Postępy w rozwoju gospodarki i społeczeństwa cyfrowego zbadał Eurostat, który europejskie wyniki w tej dziedzinie przedstawił w raporcie Digital economy & society in the EU, dokumentującym osiągnięcia zanotowane w 2016 roku. Z raportu wynika, że Europa czyni duże postępy w cyfryzacji handlu, ale rozwój jest bardzo nierównomierny.

W niektórych krajach pewne kategorie usług zdecydowanie są już domeną e-handlu – przykładem może być sprzedaż wycieczek wakacyjnych w Luksemburgu. Jest jednak wiele krajów – szczególnie we wschodniej i południowej Europie (np. Włochy) – które notują opóźnienia w rozwoju handlu on-line.

W większości krajów europejskich do handlu w internecie lepiej przygotowani są konsumenci niż producenci. Jedną z najpoważniejszych barier jest brak fachowców branży ICT, potrafiących pomóc przedsiębiorstwom przekształcić się w prawdziwe e-firmy.

Infrastruktura już jest

W rozwoju gospodarki cyfrowej kluczowe znaczenie ma rozwój infrastruktury. Dostęp do internetu – stacjonarny lub za pośrednictwem urządzeń mobilnych – to w Unii Europejskiej już standard. W 2016 roku miało go 85 proc. mieszkańców Unii, w porównaniu z 70 proc. w 2010 roku. Pozostali nie dostrzegając w nim dostatecznych korzyści dla siebie, po prostu go nie chcą. Wykluczenie z internetu to dziś raczej kwestia braku wykształcenia i zdolności dostosowania się do życia w cyfrowym świecie niż technicznych możliwości.

Jedną z dużych korzyści, jakie daje internet, jest możliwość dokonywania zakupów w sklepach on-line. Z e-handlu korzysta już 66 proc. mieszkańców UE, którzy mają dostęp do internetu. Jeszcze w 2007 roku było to 50 proc. Zakupy w internecie są codziennością, zwłaszcza w przypadku mieszkańców Wielkiej Brytanii (z tej możliwości korzysta 87 proc. mieszkańców z dostępem do internetu), Danii (84 proc.) i Niemiec (82 proc.). Nie ma przy tym zbyt wielkich różnic, jeśli chodzi o wiek nabywców. Do zakupów w internecie w podobnym stopniu przekonani są ludzie zarówno młodsi, jak i starsi.

Na zakupy do komputera i telefonu

Większe różnice można dostrzec w profilach e-konsumenckich w poszczególnych krajach. Mogą one wynikać z przyzwyczajeń – w niektórych krajach pewne kategorie wyrobów i usług kupuje się już częściej przez internet, a po inne nadal lepiej udać się „do realu”. Na przykład odzież i sprzęt sportowy (które zajmują pierwsze miejsce w europejskich e-zakupach) kupiło w sieci w ciągu ostatniego roku aż 78 proc. mających dostęp do internetu mieszkańców Bułgarii, a równo o połowę mniej (39 proc.) Włochów. Może to świadczyć o popularności internetowych zakupów w Bułgarii, ale równie dobrze może wynikać z łatwiejszego dostępu do „analogowych” sklepów sportowych we Włoszech niż w Bułgarii. Dla porównania – artykuły takie kupiło w sieci 63 proc. Polaków z dostępem do internetu, przy średniej unijnej wynoszącej 61 proc.

Na drugim miejscu w preferencjach europejskich e-konsumentów są zakupy związane z podróżami i wakacjami. Z tej drogi kupna korzysta 52 proc. mieszkańców Unii. W e-podróżach najbardziej zaawansowani są mieszkańcy Luksemburga, z których aż 76 proc. po bilety, noclegi i wakacyjne pakiety udaje się do własnego komputera lub telefonu. Najrzadziej czynią tak mieszkańcy naszego kraju. Z e-handlu w tej dziedzinie korzysta jedynie 20 proc. Polaków. Wygląda na to, że w tym wypadku wciąż lepsza jest zaprzyjaźniona pani Basia w okienku biura podróży.

W przypadku zakupu mebli i artykułów gospodarstwa domowego z internetu korzysta średnio 44 proc. mieszkańców Unii posiadających do niego dostęp. Do tej formy handlu najbardziej przekonani są Brytyjczycy (64 proc.), Polacy lokują się pod tym względem blisko europejskiej średniej (39 proc.). W przypadku kupna biletów na wydarzenia kulturalne lub sportowe europejska średnia w korzystaniu z internetu to 38 proc. Polacy wyraźnie pod tym względem odstają – in minus – od unijnej średniej (u nas tylko 18 proc.). Przodują pod tym względem Szwedzi (58 proc.) oraz nie będący w Unii, ale przywołani dla porównania, Norwegowie (61 proc.).

Na tle średniej unijnej Polska słabo wypada także w przypadku zakupu przez internet książek i czasopism (w realu niestety też). Tylko co czwarty Polak (25 proc.) kupuje coś do poczytania w sieci, przy średniej w UE na poziomie 35 proc. Liderami są mieszkańcy Luksemburga. Poniżej średniej wypadamy także w przypadku zakupów sprzętu elektronicznego. Na poziomie średniej unijnej jest natomiast wykorzystywanie internetu w przypadku zakupów żywności.

Nie tylko oglądać, ale i sprzedać

Zakupy on-line to z jednej strony kwestia przyzwyczajeń konsumentów, z drugiej – technicznych możliwości e-sprzedaży. Wyniki badania Eurostatu wskazują, że unijni konsumenci są bardziej zaawansowani cyfrowo niż producenci i sprzedawcy. Punktem wyjścia handlu internetowego jest rozwój odpowiedniej infrastruktury. E-handel nie jest w praktyce możliwy bez dostępu do internetu szerokopasmowego, stacjonarnego lub mobilnego, co Unia Europejska definiuje jako przepustowość sieci równą lub powyżej 144 kB na sekundę. Trzymając się tej definicji, możemy uznać, że niemal wszystkie firmy w UE (95 proc.) taki dostęp już posiadają. Jeszcze w 2010 roku udział ten wynosił tylko 28 proc. Udział przedsiębiorstw mających dostęp do szerokopasmowego internetu mobilnego jest niższy (69 proc.), ale szybko wzrasta. W tym przypadku Polska nie odbiega już od średniej unijnej (także 69 proc.).

Sama obecność dobrej nawet infrastruktury nie wystarcza do rozwoju e-handlu. Do tego kanału prezentacji i sprzedaży muszą przekonać się sami producenci i sprzedawcy. Obecność w internecie, w tym posiadanie własnej strony, uchodzi już dziś za obowiązek w prowadzeniu biznesu. W praktyce jednak jest z tym w Europie różnie. Posiadanie strony jest regułą w przypadku krajów nordyckich (Finlandia, Dania, Niemcy, a także Hiszpania), ale statystyki wskazują, że poza wymienionymi krajami internet jest chlebem powszednim jedynie dla firm dużych.

O znaczeniu internetu, w tym internetowego kanału sprzedaży, świadczy udział firm prowadzących e-handel w poszczególnych krajach Unii. Średnio co piąta firma (20 proc.) w UE sprzedaje w sieci. Liderem jest pod tym względem Irlandia (30 proc. firm prowadzi e-handel), Dania (29 proc.), Niemcy i Szwecja (po 28 proc.). Polska niestety wypada słabo (tylko 12 proc.), ale gorzej jest m.in. we Włoszech (11 proc.) i na Łotwie (10 proc.). Pocieszeniem dla naszego kraju jest statystyka obrotów e-handlu (14 proc.). Lepiej pod względem obrotów niż liczby firm sprzedających przez internet wypadają także m.in. Irlandia i Czechy, a zaskakująco słabo (dużo sprzedawców, małe obroty) Niemcy.

Bez fachowców się nie obejdzie

Szybszy rozwój – co wynika z raportu Eurostatu – hamowany jest przede wszystkim przez niedobór fachowców zdolnych do przygotowania firm do rewolucji cyfrowej, zbudowania im nowych, internetowych kanałów sprzedaży w ślad za szybciej rosnącymi pod tym względem oczekiwaniami europejskich konsumentów. Chodzi tu przede wszystkim o specjalistów technologii informacyjno-komunikacyjnych (ICT), czyli w skrócie o teleinformatyków.

W skali Unii Europejskiej ich zatrudnienie wzrosło w ciągu ostatniej dekady o 33 proc. i sięga obecnie 8,2 mln osób (3,7 proc. wszystkich zatrudnionych), ale potrzeby są wciąż niezaspokojone. Świadczyć może o tym chociażby to, że 90 proc. pracowników UE o wykształceniu teleinformatycznym nie musi martwić się o pracę.

O zdobycie teleinformatyków powinny natomiast martwić się firmy, które wciąż ich jeszcze nie zatrudniają. Najwięcej firm, w których wykorzystywana jest praca teleinformatyków, wśród krajów unijnych notuje Irlandia (35 proc.) oraz – co może być pewnym zaskoczeniem – Grecja (30 proc.). Za nimi są Belgia, Węgry i Malta (po 26 proc.). Średnia unijna to 20 proc. Polska wypada niestety pod tym względem słabo (tylko 12 proc.), za nami jest w Unii jedynie Rumunia (11 proc.), co może świadczyć o tym, że wielu rodzimych przedsiębiorców wciąż jeszcze nie dostrzega potencjału internetu, który stwarza możliwość szybszego rozwoju firm.

Związek wielkości zatrudnienia teleinformatyków z rozwojem e-sprzedaży, przynajmniej jeśli chodzi o Polskę, jest dość wyraźny. W e-handlu nie chodzi jednak tylko o kwestie zatrudnienia fachowców, którzy będą potrafili zorganizować sprzedaż internetową, ale przede wszystkim o zrozumienie przez przedsiębiorców wagi nowych sposobów kontraktu z potencjalnymi nabywcami. Jednym z nich jest m.in. obecność firm w social mediach, dla bardziej osobistego przekazu o swojej ofercie i wykreowania dzięki temu większego popytu.

Wiedza i zdolności polskich przedsiębiorców (do tego też trzeba zatrudnić odpowiednich fachowców) wyraźnie niestety odstają od średniej unijnej. W skali UE z social mediów korzysta 46 proc. firm mających dostęp do internetu. Liderami pod tym względem są Malta (74 proc.), Cypr i Irlandia (po 67 proc.). Polska niestety wypada najgorzej w UE (tylko 27 proc. przedsiębiorstw).

Autor: Krzysztof Bień, Departament Analiz Ekonomicznych NBP.