Ta wątpliwość napędza debatę — czy to jest hossa narosła na politycznych obietnicach Donalda Trumpa, czy też odzwierciedla solidne wyniki amerykańskich firm i siłę gospodarki? Co może załamać trend i kiedy? Wiele zależy od dalszej polityki Federalnej Rezerwy, o której kierunku więcej dowiemy się po dzisiejszym dorocznym sympozjum Rezerwy w Jackson Hole.

Doraźna polityka ma ograniczone znaczenie

Donald Trump dyskontuje hossę jako swój sukces — od początku jego prezydentury, czyli 21 stycznia, ceny podniosły się o ok. 15 proc. To zdaniem prezydenta dowodzi, że jego propozycje są dobre. Istotnie, początkowy skok po wygranej Trumpa w listopadzie 2016 był takim wskaźnikiem, bo inwestorzy ocenili wysoko obietnice głębokich cięć podatkowych i zwiększenia wydatków rządu na projekty infrastrukturalne. Dziś jednak widzą jasno, że Trump może nie dotrzymać obietnic, a przynajmniej nie wszystkich.

Mimo to rynek pnie się w górę. A że trwa to nieprzerwanie od 2009 roku, zasługę może sobie przypisywać bardziej prezydent Obama, bo to za jego rządów wartość cen mierzona indeksem S&P 500 wzrosła o 230 proc., a takie wyniki jak najniższe od 16 lat bezrobocie i prawie rekordowo wysokie wydatki konsumenckie, są skutkiem polityki administracji Obamy.

Oczywiście inwestorzy reagują na polityczne zawirowania obecnej administracji. Na przykład pogłoska o tym, że Gary Cohn, szef Rady Ekonomicznej Donalda Trumpa i jeden z byłych szefów Goldman Sachs, może zrezygnować z powodu komentarzy prezydenta wspierających neonazistów, spowodowała lekką wyprzedaż na rynkach. Natomiast informacja, że Stephen Bannon, ultranacjonalista kojarzony z białymi suprematystami, został zwolniony ze stanowiska naczelnego stratega Białego Domu została powitana nie tylko oklaskami na parkiecie nowojorskiej giełdy, ale też lekkim wzrostem cen indeksów. Cohn z doświadczeniem Wall Street, podobnie jak sekretarz skarbu Steven Mnuchin, również z Goldman Sachs, są w oczach inwestorów gwarantami, iż administracja nie wprowadzi katastrofalnych gospodarczo rozwiązań.

Duże zawirowanie polityczne, na przykład odwołanie Trumpa ze stanowiska prezydenta lub konflikt z Północną Koreą mogą zastopować hossę; wszystkie pomniejsze zawirowania mogą mieć mniej dramatyczne skutki w postaci mniejszej lub większej korekty. Hossa bowiem zdaniem większości analityków nie opiera się na Republikanach i Trumpie, ale na idealnych warunkach gospodarki.

Idealna letnia temperatura

Aby pobić rekord, brakuje jeszcze niespełna czterech lat lub 1400 dni (licząc od 29 sierpnia). Najdłuższa hossa trwała dokładnie 4494 dni, od 1987 roku do krachu bańki internetowej w 2000 roku. Obecna stała się drugą najdłużej trwającą już w kwietniu 2016.

Wiele wskazuje na to, że trend może się rozwijać. Dlaczego? Krzywa wzrostu nie jest strzelista. Mierząc postępem cen, jest to czwarty najbardziej awansujący trend w historii. To oznacza, że nie było (jak dotąd) spadku cen większego niż 20 proc. Korekty, które są normalną okolicznością, nie przekroczyły punktu, poniżej którego trend zmieniłby się w bessę. Dzieje się tak dlatego, że pokryzysowe warunki gospodarcze są spokojnie poprawiające się, czyli idealne dla hossy.

Amerykański PKB nie rośnie szybciej niż 2,5-2,8 proc rocznie, ale rośnie. Dwa inne wielkie silniki światowej gospodarki – Japonia i strefa euro – także rosną. Japońska gospodarka w II kwartale tego roku wzrosła o 4 proc., co oznacza jedenasty z kolei kwartał nieprzerwanego wzrostu. Strefa euro odbiła 2,2 proc. w II kwartale, przy 1,6-1,9 proc. w minionych latach. W tym roku światowa gospodarka ma przyspieszyć. Globalny PKB ma wzrosnąć o 3,4 proc. w 2017 roku i o 3,5 proc. w przyszłym roku.

Również tak zwane fundamentalne wskaźniki wyglądają coraz lepiej. Prawie 80 proc. firm tworzących indeks S&P 500 miało wyższe niż przewidywane wyniki kwartalne. Napędza je rosnąca siła innych niż amerykańska gospodarek oraz słabszy dolar. Nic dziwnego że zyski indeksu S&P 500 są o ponad 2 proc. wyższe niż zyski na obligacjach amerykańskiego skarbu państwa.

Dobre wyniki deklarują firmy także spoza S&P 500. Ich kapitalizacja rośnie. Amazon przekroczył pod koniec lipca wartość połowy biliona dolarów (dokładnie 502,8 mld dol.) i choć cena akcji firmy od tamtej pory nieco spadła, Amazon ma i tak blisko 40-proc. wzrost kapitalizacji. Inne giganty także prą naprzód — Apple ma 33-proc. wzrost, Microsoft urósł 19 proc., a Alphabet, macierzysta spółka Google — 21 proc. 

A jeśli wychodzenie z kryzysu jeszcze się nie zaczęło

Mamy więc złote czasy dla giełdy — gospodarka jest silna na tyle, że firmy generują zyski i dywidendy dla inwestorów, a jednocześnie nie jest to na tyle szybki rozwój, że przyspiesza inflacja i rosną stopy procentowe. Co więcej, dane z wielu gospodarek świata wskazują na szeroko zsynchronizowany wzrost i po raz pierwszy w ciągu ośmiu lat ekspansji nie ma poważnych hamulców wzrostu. Podstawę do takiego rozwoju dała polityka luzowania ilościowego, którą przez ostatnie osiem lat prowadziła Federalna Rezerwa i inne centralne banki na świecie. Poskutkowała nadwyżką w bilansach tych banków wartości ok. 10 bln dolarów, ale płynność podtrzymywała wzrost cen na giełdach.

Warto jednak pamiętać, że dla większości ekonomistów takie wychodzenie z kryzysu jest zbyt powolne. Pytanie może być jednak inne. Co, jeśli pokryzysowe ozdrowienie jeszcze się w ogóle nie zaczęło i nadal jesteśmy w przedłużonym okresie skutków kryzysu? Jeśli to, co zaszło do tej pory, to naprawa tego, co do kryzysu doprowadziło. Prawdziwe ozdrowienie gospodarcze, czyli przynajmniej 4- lub 5-proc. wzrost, może być zatem przed nami.

Tak na przykład uważają analitycy funduszu OppenheimerFunds, wyliczając w ostatnim raporcie powody, dla których ich zdaniem hossa się utrzyma — skromny, ale wystarczający wzrost gospodarczy, brak niebezpieczeństw, które sugerowałyby załamanie wzrostu gospodarki USA, wysokie prawdopodobieństwo, że rząd Chin będzie rozwiązywał problemy swojej gospodarki stopniowo, wreszcie niska inflacja na całym świecie. Wall Street Journal dodaje do tych powodów argument, że hossę napędza fakt, iż przy niskich stopach procentowych nie ma alternatywy dla osiągania zysków na rynkach.

Co może odwrócić wzrostowy trend

Indeksy sięgają rekordów, ale spółki wciąż nie są tak drogie jak obligacje. To podkreśla rolę banków centralnych, które obecnie przygotowują się do normalizacji swoich polityk, czyli zmniejszania reinwestycji w rynek. „Wydaje się nieprawdopodobne, aby ceny firm utrzymały się na obecnych wysokościach, kiedy normalizacja zacznie się na dobre”, uważa Desmond Lachman z American Enterprise Institute.

Rynki załamują się przy braku równowagi w gospodarce. Trzy zagrożenia mogą spowodować panikę na giełdzie i utratę zaufania inwestorów — poważne wydarzenie polityczne, które pośle ceny w dół, bańka, jeśli istnieje lub się wytworzy, oraz silne spowolnienie wzrostu gospodarczego. Pierwsze trudno przewidzieć, bańki na amerykańskich rynkach analitycy na razie nie widzą (choć widzą bańkę na rynkach Chin, której pęknięcie może uruchomić spadek cen na innych giełdach), silnego spowolnienia wzrostu gospodarczego również nie.

Analitycy z Oppenheimer formułują cztery zagrożenia:

1. Inflacja w USA i Europie nagle zacznie szybko rosnąć, co spowoduje zaostrzenie polityk pieniężnych.
2. Na rynku obligacji wzrośnie różnica między stopami zwrotu na obligacjach skarbu i instrumentach kredytowych o wysokiej rentowności (innymi słowy inwestycjach o różnej zdolności kredytowej, ale podobnych terminach zapadalności). Skok wartości zwykle kończy cykl i poprzedza wyprzedaż na rynku akcji.
3. Spadnie oprocentowanie 10-letnich obligacji skarbu amerykańskiego. Te obligacje odzwierciedlają rzeczywisty wzrost i oczekiwania inflacyjne wśród uczestników rynku obligacji.
4. Wzrośnie wartość dolara wobec walut wschodzących rynków — wypływ kapitału z tych rynków do USA spowolni wzrost gospodarczy w tych krajach i spowoduje potencjalnie pogorszenie wyników amerykańskich wielonarodowych firm

Autorzy podkreślają, że nie widzą, by którykolwiek z tych warunków miał spełnić się w najbliższej przyszłości, bo najbardziej prawdopodobne jest to, iż Federalna Rezerwa oraz inne centralne banki zaczną normalizować swoje polityki bardzo powściągliwie, powoli dostosowując je do drgnień rynku.

Losy obecnej hossy, abstrahując od kataklizmów, zależą więc bodaj w największym stopniu od kierunku dalszej polityki Federalnej Rezerwy. Jaki będzie — będzie wiadomo po dorocznym sympozjum Rezerwy w Jackson Hole 25 sierpnia. Czarnowidzący publicyści twierdzą, że na rynku panuje takie samo „party” jak przed załamaniem giełdy w 2000 roku. Przypominają, że w 1999 roku ówczesny szef Federalnej Rezerwy Alan Greenspan rozpoczął sympozjum Jackson Hole, podkreślając fantastyczny wpływ giełdowej hossy na gospodarkę, która charakteryzowała się wówczas niskim bezrobociem i niską inflacją.

Autor:  Anna Wielopolska