Najstarsza specjalna strefa ekonomiczna (SSE) w Polsce, Euro-Park Mielec, obchodziła 20-lecie działalności już dwa lata temu. W ubiegłym roku okrągłą rocznicę świętowały strefy katowicka i suwalska. W tym roku 20 lat kończą: kamiennogórska, kostrzyńsko-słubicka, krakowska, legnicka, łódzka, słupska, starachowicka, tarnobrzeska, wałbrzyska, pomorska i warmińsko-mazurska.

Kilka dni temu, na Forum Ekonomicznym w Krynicy, wicepremier Mateusz Morawiecki zapowiedział gruntowne przemeblowanie w instrumentach wsparcia, jakim są SSE. Dziś z pewnością można mieć do stref różne zastrzeżenia, ale ta najdłużej funkcjonująca zachęta inwestycyjna w Polsce ma imponujący dorobek. 

Na koniec 2016 r. firmy działające w polskich SSE miały 2263 zezwolenia na działalność, ich całkowite inwestycje sięgnęły 112,2 mld zł, a zatrudnienie znalazło tam łącznie 332,1 tys. osób, wynika z dokumentu „Informacja o realizacji ustawy o specjalnych strefach ekonomicznych”, który ostatnio przyjął sejm.

Ministerstwo Rozwoju szacuje, że w tym roku 14 stref ściągnie 21 mld zł inwestycji i pozwoli utworzyć 16 tys. miejsc pracy. Przy tym, co piąty projekt zrealizuje mała lub średnia spółka. Wszystkie parametry są znacząco lepsze niż jeszcze rok i dwa lata temu.

Idzie nowe

Efekty osiągnięte przez strefy potwierdzają skuteczność tej zachęty inwestycyjnej, ale nadszedł czas na zmiany. Gdy rząd tworzył strefy w latach 90. XX wieku, największym wyzwaniem w Polsce było bezrobocie. Temu przede wszystkim – nowym miejscom pracy – miał służyć projekt SSE. Dlatego tak ważnym elementem zezwoleń na działalność w granicach strefy wydawanych inwestorom były deklarowane przez nich miejsca pracy.

Już kilka lat temu bezrobocie przestało być priorytetem, a dziś, gdy sięga 7 proc. (wynik po czerwcu), zapobieganie mu przestało być priorytetem.

„W Polsce działa 14 SSE i stanowią one istotny element relacji z inwestorem. Wraz z upływem lat nie dostosowano przyjętych założeń ich oddziaływania do zmieniających się potrzeb i wyzwań ekonomicznych” – podało MR w komunikacie opublikowanym w ubiegłym tygodniu przy okazji prezentacji nowego systemu wsparcia inwestorów.

Warto przypomnieć, że już w 2014 r. rząd przeprowadził reformę w SSE, ale w porównaniu z obecnymi planami była to kosmetyka. Zarządy SSE dostały wówczas zadanie, by tworzyć klastry i ułatwiać współpracę między przedsiębiorcami a szkołami i uczelniami wyższymi, bo nie dość, że o pracowników trudniej, to często nie sposób znaleźć osoby z odpowiednim wykształceniem czy przygotowaniem do pracy. Tym razem zmienia się cały system.

Plan

MR próbuje naprawić go tam, gdzie jest nieefektywny. Najważniejsza zmiana: „cała Polska strefą ekonomiczną”, nie jest tylko chwytliwym sloganem, lecz systemowym rozwiązaniem największej bolączki SSE. W obecnym systemie ubieganie się o wsparcie jest skomplikowane: inwestor składa list intencyjny w strefie, strefa przygotowuje projekt zmian granic i przesyła go do MR, urzędnicy weryfikują go i w razie braków odsyłają do SSE, a kiedy wniosek jest gotowy, trafia do konsultacji międzyresortowych, potem pod obrady rządu i na koniec podpisuje go premier. Włączanie terenów w granice SSE trwa nawet ponad 20 miesięcy.

Resort Rozwoju proponuje gwarantowanie zwolnień z CIT przy spełnieniu określonych warunków w każdym miejscu w kraju zamiast na obecnych 25 tys. ha, czyli 0,08 proc. powierzchni Polski.

Dziś inwestora obsługuje niekiedy osiem instytucji, które często się dublują. Dlatego to spółki zarządzające strefami mają stać się punktem kontaktu w regionie oraz regionalnym koordynatorem udzielania pomocy publicznej – zwolnień podatkowych i dotacji rządowych.

Strefy mają przestać działać „na żywioł”. Teraz mielecka ma oddział w Szczecinie, a tarnobrzeska pod Wrocławiem. W nowych schemacie mają działać w przydzielonych przez MR powiatach. 14 stref jeszcze dyskutuje, bo jest ponad 20 powiatów, na których działa więcej niż jedna SSE, kilka z nich jest spornych.

Zgodnie z obecnymi przepisami strefy mają funkcjonować do 2026 r. – ten termin już dwukrotnie przedłużano: w 2008 r. do końca 2020 r., a w 2013 r. do 2026 r. Firmy, które wchodzą do SSE w tym roku, mogą odbierać pomoc publiczną w postaci niepłaconych podatków tylko przez dziewięć lat, są więc w gorszej sytuacji niż firmy, które dostały zezwolenia rok temu czy kilka lat temu.

Rząd mógł ponownie przedłużyć funkcjonowanie stref. MR wybrał jednak systemowe rozwiązanie, które w przyszłości nie będzie wymagało kolejnych zmian: w nowym systemie zezwolenie dostaje się na określony czas – 10-15 lat, a w przypadku firm, które wybiorą tereny już należące do SSE MR oczekuje już nie tylko spełnienia kryteriów ilościowych (określone nakłady, od 200 tys. zł i miejsca pracy), ale i jakościowych. Te ostatnie mają uwzględnić założenia Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju (SOR), czyli zapewnić rozwój odmieniany przez wszystkie przypadki: strukturalny, naukowy, zrównoważony i zasobów ludzkich.

Rozwój strukturalny ma być mierzony w oparciu o zatrudnienie kadr ze specjalistycznym wykształceniem lub wysokopłatne miejsca pracy, zgodność z aktualną polityką rozwojową kraju oraz eksport. Rozwój naukowy będzie obliczany na podstawie współpracy z ośrodkami badawczymi i akademickimi, a także z uwzględnieniem rozwoju lokalnych klastrów. Zrównoważony rozwój będzie przeliczany na podstawie lokalizacji inwestycji – np. na obszarach o wysokiej stopie bezrobocia. Dodatkowe punkty dostaną firmy mikro, małe i średnie oraz projekty realizowane w małych i średnich miastach lub na wsi.

Rozwój zasobów ludzkich zależy od dodatkowych świadczeń oferowanych pracownikom.

Maksymalnie projekt będzie mógł dostać 10 punktów za zgodność z SOR, a wystarczy spełnić 60 proc. kryteriów jakościowych, żeby otrzymać pomoc publiczną. Wobec inwestycji zlokalizowanych w miejscu mniej rozwiniętym, wymogi będą mniejsze. Dla projektów na obszarach z intensywnością pomocy publicznej na poziomie 35 proc. – w województwach kujawsko-pomorskim, lubuskim, łódzkim, małopolskim, opolskim, pomorskim, świętokrzyskim, zachodniopomorskim i na Mazowszu w podregionach: ciechanowsko-płockim, ostrołęcko-siedleckim, radomskim i warszawskim wschodnim, a także na obszarach wskazanych w Programie dla Śląska trzeba będzie spełnić 50 proc. kryteriów.

Inwestycje zlokalizowane na terenach jeszcze mniej rozwiniętych, gdzie pułap pomocy publicznej sięga 50 proc., czyli w województwach lubelskim, podkarpackim, warmińsko-mazurskim i podlaskim, próg zmniejszy się do 40 proc.

Plusy i minusy

MR szacuje, że do 2027 r. zmiany dadzą 158,3 tys. miejsc pracy, 117,2 mld zł inwestycji i 3,7 mld zł wpływów do budżetu państwa i jednostek samorządu terytorialnego. Oznacza to, że w dziesięć lat SSE mają wypracować niemal tyle samo inwestycji, co przez dwie dekady (przypomnijmy: 112,2 mld zł na koniec 2016 r.). Stworzenie tylu etatów, podczas gdy przez 20 lat było to 225,5 tys., wydaje się również bardzo trudne w czasach, gdy zakłady są coraz bardziej zautomatyzowane. Plan ambitny.

Eksperci chwalą nowy system za uproszczenie procedury uzyskiwania pomocy publicznej i premiowanie wyboru lokalizacji dotychczas omijanych przez inwestorów.

Pojawiają się jednak także wątpliwości. Mirosław Kamiński, prezes słupskiej strefy, uważa, że zachęty mogą okazać się niewystarczające w przypadku środkowego Pomorza, które jest wykluczone komunikacyjnie: budowa drogi ekspresowej S6 na odcinku od Bożego Pola do Koszalina „oddala się na lata 2023-25”. Dodatkowym utrudnieniem w strefie jest tarcza antyrakietowa w Redzikowie, bo amerykańska baza oznacza ograniczenia dla inwestorów.

W Krynicy wicepremier Mateusz Morawiecki mówił już o pierwszym półroczu przyszłego roku. Na razie MR nie przedstawiło jeszcze projektu ustawy.

Autor: Małgorzata Grzegorczyk