaczą na ten cel 50 mln dolarów. 

W formacie G20 przywódcy najsilniejszych gospodarczo państw świata po raz pierwszy spotkali się jesienią 2008 r. Było to krótko po ogłoszeniu upadku banku Lehman Brothers, co zapoczątkowało globalny kryzys finansowy. Światu groziła wtedy recesja o nieznanej wcześniej skali. Podczas szczytów w latach 2008/2009 liderzy G20 zdecydowali o natychmiastowych działaniach wzmacniających koniunkturę gospodarczą. Wartość ustalonych przez nich pakietów stymulacyjnych wynosiła ponad 4 biliony dolarów, co stanowiło prawie 90 proc. wszystkich tego typu działań realizowanych na świecie. Miało to kluczowe znaczenie dla stabilizacji rynków.

Ważne były także późniejsze spotkania na szczycie grupy, kiedy zdecydowano o wprowadzeniu nowych regulacji na rynkach finansowych i wzmocnieniu narodowych systemów bankowych. To właśnie przywódcy G20 zdecydowali podczas spotkania w Seulu w 2010 r. o przyjęciu standardów zwiększających stabilność banków (Bazylea III). Później grupa poparła walkę z praktykami koncernów unikających płacenia podatków oraz opowiedziała się za działaniami na rzecz ograniczenia ocieplenia klimatu, których efektem było podpisanie w ubiegłym roku porozumienia klimatycznego z Paryża.

Wszystko to osiągnięto, mimo że G20 nie jest podmiotem prawa międzynarodowego, a ustalenia podejmowane podczas szczytów i licznych spotkań ministrów, szefów banków centralnych i grup roboczych nie mają mocy prawnej.

Autor: Andrzej Godlewski