Zdaniem Andrzeja Kubisiaka, dyrektora Zespołu Analiz w Work Service, taki poziom zatrudnienia to między innymi efekt dobrej koniunktury gospodarczej podsycanej pracą sezonową.

Zauważa on, że w okresie wakacyjnym firmy mają zwiększone zapotrzebowanie na pracowników, jednocześnie na rynku dostępnych jest też więcej kandydatów. Chodzi przede wszystkim o studentów i maturzystów, którzy korzystają z przerwy w nauce i zasilają rynek pracy.

"Jednak podaż wolnej siły roboczej po wakacjach będzie tylko maleć, co spowoduje, że nasz rynek pracy zacznie dochodzić do ściany. Z jednej strony młodzi kandydaci wrócą na uczelnie, a dodatkowo na jesieni odczujemy odpływ tysięcy obecnych pracowników, którzy przejdą w wiek emerytalny" - mówi cytowany w komunikacie Kubisiak.

Monika Kurtek, główny ekonomista Banku Pocztowego zauważa, że choć dynamika zatrudnienia spadła do najniższego w tym roku poziomu, to nie oznacza to, że chęć i potrzeba zatrudniania w Polsce maleje.

"Jest wręcz odwrotnie, problemem jest natomiast znalezienie pracowników. To oznacza, że rynek pracy w Polsce z punktu widzenia pracodawców zaczyna być coraz trudniejszy, z punktu widzenia pracowników natomiast coraz lepszy. Napięcia te może dodatkowo pogłębić obniżka wieku emerytalnego, która wchodzi w życie już za 2,5 miesiąca" - uważa cytowana w komunikacie Kurtek.

Analitycy z Banku Millennium zauważają natomiast, że w skali miesiąca liczba etatów wzrosła o 11,1 tys. Ich zdaniem sytuacja na rynku pracy pozostaje dobra, a przedsiębiorcy wciąż zgłaszają zapotrzebowanie na nowych pracowników. Niemniej wobec rekordowo niskiego bezrobocia i wieloletnich szczytów poziomu zatrudnienia przedsiębiorcy napotykają coraz większe problemy z uzupełnieniem wakatu.

GUS podał we wtorek, że przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było wyższe o 4,3 proc. niż rok wcześniej i wyniosło 6001,5 tys.(PAP)