Francuskie telewizje i rozgłośnie radiowe pytały ekspertów, którzy przyznając, że dotychczasowe dyskusje z komunistyczną dyktaturą niczego nie przyniosły, zwracali uwagę na niebezpieczeństwo wojny.

Według telewizji BFM jest ona "straszliwą groźbą dla Korei Południowej". Mówiąc o tym, komentator stacji przytoczył słowa do niedawna bardzo krytykowanego we Francji byłego doradcy strategicznego prezydenta USA Donalda Trumpa, Stephena Bannona, który powiedział, że będzie przeciwny interwencji militarnej, "dopóki ktoś mu nie udowodni, że w Seulu życia nie straci 10 milionów osób".

Inni obserwatorzy francuscy ostrzegają, że wojna może nie ograniczyć się do Azji Południowo-Wschodniej, gdyż nie wiadomo, jak na interwencję wojskową Zachodu odpowiedzą Pekin i Moskwa.

W gazetach rozważa się natomiast sprawę zdrowia psychicznego północnokoreańskiego przywódcy Kim Dzong Una i krytykuje prezydenta USA za to, co dziennik "Le Monde" nazywa "brakiem jasnej strategii Donalda Trumpa".

Johan Hufnagel pisze w "Liberation", że "w tym szaleństwie jest metoda", "gdyż +prowokacje+ Kim Dzong Una są środkiem chroniącym reżim przed zatonięciem". "Z jego (Kima) punktu widzenia lepiej jest być uważanym za szaleńca, ale naprawdę mieć bombę i żeby sądzono, że nie zawaha się jej użyć" - dodaje gazeta.

Według "Le Figaro" "Waszyngton, wobec pogardy jaką wykazuje Pjongjang, zmuszony jest do poszukiwania nowych odpowiedzi, co może doprowadzić do eskalacji (sytuacji) w Azji Południowo-Wschodniej".

"Donald Trump, postawiony przed złożonymi równaniami geopolitycznymi, z którymi nie dali sobie rady jego poprzednicy, przekonany jest, że gdy chodzi o paranoiczną dynastię Kimów, dyplomacją niczego się nie zdziała" – ocenia "Le Figaro".

Natomiast waszyngtoński korespondent "Le Monde" zauważa, że "biorąc pod uwagę niesamowity koszt interwencji militarnej dla regionu", prezydent Trump "nie posiada w tej rozgrywce lepszych kart (niż poprzednicy)".

Zarówno "Le Figaro", jak i "Le Monde" przyznają, że od objęcia stanowiska Trump starał się zmienić sytuację, ale żadne z jego posunięć, łącznie z naciskami na Chiny, "nie powstrzymały Kim Dzong Una przed udoskonaleniem pocisków balistycznych i wyprodukowaniem bomby H".

Komentarz Arnaud de La Grange'a w poniedziałkowym "Le Figaro" jest niejako streszczeniem francuskich głosów o obecnym kryzysie: "Bądźmy realistami – pisze komentator – Korea Północna wykuwa dla siebie status potęgi jądrowej i trzeba będzie nam żyć z tym nowym faktem strategicznym". "Wygląda na to, że Kim i Trump odnaleźli się w skrajności i nieprzewidywalności. Nie można wykluczyć błędu w ocenie" - dodaje publicysta.

Zarówno w "Le Monde", jak i w "Le Figaro" krytykowany jest "agresywny ton" prezydenta USA wobec praktyk handlowych Chin, co stoi w sprzeczności z jego dążeniem do "poważniejszych nacisków Pekinu na Pjongjang".

Z Paryża Ludwik Lewin (PAP)