Przetarg informatyczny na dostawę infrastruktury technicznej dla systemu eZdrowie był jednym z największych w 2013 r. Z czterech ofert Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia, odpowiedzialne za jego realizację, wybrało tę za ponad 138 mln zł.

Ambitnie zakładano, że system będzie działał w 2014 r. Testy się jednak nie powiodły. Potem zmienił się rząd. Pod koniec 2015 r. zaraportował Komisji Europejskiej, że budowanie za unijne pieniądze eZdrowia nie udało się, a na dokończenie prac potrzebnych jest kilka kolejnych lat. Po rocznych negocjacjach rząd dostał zgodę na uruchomienie systemu w nowym terminie: 2019 r.

Do tego czasu zakupiony cztery lata temu sprzęt stanie się w dużej części bezużyteczny. W ocenie skutków nowelizacji ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia zapisano, że będzie on się starzał i amortyzował w tempie 20 proc. rocznie. Czyli za rok powinien być już wymieniany na nowszy. Eksperci zgodnie podkreślają, że to niesie za sobą duże ryzyko. W takim tempie, w jakim rozwija się cyfrowy świat, komputery i serwery sprzed kilku lat mogą okazać się niewydolne. – Chodzi m.in. o szybkość wymiany informacji między procesorami – tłumaczy Marek Ujejski, specjalista ds. informatyzacji w służbie zdrowia.

Krzysztof Nyczaj, ekspert ds. informatyzacji ochrony zdrowia, uważa, że nawet jeżeli sprzęt nie był używany, to jego wartość rachunkowa jest już teraz praktycznie równa zero. Nie oznacza to, że jest on niesprawny, ale mogą się pojawić problemy techniczne. – Uruchomienie systemu to nie jest zwyczajne wciśnięcie przycisku Enter, do tego trzeba specjalistów, którzy dostarczali sprzęt, asysty technicznej. A z tym może być kłopot – dodaje Nyczaj.

CSIOZ nie odpowiedziało na nasze pytania, jak rozwiązać problem przestarzałego wyposażenia. Jest w sporze z jego dostawcą. Obie strony pozwały się nawzajem za brak pełnej realizacji umowy z 2013 r.

>>> Czytaj też: Propozycja prezydenta dla wybranych. Nie wystarczy pieniędzy dla wszystkich