Dokument Banku Rozrachunków Międzynarodowych (BIS) zatytułowany „Światowe zmiany w nierównościach: przegląd, fakty, przyczyny, konsekwencje i rozwiązania” analizuje nierówności na podstawie trzech zmiennych.

Nie ma wątpliwości, że współczynnik Giniego wyrażający nierównomierność rozkładu dochodu gospodarstw domowych rośnie w ostatnich 25 latach w wielu rozpatrywanych krajach.

Nie ma też wątpliwości, że inny wskaźnik – udział górnego 1 proc. w dochodzie brutto – również rośnie w gospodarkach, dla których takie dane są dostępne.

Nie ma wreszcie wątpliwości, że udział pracy w dochodzie narodowym spada w większości państw.

„W krajach rozwiniętych globalizacja i napędzany wzrostem umiejętności postęp technologiczny z pewnością są odpowiedzialne za wzrost udziału całości dochodów przeznaczonych na kapitał i za powolny wzrost płac i zatrudnienie niewykwalifikowanej siły roboczej (…) W USA powstała hipoteza, że w ostatnim czasie nawet pracownicy średniego szczebla zostali dotknięci przez globalizację i postęp techniczny, podczas gdy pracownicy niskokwalifikowani mają się trochę lepiej przez wzrost zatrudnienia w usługach” – pisze autor opracowania François Bourguignon.

Zgodnie z teorią światowego handlu w krajach rozwijających się powinna rosnąć rola pracy, a maleć rola kapitału, co sprzyjałoby mniejszym nierównościom. W praktyce jednak nie zawsze to działa. Raport wskazuje Chiny jako przykład państwa, w którym nierówności co prawda maleją na dole drabiny społecznej, ale rosną na jej górze. Jednym z wyjaśnień może być to, że dobrzy menedżerowie są na tyle mobilni, że muszą otrzymywać wynagrodzenie porównywalne do średniej światowej, by chcieli zostać w kraju.

To właśnie czynniki specyficzne dla danego kraju wybijają się na pierwszy plan w rozpatrywaniu nierówności. Linia wskazująca rosnący wskaźnik Giniego nie pnie się do góry równym tempem wszędzie na świecie. Owszem, są kraje, gdzie tak jest – Stany Zjednoczone, Japonia (z przerwą na lata 2000-2005), Francja oraz Dania i Szwecja (mające opinie dość egalitarnych).

Jednak w jeszcze większej grupie państw współczynnik Giniego potrafi wzrosnąć (lub spaść) jednym wyskokiem, a potem latami utrzymywać płaski trend. Tak stało się w Wielkiej Brytanii w drugiej połowie lat 80. i w Finlandii w drugiej połowie lat 90. XX wieku. W pierwszym przypadku zbiegło się to w czasie z reformami premier Margaret Thatcher, w drugim wzrost nierówności łączył się ze wzrostem gospodarczym wspieranym akcesją do Unii Europejskiej.

Warto przy tym zwrócić uwagę, że w 21 krajach OECD przedstawionych na naszych wykresach w 13 przypadkach nierówności są większe niż 25 lat temu ( w tym w siedmiu największych gospodarkach – krajach G7).

Przykładem wyraźnego spadku współczynnika Giniego jest Brazylia. W opracowaniu cytowane są badania, z których wynika, że aż 20 proc. tego spadku w latach 2003-2009 jest efektem działania programu Bolsa Familia. Obejmował on około 11 mln rodzin i uzależniał pomoc finansową od spełnienia pewnych warunków. Rodzice musieli na przykład dopilnować regularnych wizyt dzieci w szkole i u lekarza. Z innych badań dotyczących Brazylii wynika, że do 36 proc. redukcji nierówności pomiędzy 2001 a 2006 rokiem przyczynił się także wzrost płacy minimalnej.

Te przykłady prowadzą w stronę proponowanych rozwiązań. Nierówności można zwalczać przez redystrybucję dochodów i płacę minimalną albo przez interwencje na konkretnych rynkach. Bardziej długofalowo zaś przez wyrównanie szans dostępu do czynników przyczyniających się do wzrostu dochodów, w tym przede wszystkim do edukacji.

„Progresywne opodatkowanie dochodów jest zdecydowanie najbardziej skuteczną polityką korygowania nadmiernych nierówności” – czytamy w opracowaniu BIS. Jednocześnie w tym samym miejscu znajduje się konstatacja, że większość rządów zawahałaby się dziś przed zwiększeniem efektywnych stawek podatkowych dla korporacji i od dochodów osobistych, a także nad zwiększeniem stawki dla najwyższych dochodów z pracy, bo firmy, kapitał i specjaliści po prostu opuściliby dany kraj.

Jakie inne rozwiązania są możliwe? Choćby takie jak wspomniany program Bolsa Familia. „Sukces warunkowych zasad transferu gotówki w kilku krajach rozwijających się wykazał, że redystrybucja środków pieniężnych jest możliwa również w tych krajach, a także może zmniejszyć ubóstwo finansowe i jego negatywne konsekwencje dla rozwoju” – przekonuje autor opracowania BIS.

Najciekawszą propozycją wydaje się jednak regulacja rynków w tych miejscach, gdzie mamy do czynienia z monopolami lub niemal monopolami. Pierwszy przychodzi na myśl sektor finansowy z wysokimi bonusami menedżerów, ale rzecz w tym, że nie tylko on się do nierówności przyczynia. Opracowanie podaje przykład sektora telekomunikacyjnego w Meksyku – „czystego monopolu zapewniającego olbrzymie bogactwo i dochody właściciela”.

Na marginesie zauważono zresztą, że wątpliwe, aby gospodarstwo domowe Carlosa Slim Helú zostało zankietowane przez miejscowy urząd statystyczny, więc wskaźniki nierówności w Meksyku mogą być zaniżone o – bagatela – 55 mld dolarów.

Autor: Marek Pielach