Morawiecki – jak każdy współczesny polityk – funkcjonuje w specyficznym (i do pewnego stopnia niszczącym) świecie olbrzymiej polaryzacji. Działa to tak: z jednej strony ma bezkrytycznych pochlebców. Media prawicowe od TVP i „Gazety Polskiej” po „Sieci” otaczają go niemal bałwochwalczym kultem. Syn lidera Solidarności Walczącej jest dla nich spełnieniem snu o „nowym Eugeniuszu Kwiatkowskim”, który zbuduje im „Gdynię na miarę XXI wieku”. Zachodzi tu proces swoistej technokratyzacji. Publicyści polskiej prawicy gospodarką specjalnie się nie interesują. Ich grzeją tematy historyczne, ideologiczne albo dotyczące czystej technologii walki politycznej. A skoro tak, to w naturalny sposób oddają „tę całą skomplikowaną ekonomię” w ręce „fachowca”, który będzie wiedział, co i jak trzeba z nią robić. Do tej roli wybrany został właśnie Morawiecki. Efekt jest taki, że gdy wicepremier komunikuje się z prawicową opinią publiczną, to nie trafia zazwyczaj na żaden intelektualny opór. Ach, więc wybuduje nam pan lotnisko i fabrykę dronów oraz przyciągnie miliardy nowych inwestycji. Jakież to ciekawe!

Po drugiej stronie jest zaś obóz publicystycznego anty-PiS-u. Co do zasady uparty i pozamykany, więc i z nim Morawiecki w żaden twórczy dialog raczej nie wejdzie. Może jeszcze z początku minister budził tu pewną ciekawość zbudowaną na lekkiej konsternacji: w końcu siedział przez dwa lata w zespole doradców Tuska. Szybko jednak został odrzucony niejako w pakiecie, w myśl zasady, że wszystko, co wyszło z rządu firmowanego przez PiS, jest z gruntu pozbawione wszelkich perspektyw i ekonomicznego sensu. I żaden „pokaz slajdów” tego samozadowolenia anty-PiS-u raczej nie przerwie. Morawiecki się więc utwardził i przeszedł na (skądinąd bliskie mu ideowo) pozycje pisowskiego jastrzębia. Widać to doskonale przy okazji kryzysu sądowego, w którym wicepremier działania swojego rządu jednoznacznie popiera.

Czy można patrzeć na Morawieckiego inaczej niż przez te dwie skrajne soczewki? Uważam, że można. I sam przez kilkanaście pierwszych miesięcy urzędowania gospodarczego wicepremiera próbowałem to robić. Z dwóch powodów. Po pierwsze irytowało mnie nieprawdziwe, a powtarzane przez liberałów z lubością hasło, że Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju Morawieckiego to humbug. Bo to nie jest humbug. SOR to solidna krytyka polskiej transformacji neoliberalnej i analiza przyczyn wpadnięcia przez Polskę w rozmaite pułapki gospodarczej peryferyjności.

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ"