Emeryt w podróży to jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli USA. Kolorowa koszulka polo, szorty, wygodne adidasy i podciągnięte do połowy łydek skarpety (ubierają się tak zarówno mężczyźni, jak i kobiety) – z nikim nie można go pomylić. Do tego zadowolony z życia. Nieco naiwny, ale życzliwy. Oraz – przede wszystkim – nienarzekający na brak gotówki. Pożądany gość hoteli, restauracji i pasażer taksówek, bo nikt nie zostawia tak dużych napiwków jak on.

Stereotyp, że każdy starszy Amerykanin musi być zamożny, dodatkowo wzmacnia przekonanie, że tylko w USA – dzięki ciężkiej i uczciwej pracy, której owoce łatwo pomnożyć – można mieć spokojną starość. Oczywiście umilaną podróżami – i to po świecie. A jeśli ktoś nie czuje takiej potrzeby, to po własnym, rozległym kraju w domu na kółkach. To za sprawą emerytów w powojennych Stanach wybuchła moda na kampery. W zdecydowanej większości reklam tych pojazdów bohaterami spotów do dziś są osoby starsze. A wyniki sprzedaży aut przez dziesięciolecia były niezmienne: 80 proc. nabywców to osoby z przedziału wiekowego 50–64 lata.

Ale wiele wskazuje na to, że te czasy dobiegają końca. – Kto chce w kamperowym biznesie przetrwać, musi szybko zmienić adresata marketingu – mówił w ubiegłym roku szef Recreation Vehicle Industry Association. Po kilku latach zbierania danych stało się jasne, że choć kamperowa branża ma się świetnie, to do przodu pchają ją już nie emeryci, ale 35–44-latkowie. Którzy w niepewnych gospodarczo czasach usiłują zjeść ciastko – wyjechać z rodziną na wakacje, a jednocześnie zostawić go jak najwięcej na talerzu – czyli maksymalnie ograniczyć koszty podróży.

A emeryt coraz częściej zostaje w domu. Bo nie stać go już na kampera i podróże. Właśnie odkrył, że emerytura nie wystarcza na życie i opiekę medyczną, a państwo nie robi nic, by pomóc.

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU „DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ”