Paliwo na stacjach tanieje od początku lutego – przed pięcioma miesiącami za litr benzyny E95 trzeba było zapłacić nawet 4,78 zł. Z danych gromadzonych przez firmę e-petrol wynika, że od tego czasu cena poszła w dół o 9 proc. Olej napędowy potaniał o niemal 10 proc. i pod koniec lipca kosztował 4,19 zł. Oznacza to, że zatankowanie 50 litrów paliwa w sezonie urlopowym, kiedy tradycyjnie jeździmy najwięcej, kosztuje ponad 20 zł mniej niż jeszcze zimą.

Ceny na stacjach benzynowych były w pierwszym wakacyjnym miesiącu najniższe od sierpnia zeszłego roku. I niemal przez cały miesiąc się nie zmieniały, mimo że właściciele stacji benzynowych zmuszeni byli płacić za paliwo coraz więcej. Hurtowa cena benzyny E95 rośnie od końca czerwca, olej napędowy zaczął drożeć nawet wcześniej. W tym czasie ceny podniosły się odpowiednio o 3,5 i 4,5 proc.

– Taką politykę cenową podyktowali najwięksi gracze na rynku. Do czerwca Orlen starał się utrzymywać relatywnie nisko ceny na rynku hurtowym, ale w ostatnich tygodniach to się zmieniło. Cen na stacjach największych sieci nie podniesiono, do czego reszta rynku musiała się dostosować. W ten sposób bardzo mocno obniżyły się marże – wyjaśnia Urszula Cieślak, analityk z firmy Reflex.

Dopiero w ostatnim tygodniu ceny na stacjach poszły w górę o ok. 4 gr na litrze, ale nadganianie dystansu względem cen hurtowych jeszcze się nie rozpoczęło – benzyna i olej napędowy kosztują w detalu tylko samo, co w połowie czerwca.

– Marże detaliczne rzeczywiście spadły, ale też jest tak, że na stacjach sprzedaje się paliwo kupione wcześniej, a więc nieco taniej. Dopiero po pewnym czasie podwyżka cen hurtowych w pełni przenosi się na ceny detaliczne – wyjaśnia Jacek Bogucki, analityk rynku paliw z firmy e-petrol.

Punktem odniesienia dla cen hurtowych paliwa na polskim rynku są notowania gotowych produktów przerobu ropy naftowej w portach ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia). A te podrożały w ostatnich tygodniach, bo po raz pierwszy od początku czerwca notowania ropy naftowej gatunku Brent przekroczyły 50 dol. Negatywny wpływ tego czynnika na polski rynek częściowo rekompensuje umacniający się względem dolara złoty. Przez ostatni miesiąc notowania amerykańskiej waluty spadły o niemal 4 proc.

Ceny detaliczne dotychczas nie szły w górę, bo w pierwszej połowie roku marże osiągane przez największe koncerny były wysokie i można było sobie na ich obniżenie pozwolić. A utrzymując relatywnie niskie ceny na stacjach, firmy starają się przyciągnąć klientów, którzy przestali zaopatrywać się w szarej strefie, mocno ograniczonej przez wprowadzony w sierpniu zeszłego roku pakiet paliwowy.

Uzasadnieniem dla niskich cen paliw może też być chęć wyciszenia zamieszania, jakie wprowadził wśród kierowców wniesiony w czerwcu przez posłów PiS projekt ustawy o Funduszu Dróg Samorządowych. Zawierał on propozycję podniesienia opłaty paliwowej, w efekcie czego cena benzyny mogła podskoczyć o 20 gr na litrze. Wprawdzie kontrolowany przez państwo Orlen, który nie tylko jest największym hurtownikiem, ale ma także jedną czwartą z 6,5 tys. funkcjonujących w Polsce stacji benzynowych i tym samym największy wpływ na rynek – zapewnił, że nowa danina nie przełoży się wprost na końcową cenę paliwa, ale wzrost cen wydawał się nieunikniony.

– Dobrze, że ten projekt został wycofany. Ktoś zapewne się zreflektował i policzył, że w efekcie jego wprowadzenia do budżetu nie musiało wpłynąć dużo więcej pieniędzy – ocenia Cieślak.

Orlen zapewnia, że ustalając ceny, kieruje się jedynie względami biznesowymi, warunkami makroekonomicznymi oraz relacjami podaży i popytu.

>>> Polecamy: Co może nam podnieść rachunki za energię? Niemiecki przemysł płaci za prąd 30 proc. mniej niż nasze firmy